"Zwiększanie liczby reprezentacji narodowych nie ma sensu. Przemysł piłkarski to nie tylko mistrzostwa świata, choć oczywiście to najważniejsze wydarzenie. Nie wszystko może się kręcić tylko wokół nich, przecież są też krajowe rozgrywki, które wspierają i utrzymują ten sport" - powiedział w rozmowie z włoskim dziennikiem La Gazzetta dello Sport.
Hiszpański działacz stanowczo domaga się ograniczenia zgrupowań reprezentacji i znacznie większej ochrony lig krajowych. "Turniej, który trwa 40 dni i na który wyjeżdża mniejszość zawodników, niszczy przemysł piłkarski, który generuje dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Decydują w sposób całkowicie nieodpowiedzialny i w ogóle tego nie rozumieją" - oburzał się Tebas.
Na bezpośrednie pytanie, czy Szwajcar powinien odejść ze stanowiska, szef LaLiga miał jasną odpowiedź. "Moim zdaniem tak, uważam, że już dostał swoją szansę. Ma jednak wsparcie całego systemu i federacji. Nie ma żadnego kandydata opozycyjnego, bo nikt nie chce z góry prezentować się jako przegrany. To jest system, który jest chory od samego fundamentu" - stwierdził.
Podczas pobytu w Ameryce Tebas miał jednak usłyszeć wiele krytycznych głosów. "Ludzie mówią, ale potem nic nie robią. Nie wiem, co jest gorsze: milczenie czy współudział. Ci, którzy milczą, doskonale zdają sobie sprawę, jak ogromne szkody ponosi futbol" - zaznaczył.
Szef światowej piłki będzie się ubiegał na marcowym kongresie o czwartą kadencję i podobno cieszy się poparciem wielu delegatów. Tebas jednak wierzy, że jego pozycję może zachwiać afera wokół napastnika USA Folarina Baloguna.
Komisja dyscyplinarna podczas mistrzostw zawiesiła amerykańskiemu napastnikowi karę jednego meczu, co pozwoliło mu zagrać w 1/8 finału przeciwko Belgii. Kontrowersyjna decyzja zapadła po rozmowie telefonicznej z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Infantino jednak zaprzeczył, jakoby rozmowa z głową państwa miała jakikolwiek wpływ na decyzję komisji.
"Zawieszenie kary amerykańskiego zawodnika to absolutnie poważny problem. Mieli ogromne szczęście, że Belgia wyeliminowała USA, bo inaczej powstałaby afera, która mogłaby go kosztować stanowisko. Dzięki awansowi Belgów udało się to zamieść pod dywan. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, FIFA działa wyłącznie we własnym interesie, na pewno nie dla dobra futbolu" - kontynuował ostrą retorykę.
Na koniec dodał też krytykę wobec fałszywych przerw na nawodnienie, które według niego służą zupełnie innemu celowi. "Kiedy potrzebują przerwy po dwudziestu siedmiu minutach, po prostu ją robią. Przerwy na nawodnienie to kłamstwo. W LaLiga też je mamy, ale tylko wtedy, gdy naprawdę jest gorąco. Tutaj stadiony w Dallas, Los Angeles i Atlancie miały ogromną klimatyzację, sam musiałem założyć sweter na trybunach. To było absolutne kłamstwo, chodziło tylko o zwykłą przerwę na reklamy" - podsumował.
