Przejdź do głównej treści

Ligowy semafor: Gdy Lech się podnosi, Raków wpada w kolejną spiralę

Ligowy semafor: Gdy Lech się podnosi, Raków wpada w kolejną spiralę
Ligowy semafor: Gdy Lech się podnosi, Raków wpada w kolejną spiralęČTK / imago sportfotodienst / Sideline Frames/ArenaAkcji / Profimedia

Raków Częstochowa zapomniał, że w karuzeli trenerskiej powinny brać udział też inne kluby i sam zapewnia rotację za całą Ekstraklasę. Kolegium Sędziów zapomniało z kolei, że powinno być poważnym organem. W cotygodniowym zestawieniu jest również Lech – on na szczęście zapomniał już o czwartkowych wcirach. I dobrze.

Światło czerwone. Co tam się odpapszunia...

Choć czasy zachwytu Rakowem mam szczęśliwie za sobą, to nie śmiałbym przypuszczać, że sezon 2026/27 tak boleśnie obnaży poziom niekompetencji w zarządzaniu klubem. Trener gra mecz o życie, wygrywa, a potem słyszy, że i tak musi odejść. Po pięciu meczach. PIĘCIU. Czyli Raków zapłacił krocie za wykupienie Kaczmarka z Radomia, żeby kopnąć go w cztery litery po miesiącu z minimalnym okładem, gdy drużyna w końcu jakkolwiek punktuje.

Pomińmy na moment, że to kompletny brak szacunku dla zatrudnionego, który ani w Radomiu, ani w Częstochowie nie zdążył niczego zbudować i jego wizerunek bardzo na tym stracił. Ale jak to świadczy o klubie, który właśnie szykuje się do ogłoszenia czwartego trenera w sezonie, w którym rozegrał 11 meczów? Na tym tle Wieczysta jawi się jako stabilny pracodawca, bo Kopić swój piąty mecz przegrał i jeszcze pracuje.

Naprawdę rozumiem, że Marek Papszun wysoko zawiesił poprzeczkę, ale to miotanie się między "depapszunizacją" i "repapszunizacją" nikomu nie przynosi korzyści. Powiecie, że to medialne terminy i w Rakowie ich nie używają. Jasne (przynajmniej mam nadzieję, że nie używają), ale odkąd Marek Papszun wybrał Legię trudno oprzeć się wrażeniu, że Michał Świerczewski jest targany sprzecznymi emocjami i kompletnie nie wie, jaki Raków chce budować. A to korzystniejsza dla niego wersja, bo jeśli wie i robi to świadomie, to świadczy jeszcze gorzej.

Światło pomarańczowe. Karne tylko twarde, argumenty tylko miękkie

Po spektakularnej katastrofie, jaką zafundowali nam arbitrzy w 10. kolejce Ekstraklasy, tym razem nie mogło być aż tak źle. I nie było, nawet Kolegium Sędziów PZPN nadążało z wyjaśnianiem kontrowersji, choć niektórych z zeszłego tygodnia nie zinterpretowali do dziś. Choć interpretacje niekoniecznie pomagają sytuacji. Tak było z decyzją KS w sprawie ewentualnego rzutu karnego dla Cracovii na finiszu meczu z Legią.

Żeby była jasność: osobiście karnego bym nie odgwizdał, na decyzję w drugą stronę raczej bym się skrzywił. Oburza mnie za to poziom argumentacji Kolegium Sędziów, które ma oferować kibicom profesjonalne wyjaśnienie. Zamiast tego pisze beztrosko o "twardej męskiej grze" i "miękkich karnych", jakby to była rozmówka pod szatnią, a nie oficjalne stanowisko.

Przecież decyzję arbitrów można w tym przypadku podeprzeć merytorycznie oficjalnymi interpretacjami choćby od UEFA. W kryzysie zaufania do sędziów Kolegium powinno jasno i precyzyjnie opierać się na przepisach gry. Zamiast tego mamy poziom bardziej pasujący do SMS-ów Siemieńca i Wójcika - niby kilka zwykłych słów, a śmierdzi. Zupełnie nie dziwi mnie więc protest Cracovii, bo w tym mają rację – jeśli Kolegium chce być traktowane poważnie, to czas zacząć poważnie wykonywać swoją robotę, a nie być częścią kontrowersji.

Światło zielone. Tak podnoszą się tylko mistrzowskie drużyny

Nie było wcale pewne, jakiego Lecha zobaczymy przy Bułgarskiej z Koroną. W końcu Kielczanie przyjechali między dwoma wielkimi meczami Kolejorza w Europie, z których pierwszy był kompromitujący, a do tego w tle majaczył konflikt trenera z Pablo Rodriguezem.

Hiszpan pomógł kibicom zapomnieć o tym wątku wyjątkowo szybko i skutecznie, pisząc scenariusz "trzy punkty dla Lecha" w niewiele ponad pięć minut. Reszta spotkania dla fanów z Poznania była jak detoks po czwartkowym upokorzeniu z Bayerem i coraz bardziej przybliża Kolejorza do odzyskania fotela lidera.

Skoro nawet Yannick Agnero dobija rywali na luzie, to dzieje się coś dobrego. Dlatego mam wrażenie, że zawodników nie mogło spotkać nic lepszego. Zafundowali sobie zastrzyk pewności przed tygodniem wagi ciężkiej. Najpierw Sunderland, później niepokonana Legia w Warszawie. O gwarancji sukcesu nie ma mowy, za to trudno o lepsze wejście w tak istotny moment terminarza.

Autor
AutorFlashscore
Wybierz Flashscore w GoogleCzytaj nasze artykuły częściej
DodajDodaj w Google
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen