Światło czerwone. Jak kartka Augustyniaka
Wszyscy czekali na ten hit, zwłaszcza że pikanterii odwiecznej rywalizacji dodawały odmienne cele obu drużyn w tym sezonie. Oczywiście fani Lecha muszą być zadowoleni, jednak większość neutralnych kibiców chciała po prostu zobaczyć wielkie widowisko od pierwszej do ostatniej minuty. I niewykluczone, że właśnie taką zaciętą rywalizację moglibyśmy oglądać, gdyby nie szybkie wykluczenie z gry Rafała Augustyniaka. Wślizg pomocnika był oczywiście nierozważny, ale noga Leo Bengtssona była jedynie trącona. Żółta kartka? Jasne! Czerwona? Moim zdaniem absolutna przesada, która miała ogromny wpływ na przebieg reszty starcia.
Szkoda, bo przeciwnicy otrzymali solidny argument do podważania wyniku, a i pewnie gospodarze po obejrzeniu powtórek wcale nie są tacy pewni, czy powinni grać w przewadze. Wystarczy, że przez chwilę postawią się na miejscu gości.
Światło pomarańczowe. Występ na zero
Marcel Reguła notuje całkiem udany sezon i śmiało można powiedzieć, że jest jedną z nadziei Ekstraklasy na ciekawy zagraniczny transfer, nawet tego lata. Jednak jeśli podczas meczu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, czyli outsiderem ligi, obserwowali go jacyś skauci z mocniejszych klubów, to zapewne w ich notatnikach wady wyrównały zalety. Najpierw fantastyczny gol - umiejętne oderwanie się od obrońcy, wyskok w idealnym momencie i jakże trudne uderzenie głową, po którym piłka zatrzepotała w siatce.
Później jednak ewidentnie go poniosło. Faul, po którym zobaczył drugą żółtą kartkę i w konsekwencji musiał opuścić boisko, był bezsensowny. Atakowanie obrońcy pod jego bramką w taki sposób nie może przynieść korzyści, oprócz poklasku kilku kibiców, którzy dostrzegą w tym tzw. "walkę na całego". A przecież wielu wysłanników oprócz umiejętności czysto piłkarskich, które Reguła niezaprzeczalnie posiada, oceniają także postawę mentalną - rzekłbym, że ten aspekt staje się coraz ważniejszy. Przymusową przerwę majówkową Reguła powinien zdecydowanie spędzić nad analizą swoich zachowań, oczywiście zakończoną wyciągnięciem właściwych wniosków.
Światło zielone. Mistrzowi co mistrzowskie
Żeby jednak nie było nieporozumień, wcale nie uważam, że Lech nie byłby zdolny do pokonania Legii, gdyby ta nie została osłabiona. Drużyna Nielsa Frederiksena w wyścigu dość powolnych lokomotyw wysunęła się na prowadzenie i można już zaryzykować tezę, że nikt jej nie wyprzedzi. Właśnie choćby z tego powodu, że innym ociężałym maszynom trudno w tym sezonie nabrać większego rozpędu. Trzeba jednak zauważyć i podkreślić, że Ali Gholizadeh znajduje się w doskonałej formie, Joel Pereira błyszczy, a kapitan Mikael Ishak trzyma swój wysoki poziom. A to oznacza, że nie tylko sam duński trener wykonał świetną robotę, ale swój wielki wkład mają także jego asystenci. Przygotowanie zawodników, by osiągnęli taką dyspozycję na koniec sezonu jest nie lada wyzwaniem nawet w największych klubach świata, w których sztaby mają do dyspozycji jeszcze ogromne zaplecze.
Z tego też powodu można zakładać, że Lech będzie także odpowiednio gotowy na rywalizację o Ligę Mistrzów. A tak naprawdę już teraz najlepsze drużyny powinny myśleć właśnie o występach w europejskich pucharach, gdyż byłoby szkoda zmarnować zbudowaną ostatnio pozycję w rankingu UEFA.

