Darijo Srna ekskluzywnie: O Szachtarze w czasie wojny, Brazylijczykach w klubie i podróżach do rodziny

Darijo Srna przed meczem Ligi Europy.
Darijo Srna przed meczem Ligi Europy.Igor Kupljenik/SPP / Shutterstock Editorial / Profimedia

Od zdobycia Pucharu UEFA jako kapitan po zajmowanie się transferami w środku wojny na stanowisku dyrektora sportowego. Darijo Srna (43) nigdy nie przestał dawać z siebie wszystkiego dla Szachtara Donieck. W ekskluzywnym wywiadzie dla Flashscore chorwacka legenda opowiedziała o swojej drodze z boiska do biura, o wyzwaniach związanych z utrzymaniem klubu piłkarskiego przy życiu i konkurencyjności w czasie wojny oraz o filozofii stojącej za legendarną produkcją brazylijskich talentów w Szachtarze.

Darijo Srna podzielił się także swoimi opiniami na temat obiecującej kariery menedżerskiej Ardy Turana. Zdradził również sekret stojący za pozornie niekończącym się napływem piłkarzy światowej klasy z Chorwacji, a także wyjaśnił, dlaczego mimo że jego rodzina mieszka w Londynie, a podróż zajmuje nawet 20 godzin, nie chciałby, żeby było inaczej.

Po tym, jak dał pan Szachtarowi tak wiele jako piłkarz i kapitan, jak trudne było przejście na stanowisko dyrektora sportowego?

Nie miałem większych problemów z tą zmianą, bo po prostu kontynuowałem pracę w swoim klubie. Dla mnie to coś więcej niż klub. To moja piłkarska rodzina. Oczywiście czasem brakuje adrenaliny z boiska i kibiców, ale trzeba zrozumieć, kiedy przychodzi czas, by skończyć. Bardzo ważne jest, by wybrać odpowiedni moment. Uważam, że znalazłem ten idealny.

Po zakończeniu kariery zostałem asystentem trenera u Luisa Castro, a po roku objąłem funkcję dyrektora sportowego. Przeszedłem wszystkie niezbędne etapy. Wciąż jestem młody i ciągle się uczę. Muszę jednak podkreślić, że dyrektorem sportowym zostałem już w czasie wojny i uwierz mi, to nie jest łatwe. Nie jesteś tylko dyrektorem sportowym. Czasem jesteś ojcem, matką, siostrą, bratem, wujkiem, każdym naraz. W czasie wojny trudno skupić się tylko na swojej pracy.

Czy trudno było pozyskiwać piłkarzy i przekonywać ich do przyjścia do Szachtara?

Na początku tak. Sprowadziliśmy Castilho z Wenezueli i Giorgiego Gocholeiszwilego z Gruzji. Nie skupialiśmy się od razu na Brazylijczykach, bo to był naprawdę trudny czas. Ale krok po kroku, gdy zaczęliśmy się przystosowywać do realiów wojny, znów zaczęliśmy sprowadzać Brazylijczyków: Pedrinho, Kevina, Marlona, Alissona, Isaque i kolejnych. W międzyczasie sprzedaliśmy też wielu zawodników.

Czy dla Szachtara wciąż głównym celem jest zdobywanie trofeów i rywalizacja w europejskich pucharach?

Nawet po stracie 14 piłkarzy graliśmy w Lidze Mistrzów i prezentowaliśmy się bardzo dobrze. W ostatnich sekundach zremisowaliśmy z Realem Madryt. Pokonaliśmy RB Lipsk, a pod wodzą Marina Pusicia wygraliśmy z Barceloną. Reprezentujemy ukraińską piłkę w europejskich rozgrywkach, to dla nas bardzo ważne.

Co się zmieniło, gdy przyszedł Arda Turan? Czy trudno było go przekonać do objęcia funkcji trenera?

Znałem Ardę jeszcze z czasów, gdy był piłkarzem, ale nie mieliśmy osobistego kontaktu. Tak jak w przypadku zawodników, tak i przy trenerach zawsze prowadzimy listę potencjalnych kandydatów i szukamy młodych, ambitnych i głodnych sukcesów. Trudno jest sprowadzić do Szachtara gotowego szkoleniowca.

Jeśli spojrzysz na naszą historię trenerską – Paulo Fonseca nie miał dużego doświadczenia, gdy do nas przychodził, Roberto De Zerbi już je miał, Marin Pusic i Igor Jovicević (były trener Widzewa - red.) także, ale to nie były gotowe produkty. Wszyscy bardzo się u nas rozwinęli. Z Ardą jest tak samo.

Zaczęliśmy obserwować jego pracę w tureckiej ekstraklasie i wykonał tam świetną robotę. Wywalczył awans z drugiej ligi i był trzy lub cztery punkty od awansu do europejskich pucharów. To był historyczny wynik. Nie boimy się młodych, ambitnych trenerów.

A co zmienił w szatni?

Przede wszystkim zgodził się przyjechać natychmiast. W czasie wojny to naprawdę duża sprawa. Tak samo było z Joviceviciem i wcześniej z Pusiciem – obaj od razu powiedzieli tak. Rozumieli sytuację – tak, jest wojna, ale wiedzieli też, do jakiego klubu trafiają.

Arda od razu się zgodził. Potem zaczęliśmy głębokie rozmowy o piłce, przed podpisaniem kontraktu mieliśmy dwa spotkania, a razem z dyrektorem generalnym polecieliśmy do Stambułu i podpisaliśmy umowę tego samego dnia. Potem codziennie do mnie dzwonił i pytał o zawodników. Chciał, żebyśmy zaczęli natychmiast. Jest młody, ale ma predyspozycje, by jako trener mieć bardzo jasną przyszłość.

Arda Turan trenuje Szachtar podczas ćwierćfinału Ligi Konferencji przeciwko AZ.
Arda Turan trenuje Szachtar podczas ćwierćfinału Ligi Konferencji przeciwko AZ.images/NurPhoto / Shutterstock Editorial / Profimedia

Pracował pan z wieloma topowymi trenerami. Gdzie widzi pan Ardę Turana w najbliższych latach? Czy może trafić do jednej z pięciu najlepszych lig?

Jeśli spojrzysz na każdego trenera, który pracował w Szachtarze, wszyscy zrobili krok do przodu. Luiz Castro poszedł do Botafogo, Pusić jest teraz w Al Jazirze i osiąga świetne wyniki, Jovicević trafił do Kataru, potem do Arabii, potem do Ludogorca. De Zerbi odszedł do Brighton, Fonseca do Romy. Rozwijamy nie tylko piłkarzy, ale też trenerów. W przypadku Ardy jestem pewien, że czeka go wspaniała przyszłość. Najpierw jednak mamy w Szachtarze dużo wspólnej pracy, którą będziemy wykonywać krok po kroku.

W finale Pucharu UEFA 2009 został pan wybrany "piłkarzem meczu". Jak pan wspomina ten moment?

Zdobyć z Szachtarem europejskie trofeum... Przyszedłem tu w 2003 roku, a wygraliśmy w 2009. To było coś niesamowitego dla ukraińskiej piłki i całego kraju. Potem w Donbas Arenie zbudowaliśmy niesamowity zespół. Niestety, przez Rosję od 2014 roku wszystko straciliśmy. Nasz stadion, boiska treningowe, dom, kibiców.

Ale wciąż istniejemy dzięki naszemu prezydentowi Rinatowi Achmetowowi. Dla niego piłka to nie biznes – to miłość, emocje, adrenalina. W tym roku mija 30 lat, odkąd został prezydentem Szachtara. Na świecie nie ma wielu takich prezesów jak on. Jest naprawdę wyjątkowy.

Porozmawiajmy o Brazylijczykach – jak trafili do Szachtara i czy macie tam specjalny skauting?

Ten proces zaczął się w latach 2003-2004. Pierwszy był Brandao, potem Matusalem z Brescii. Szybko zrozumieliśmy, że z Brazylijczykami dobrze nam idzie. Strategia była jasna – ukraińska i europejska defensywa, mieszany środek pola i brazylijski talent w ataku. Tę strategię utrzymujemy od 2004 roku do dziś. Wszyscy nasi brazylijscy piłkarze kontynuowali kariery w topowych klubach. Fernandinho, Fred, Willian, Douglas Costa. Niektórzy z nich wciąż grają na najwyższym poziomie.

Czy trudno było im się zaadaptować do ukraińskiej i europejskiej piłki?

Dla nich nie jest łatwo przyjechać do Szachtara, ale znają historię. Zawsze im mówię – porozmawiajcie z Alexem Teixeirą, z Fernandinho, z Willianem, z naszymi byłymi piłkarzami i dostaniecie najlepsze informacje. Oni wam powiedzą, że warto tu przyjechać.

Szachtar jest mostem między Brazylią a najlepszymi klubami Europy, obok Benfiki, Ajaksu i Porto. Niestety, teraz nie mamy luksusu czasu. Wcześniej mogliśmy czekać – Willian miał prawie rok na adaptację, Fernandinho osiem miesięcy.

Teraz kupujemy piłkarzy w wieku 18 lat i od razu wprowadzamy ich do drużyny. Na przykład Isaque ma 18 lat i już strzelił pięć lub sześć goli. Z jednej strony to ryzyko, ale biorąc pod uwagę okoliczności – wojnę, ograniczone środki finansowe, brak czasu – nie mamy wyboru.

Darijo Srna na treningu Szachtara.
Darijo Srna na treningu Szachtara.ČTK / imago sportfotodienst / VITALII KLIUIEV

Jak wyglądały negocjacje transferowe Georgiya Sudakova do Benfiki?

To nie było trudne, bo mamy bardzo dobre relacje z Benfiką. Kupili Trubina i Sudakowa, chcieli też Kevina, a my od nich kupiliśmy Pedrinho. Mamy świetny kontakt z ich byłym prezydentem, a dziś także z Ruim Costą. Musieli jednak wiedzieć, że za piłkarza Szachtara z numerem 10 trzeba zapłacić odpowiednią kwotę.

Czy kluby z Premier League też były zainteresowane?

Tak, byliśmy bardzo blisko także z klubami z Włoch i Anglii. Sudakow to naprawdę wielki talent.

Czy Artem Bondarenko może pójść podobną drogą?

To możliwe. Obecnie mamy trudną sytuację – dużo podróży, wielu kontuzjowanych zawodników. Mamy jednak bardzo szeroką i mocną linię pomocy, więc obecnie nie odczuwamy braków. Jeśli spojrzeć na bieżący sezon w całej Europie, podobno jest to jeden z najgorszych pod względem kontuzji od dwóch dekad. Trzeba też wziąć pod uwagę, że na mecze u siebie podróżujemy 15–16 godzin. To odbija się na kondycji fizycznej i psychicznej. Przejście ze stadionu z 36 000 kibiców na stadion z czterema lub pięcioma tysiącami – to wyzwanie mentalne. Ale budujemy taką mentalność.

Jak z perspektywy czasu ocenia pan transfer Mykhailo Mudryka do Chelsea?

Wielu ludzi mówiło, że nie jest wart tych pieniędzy. To nieprawda. Dlaczego Chelsea zapłaciła za niego taką kwotę? Dlaczego chciał go Arsenal? Dlaczego Mudryka chciała cała Europa? Problem w tym, że trafił do Chelsea w jednym z najtrudniejszych okresów tego klubu w ostatnich 25 latach.

Kiedy ktoś płaci za ciebie 70 milionów euro, oczekuje cudów, ale piłka tak nie działa. Można znaleźć wiele takich przykładów. Isak w Newcastle, Grealish – mógłbym wymieniać długo. To wciąż młody piłkarz. Przed Chelsea rozegrał może 10 lub 12 meczów w Lidze Mistrzów.

Jak to możliwe, że Chorwacja wciąż produkuje tylu topowych piłkarzy? Jaki jest sekret?

Nie jestem pewien, na czym to polega, ale coś w sobie mamy. Mamy 3,5 miliona mieszkańców, a jesteśmy mocni niemal w każdym sporcie. Ludzie mnie i Ivana Rakiticia ciągle pytają o to samo. Nie ma żadnego tajnego przepisu. Jesteśmy głodni sukcesu. Jesteśmy z ulicy. Nie mamy narodowego centrum treningowego ani stadionów na najwyższym poziomie, ale mamy charakter i mentalność.

Czy widzi pan podobieństwa między chorwacką a ukraińską piłką?

Są pewne podobieństwa. Gdy grałem w Hajduku Split, grałem praktycznie za darmo. Miałem wprawdzie pensję, ale moim marzeniem było po prostu grać dla Hajduka. Nie myślałem o pieniądzach. Dziś piłkarze w Chorwacji zarabiają poważne pieniądze, których na tym etapie często nie dostaliby w Europie. Dla mnie to nie jest dobre. Chorwackie kluby muszą żyć ze swoich akademii, tak jak Porto. Oczywiście potrzebni są też zagraniczni piłkarze, ale przede wszystkim trzeba stawiać na chorwackie talenty.

Jakie było najtrudniejsze negocjacje w pana dotychczasowej karierze dyrektora sportowego?

Większość spraw kontraktowych załatwia nasz dyrektor generalny Siergiej. Moja rola dotyczy bardziej ludzi. Zanim podpiszemy kontrakt, chcę wyczuć zawodnika. Rozmawiam bezpośrednio z nim, czasem z jego rodzicami, z agentem. Robię głęboką analizę, by zminimalizować ryzyko. Ale i tak popełnia się błędy.

Czasem piłkarz nie potrafi się mentalnie lub charakterologicznie przystosować do nowego kraju. To część piłki i życia. Ludzie mówią, że Szachtar to wielki klub, bo wydajemy 50 czy 60 milionów euro – ale sprzedajemy też zawodników za 140 milionów. Kupujemy 18-letnich chłopaków i rozwijamy ich. To nasz model.

Jak pan postrzega rolę agentów w dzisiejszym profesjonalnym futbolu?

Będę szczery, większość z nich mi się nie podoba. Mam kilku, których szanuję i mówię im wprost, że walczą o siebie, a nie o piłkarza. To nie jest właściwe. Powinni walczyć o zawodnika. Dziś piłka to czysty biznes, agenci czasem żądają większych prowizji niż wynosi pensja piłkarza. To żadna tajemnica. Nie lubię takich relacji. I z mojego doświadczenia wynika, że gdy agent za bardzo naciska i ciągle zmienia liczby, transfer rzadko kończy się dobrze.

Na koniec – gdzie widzi pan siebie za pięć lub dziesięć lat?

Gdyby zapytać moją żonę i dzieci, powiedzieliby, że w domu nad morzem. Ale moja żona od pierwszego dnia wiedziała, że bez piłki nie mogę żyć. Teraz jestem tutaj i jestem szczęśliwy. Moja rodzina mieszka w Londynie już od sześciu lat i zawsze, gdy mam trzy dni wolnego, jadę do nich. Gdy pozwalają na to negocjacje i podróże, jesteśmy razem.

To wsparcie jest wszystkim, zwłaszcza teraz, gdy podróż z Londynu tutaj może trwać 17, 18, a nawet 20 godzin, w zależności od sytuacji na granicy. To już nie to samo, co kiedyś, gdy były trzy loty dziennie i mogłem być na lotnisku Heathrow w mniej niż trzy godziny. Ale oni rozumieją, co ten klub dla mnie znaczy. Będę z tym klubem do końca. Z Ukrainą też będę do końca.

Piłka nożna

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen