Drużyna Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego prowadzi zdecydowanie w tabeli hiszpańskiej ekstraklasy, a nad czwartym Atletico ma aż... 22 punkty przewagi.
"Duma Katalonii" wygrała oba bezpośrednie mecze ligowe (3:1 i 2:1), ale w rozgrywkach pucharowych ma ogromne problemy z zespołem trenera Diego Simeone. Najpierw nie sprostała mu w półfinale Pucharu Hiszpanii (0:4, 3:0), a teraz, po porażce na własnym stadionie, jest bliska odpadnięcia w 1/4 finału Ligi Mistrzów.
Duży wpływ na wydarzenia na Camp Nou w ubiegłą środę miała czerwona kartka Pau Cubarsiego w końcówce pierwszej połowy. Chwilę potem Argentyńczyk Julian Alvarez zdobył efektowną bramkę z rzutu wolnego. W przerwie trener Hansi Flick zdjął z boiska Lewandowskiego, a w 70. minucie wynik na 2:0 ustalił Norweg Aleksander Sorloth.
Mimo pewnego zwycięstwa Atletico, wtorkowy rewanż - który podobnie jak wszystkie inne mecze rozpocznie się o godz. 21 - zapowiada się naprawdę ciekawie. Obie drużyny podchodzą do tego spotkania bardzo poważnie.
W weekend trener Atletico oszczędzał swoje gwiazdy, wystawił rezerwowy skład, który przegrał z walczącą o utrzymanie Sevillą 1:2. Natomiast Barcelona, z Lewandowskim i Szczęsnym na ławce rezerwowych, gładko pokonała w derbach Espanyol 4:1.
"Barcelona jest, obok PSG i Bayernu, prawdopodobnie najlepszą drużyną w Europie. Drugi gol dodał nam pewności siebie, szkoda tylko, że nie powiększyliśmy jeszcze bardziej przewagi" – przyznał po pierwszym spotkaniu Simeone, którego drużyna ostatni raz dotarła do półfinału Ligi Mistrzów w 2017 roku.
Katalończycy wierzą, że są w stanie wyeliminować ekipę z Madrytu.
"Trudno będzie to odwrócić, ale jeżeli komuś ma się to udać, to właśnie nam" - zauważył obrońca Barcelony Ronald Araujo.
Pokonać mistrza
We wtorkowy wieczór dojdzie również do szlagierowej konfrontacji Liverpoolu z broniącym trofeum Paris Saint-Germain. Na swoim stadionie mistrzowie Francji zwyciężyli 2:0 i są faworytami przed rewanżem na Anfield.
"Mieliśmy okazje na więcej goli w pierwszym meczu i powinniśmy je strzelić. Musimy być skoncentrowani, atmosfera na Anfield będzie niesamowita" - podkreślił zdobywca jednej z bramek w Paryżu Chwicza Kwaracchelia.
Piłkarze Luisa Enrique mają świetne wspomnienia z poprzedniego sezonu z rywalizacji z angielskimi drużynami. W drodze po trofeum wyeliminowali w 1/8 finału właśnie Liverpool (w rzutach karnych), w ćwierćfinale Aston Villę, a w półfinale Arsenal.
Na dodatek w obecnej edycji wygrali w 1/8 finału dwa razy wysoko z Chelsea (5:2 i 3:0).
Kibice mogą spodziewać się w rewanżu goli. Tak przynajmniej sugerują statystyki. Żaden z 37 poprzednich meczów "The Reds" w rozgrywkach UEFA przeciwko francuskim zespołom nie zakończył się bezbramkowo.
"Od początku do końca musimy wierzyć w zmianę losów rywalizacji. To będzie wymagało wyjątkowego występu" – zastrzegł kapitan Liverpoolu Virgil van Dijk.
Czy Real znów zaskoczy?
Na środę zaplanowano rewanże w parach Bayern Monachium - Real Madryt oraz Arsenal - Sporting CP.
Konfrontacja Bawarczyków z 15-krotnymi zdobywcami Pucharu Europy została okrzyknięta nawet przedwczesnym finałem. Na Santiago Bernabeu podopieczni trenera Vincenta Kompany’ego zwyciężyli 2:1, w czym duża zasługa świetnie broniącego Manuela Neuera.
Przed rewanżem kibice Realu mają się czym martwić. Ich ulubieńcy, licząc z LM, nie wygrali trzech meczów z rzędu.
Wprawdzie Bayern ma kiepskie statystyki w starciach z hiszpańskimi drużynami w rozgrywkach UEFA, przegrał z nimi siedem z ostatnich ośmiu dwumeczów, lecz z drugiej strony - patrząc na konfrontacje ze wszystkimi rywalami - przegrał tylko jedno z ostatnich 28 spotkań Ligi Mistrzów u siebie (22 wygrane, 5 remisów).
O sile zespołu z Monachium świadczy fakt, że w sobotę, gdy pokonał FC St. Pauli 5:0, pobił własny rekord Bundesligi pod względem liczby goli w jednym sezonie - ma już 105. Poprzedni wynosił 101 i został ustanowiony w edycji 1971/72.
Chwiejny lider
Jedyną parą 1/4 finału, w której od początku wskazywano zdecydowanego faworyta, była ta z Arsenalem i Sportingiem. Na razie lider angielskiej ekstraklasy potwierdza tę opinię, w ubiegłym tygodniu zwyciężył w Lizbonie 1:0.
Arsenal pozostaje jedyną niepokonaną drużyną w obecnym sezonie LM i zmierza do drugiego z rzędu półfinału. Nastroje w klubie nie są jednak idealne, w sobotę "Kanonierzy" przegrali w Premier League u siebie z Bournemouth 1:2 i zaczynają czuć na plecach oddech Manchesteru City.
"To ogromne rozczarowanie, mocny policzek. Teraz liczy się nasza reakcja" – powiedział trener londyńskiej drużyny Mikel Arteta.
Półfinały LM zaplanowano na 28/29 kwietnia i 5/6 maja. Finał odbędzie się 30 maja w Budapeszcie.
________________
TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł
