Anglia – Argentyna 1:2
Anglia prowadziła od 55. minuty po golu Anthony'ego Gordona, ale przy wyniku 1:0 mocno się cofnęła i w końcówce została za to ukarana. Po asystach Lionela Messiego najpierw trafił Enzo Fernandez, a w drugiej minucie doliczonego czasu gry Lautaro Martinez.
Po pierwszej bramce Tuchel stopniowo wprowadzał na boisko kolejnych trzech obrońców, a zszedł z boiska skrzydłowy Gordon oraz pomocnik Rice. "Rozumiem, że będzie się o tym dyskutować i że teraz wszędzie są miliony trenerów, którzy zrobiliby to lepiej. Nie mam z tym problemu. Największa odpowiedzialność zawsze spoczywa na trenerze, ale gdy przegrywasz, łatwo jest powiedzieć, co powinieneś był zrobić inaczej. Niczego nie żałuję, byliśmy bardzo blisko" - podkreślił Tuchel.
"Byliśmy zbyt pasywni, nie potrafiliśmy utrzymać piłki, a presja rywala rosła. Szczególnie po dośrodkowaniach byli bardzo groźni, i to już przy wyniku 1:0. Dlatego wprowadziliśmy na boisko kolejnego stopera, bo rywale wygrywali wszystkie pojedynki główkowe. Staraliśmy się pomóc zawodnikom" - wyjaśnił.
Serwis statystyczny Opta wyliczył, że od gola Gordona do zwycięskiego trafienia Martineza Argentyńczycy mieli piłkę przy nodze przez 88 procent czasu gry. "Oczywiście chcielibyśmy zdobyć drugiego gola i rozstrzygnąć mecz, ale po prostu nie potrafiliśmy wyjść spod presji. I nie miałem poczucia, że ofensywne zmiany by nam wtedy pomogły" - powiedział Tuchel.
W tym tysiącleciu tylko dwa razy zdarzyło się, by drużyna nie wygrała półfinału MŚ po zdobyciu pierwszej bramki. W obu przypadkach zawiodła Anglia, pierwszy raz w 2018 roku przeciwko Chorwacji. Albion może przynajmniej zdobyć brązowy medal w sobotę o 23:00 w meczu z Francją.
TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł
