Od momentu wyłonienia półfinałowej pary media nieustannie podkreślają rywalizację między tymi krajami. Spotkania tych dwóch drużyn nabrały wyraźnie większego politycznego znaczenia od czasu, gdy Brytyjczycy w 1982 roku rozpoczęli wojnę o Falklandy. W jej trakcie Argentyńczykom nie udało się odzyskać kontroli nad wyspami, które należą do Wielkiej Brytanii od 1833 roku. Dzień weteranów i poległych w wojnie o Falklandy jest w Argentynie świętem państwowym, obchodzonym co roku 2 kwietnia.
Anglia - Argentyna (środa, 21:00)
W wojnie walczył także ojciec Villarruel, a rodowita mieszkanka Buenos Aires przed meczem jasno wyraziła swoje zdanie o środowych rywalach.
"Gramy przeciwko piratom, którzy zawłaszczyli władzę. To nie jest tylko kolejny mecz i nie zamierzam być politycznie poprawna. Przeciwko Anglikom zawsze chodzi o coś więcej. Chodzi o Falklandy, chodzi o Diego (Maradonę), to być może ostatni mecz Leo (Messiego) i chodzi o zatrzymanie napastników. Trzymaj się, Argentyno! Bo aż do ostatniego tchu będziemy domagać się zwrotu tego, co nam się należy" - napisała Villarruel w serwisie X.
Trener Scaloni natomiast przed meczem próbował tonować emocje. Podkreślił, że wydarzenia z przeszłości nie powinny być łączone z tym spotkaniem piłkarskim. Dodał też, że choć zawsze będzie czcił poległych w wojnie, "angielscy piłkarze nie ponoszą za to żadnej winy".
Historyczna rywalizacja na boisku to efekt zaciętych pojedynków podczas MŚ 1966 w Anglii, MŚ 1998 i MŚ 2002. Najbardziej pamiętny mecz odbył się jednak cztery lata po wojnie, podczas mistrzostw w Meksyku. Diego Maradona najpierw zdobył gola ręką, a potem genialnym rajdem zapewnił Argentynie awans.
