64-letni Urban przejął kadrę w lipcu ubiegłego roku po tym, jak miesiąc wcześniej - po porażce z Finlandią (1:2) w eliminacjach mistrzostw świata i z powodu konfliktu o opaskę kapitana z Robertem Lewandowskim - z prowadzenia drużyny narodowej zrezygnował Michał Probierz.
Seria siedmiu meczów bez porażki zbudowała zaufanie
Nowy trener zadebiutował 4 września 2025 i od razu stanął przed bardzo trudnym zadaniem. W meczu kwalifikacji mundialu 2026 Polacy musieli stawić czoła Holandii na De Kuip. Postawa zespołu była pozytywnym zaskoczeniem, a gol Matty'ego Casha w końcówce pozwolił zatrzymać faworytów (1:1). Trzy dni później w Chorzowie podopieczni Urbana pokonali Finów 3:1, realizując w pełni oczekiwania i walcząc o uratowanie kwalifikacji.
Później Polacy w spotkaniu towarzyskim wygrali z Nową Zelandią 1:0, a następnie umocnili się na drugim miejscu w eliminacyjnej grupie, odnosząc w Kownie zwycięstwo nad Litwą 2:0. Listopad przyniósł ponowne 1:1 z Holandią, tym razem w Warszawie. Dwa punkty z Oranje przyjęto bardzo pozytywnie, a przede wszystkim Polska pozostawała niepokonana.
Mając w pamięci koniec kadencji Probierza, głosy krytyki wobec Urbana wydawały się wręcz nie na miejscu. Dziennikarze chwalili jego humor podczas konferencji, a atmosfera wokół zespołu wydawała się oczyszczona. Choć Malta strzeliła Polakom dwa gole, to i tak udało się wygrać, kończąc kwalifikacje wynikiem 3:2.
Drugie miejsce w grupie dało Biało-Czerwonym przepustkę baraży, które od początku były głównym celem stawianym przed Urbanem w obliczu nikłych szans na wygranie grupy.
Dodatkową batalię o mundial stoczyli w marcu. Najpierw w Warszawie pokonali Albańczyków 2:1, by w decydującym spotkaniu ulec w Sztokholmie Szwedom 2:3. Pierwsza porażka selekcjonera okazała się brzemienna w skutkach, gdyż po raz pierwszy od 2014 roku polskich piłkarzy zabrakło w MŚ. Pojawiły się też komentarze o błędach selekcjonera w spotkaniu, które mogło potoczyć się lepiej.

Bez żadnej wygranej już od 190 dni
I choć Solna po dziś dzień boli jak posypana solą rana, to jeden mecz nie przekreślał zbudowanego kapitału zaufania. Urbanowi nie groziły choćby spekulacje o rozstaniu z kadrą. Przeciwnie, zaraz po porażce Cezary Kulesza ogłosił przedłużenie umowy. Jego podopieczni w czerwcu rozegrali dwa spotkania towarzyskie. Oba skończyły się rozczarowaniem. We Wrocławiu ulegli Ukrainie 0:2 po bladym występie, a na PGE Narodowym gol Wiśniewskiego w ostatnich sekundach zapewnił remis 2:2.
Na tym etapie żarty na konferencjach już tak nie śmieszyły, było coraz więcej pytań o wybory personalne i rozwiązania taktyczne. Wrzesień tych pytań nie rozwiał, wręcz dostarczył kolejnych. Mecz z Bośnią był boleśnie nijaki w pierwszej połowie, a ożywienie w drugiej nie zmieniło wyniku i skończyło się na 0:0.
Kolejny wyjazd do szwedzkiej Solny okazał się równie bolesny. Zaskakująco bezradni przy stałych fragmentach, popełniający te same błędy piłkarze przegrali 1:3 mimo osłabień Szwedów. Seria meczów bez wygranej urosła już do pięciu, skuteczność przed bramkami rywali pozostaje wątpliwa niezależnie od wystawionego składu. A słuchanie podczas kolejnych konferencji, że Robert Lewandowski jest coraz bardziej wyspany i wraca do formy, nie napawa optymizmem.
W tym samym czasie Polska U21 notuje zwycięstwo za zwycięstwem i rządzi na boisku z każdym rywalem. Kontrast między wynikami Jerzego Brzęczka i Jana Urbana sprzyja dyskusji o zmianie warty. Nic dziwnego, że już na półmetku wrześniowo-październikowego zgrupowania pojawiły się spekulacje, że czas na zmianę selekcjonera. Na razie to tylko komentarze dziennikarzy i publicystów, bo prezes i sekretarz generalny PZPN mają swoje "pożary" do ugaszenia.
Przed dzisiejszym meczem z Rumunią Jan Urban zastrzegł, że nie czuje się, jakby grał o posadę. Trudno się nie zgodzić: presja na selekcjonerze zawsze jest ogromna. Ale jeśli tak, to kolejne problemy i brak rozwiązań tylko ją zwiększają. Jeśli nie o posadę, Jan Urban w swoim 13. meczu bedzie grał o utrzymanie/odzyskanie publicznego zaufania dla siebie i swojego sztabu.

