Przejdź do głównej treści

Ligowy semafor: Kaczmarek vs. mity, zły wybór Sancheza i (nie)ulubiona piosenka Siemieńca

Ligowy semafor: Kaczmarek vs. mity, zły wybór Sancheza i (nie)ulubiona piosenka Siemieńca
Ligowy semafor: Kaczmarek vs. mity, zły wybór Sancheza i (nie)ulubiona piosenka SiemieńcaArena Akcji / Sipa USA / Profimedia

Tomasz Kaczmarek chciałby z pewnością obalić jeden z piłkarskich mitów, choć na początek potwierdził inny. Sanchez wybrał chyba najgorszą formę radości z bramki, a dyskusje pomiędzy meczami wypełniła nam sprawa wiadomości wysyłanych przez Adriana Siemieńca do sędziego. Ostatnie dni w polskiej piłce dostarczyły naprawdę sporych emocji oraz kontrowersji, a w naszym cotygodniowym cyklu przestawiamy subiektywne spojrzenie na te kwestie.

Światło czerwone. Było tyle sposobów

400 tysięcy euro netto zamiast 150, taką podwyżkę miał otrzymać Jordi Sanchez po odejściu z Wisły Kraków do Pogoni Szczecin. Transfer wywołał sporo kontrowersji, doszło do nieprzyjemnej wymiany zdań pomiędzy prezesami Jarosławem Królewskim oraz Alexem Haditaghim, najbardziej aktywnymi włodarzami klubów na polskim X. Wszystko odbyło się jednak z zachowaniem wszelkich granic, w końcu obaj deklarują się jako legaliści, choć oczywiście wskazują na przepisy potwierdzające ich tezy. 

Zamiast jednak załagodzić cały spór i pokazać fanom Wisły, że nie muszą czuć się upokorzeni, sam zawodnik postanowił wykonać mało elegancją cieszynkę. Rozumiem, że była ona skierowana do konkretnej osoby, która według niego nie zachowała się właściwie, ale to był najgorszy moment, by to zasygnalizować. Po pierwsze, nieprzypadkowo na reakcję strzelca po trafieniu do siatki mówimy cieszynka, celebracja itd., bo tu chodzi o pozytywne wyrażenie emocji. Po drugie, mężczyzna z klasą indywidualne konflikty załatwia z daną osobą twarzą w twarz, a po trzecie jak już się powiedziało A, to zasłanianie się wypowiedzią "ten gość wie, że to do niego", jest już kompromitacją. 

Szkoda, bo wcześniej kilkukrotnie chwaliłem Sancheza i wciąż uważam, że ma szanse na zdobycie korony króla strzelców. Ale wtedy trzeba by zapewne pozdrowić kibiców obu klubów...

Światło pomarańczowe. "Wysyłam sms..."

"... to moje SOS" - śpiewała Ewa Bem. Nie wiem, czy znał ją trener Siemieniec, ale nawet jeśli zdarzało mu się ją nucić, to na jakiś czas postara się o niej zapomnieć. 

Zapewne tego tematu sporo osób, o ile nie większość, spodziewała się w poprzedniej rubryce. O sprawie trenera Siemieńca i jego nieszczęsnych wiadomości powiedziano już wszystko, a sam szkoleniowiec, choć najpierw się uchylał, to ostatecznie przeprosił, wspominając również o hejcie skierowanym w jego stronę. 

Według mnie ta sprawa pokazała jedno - że w środowisku piłkarskim wciąż jest pełno osób, które są żądne zemsty, negatywnych emocji, bezwzględnego rozliczania za każdy błąd. A według nich błąd jest tym większy, im bardziej medialna jest osoba, która go popełniła. Jednocześnie wątpię, by sami stosowali tak surowe zasady wobec siebie.

Czy to oznacza, że pochwalam zachowanie sternika Jagiellonii? Oczywiście, że nie, po prostu go poniosło. W ogóle wydaje mi się, że ego Siemieńca w ostatnich miesiącach zaczynało rosnąć dość szybko, co odczuwali dziennikarze na konferencjach i w wywiadach. To ostatecznie nic złego, broniły go wyniki, ale pewnie lekcja pokory przyszła w najlepszym momencie.

Jednak ja mam przede wszystkim zaufanie do sędziów. Popełniają błędy, jasne, ale uważam, że mamy naprawdę świetnych arbitrów, ich poziom rośnie, są doceniani przez UEFA i FIFA, więc ufam, że są także odporni na wszelkie sugestie ze strony piłkarzy, trenerów czy działaczy. I jeśli zauważą, że ktoś przekracza granicę, to na pewno sobie poradzą, załatwiając to w sposób opisany wyżej.

Światło zielone. Częściej niż Yeti

To mit, legenda, kolejna piłkarska historyjka. A jednak "efekt nowej miotły" co jakiś czas daje o sobie znać, jak choćby teraz w przypadku Rakowa Częstochowa. Umówmy się, że po tak fatalnej serii na początku sezonu kibice zapewne ucieszyliby się nawet z remisu, ale otrzymali zwycięstwo. I to jakie! "Medaliki" pokazały charakter, odrabiając straty po golu Kamila Lukoszka - a przecież wcześniej nie wygrali żadnego z ostatnich czterech meczów w Ekstraklasie, w których jako pierwsi stracili bramkę (od czasu zwycięstwa nad Lechią Gdańsk 25 kwietnia 2026 roku).

Dodatkowo przełamał się Patryk Makuch, od razu notując dublet - i znów możemy wrócić do kwietnia tego roku, gdyż to właśnie wtedy ostatni raz trafił dwukrotnie do siatki w spotkaniu ligowym (19 kwietnia 2026 r., z Cracovią). 

Może w takim razie trener Tomasz Kaczmarek obali inny mit - że Raków może osiągnąć sukces także bez Marka Papszuna.

Autor: Joachim Lamch
Autor: Joachim LamchFlashscore
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen