Lechia Gdańsk - Legia Warszawa (1:2)
Marek Papszun dokonał czterech zmian w wyjściowym składzie w porównaniu z meczem przeciwko Niecieczy – Ruben Vinagre, Jan Leszczyński, Ermal Krasniqi i Jakub Żewłakow zastąpili Damiana Szymańskiego, Radovana Pankova, Patryka Kuna i Rafała Adamskiego.
Mimo roszad ofensywa gości od początku spotkania spisywała się znakomicie, szybko doprowadzając do otwarcia wyniku. Już w 11. minucie świetne dośrodkowanie Kacpra Chodyny wykorzystał Jean-Pierre Nsame, zdobywając trzecią bramkę w tym sezonie Ekstraklasy. Dla Polaka była to z kolei pierwsza asysta w tej kampanii.
Lechia próbowała odpowiedzieć, ale w grze drużyny widać było nerwowość, która przekładała się na precyzję zagrań i spokój przy wykończeniu. Goście przeciwnie, grali z dość dużą swobodą, choć w pierwszej połowie nie udało im się podwyższyć prowadzenia. Otto Hindrich musiał jednak zachowywać czujność, gdyż tuż przed przerwą mocnym strzałem sprzed pola karnego próbował pokonać go Bujar Pllana.
Po zmianie stron podopieczni Johna Carvera ruszyli do odrabiania strat, a sporo zagrożenia stwarzał Camilo Mena. Po strzale Kolumbijczyka piłka odbiła się rykoszetem od Kamila Piątkowskiego i trafiła w słupek. Pomocnik jednak był nieustępliwy i wkrótce po jego dośrodkowaniu uderzeniem głową wyrównał Tomas Bobcek, notując 18. gola w sezonie.
Zawodnicy Marka Papszuna byli w niemałych opałach, gdyż Biało-Zieloni przeprowadzali kolejne ataki, jednak znów razili nieskutecznością. Dodatkowo z powodu urazu boisko musiał opuścić Nsame - zastąpił go Antonio Colak, były zawodnik drużyny z Gdańska.

Końcówka była dość chaotyczna. Po drugiej żółtej kartce z murawy wyleciał Ivan Zhelizko, a po taktycznym faulu Rafała Augustyniaka na Menie doszło do szarpaniny między sztabami obu drużyn.
Wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, ale w doliczonym czasie gry po zamieszaniu w polu karnym piłkę do bramki głową wpakował Colak, zapewniając Legii zwycięstwo i podtrzymując szanse drużyny na awans do europejskich pucharów. Lechia z kolei pozostaje w trudnej sytuacji przed ostatnią kolejką, przystępując do niej ze strefy spadkowej.
GKS Katowice - Jagiellonia Białystok (2:2)
Gospodarze od samego początku meczu byli mocno zmobilizowani i od pierwszych minut postanowili zagrać ofensywnie i zaskoczyć Jagiellonię. Na efekty takiej gry nie trzeba było długo czekać, gdyż już w 3. minucie spotkania Mateusz Kowalczyk kapitalnie wypatrzył Bartosza Nowaka, a ten płaskim strzałem otworzył wynik spotkania. W kolejnych minutach Jagiellonia prowadziła grę i szukała okazji do wyrównania. W 19. minucie mogło być 1:1. Pululu kapitalnie podał piętą do Jesusa Imaza, a strzał Hiszpana zatrzymał się na poprzeczce bramki GKS-u. W 31. minucie goście w końcu udokumentowali swoją przewagę. Lozano kapitalnie dośrodkował z rzutu rożnego, wprost na głowę Bernardo Vitala, który doprowadził do wyrównania. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił.
Druga połowa rozpoczęła się w sposób wymarzony dla Jagiellonii. Bartosz Nowak sfaulował w polu karnym Bernardo Vitala i Paweł Raczkowski po analizie VAR wskazał na wapno. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Afimico Pululu, który uderzeniem pod poprzeczkę nie dał żadnych szans Rafałowi Strączkowi na skuteczną interwencję. Jaga miała więc upragnione prowadzenie, ale GKS zamierzał walczyć do końca o korzystny wynik, raz za razem atakując bramkę ekipy z Podlasia.
W 78. minucie przyniosło to zamierzony efekt. Borja Galan kapitalnie zszedł z piłką do środka boiska i fenomenalnym strzałem od poprzeczki dał remis gospodarzom. Bramka ta śmiało może kandydować do gola sezonu. Do końca meczu, mimo kilku prób z obu stron, wynik już się nie zmienił i finalnie obie ekipy podzieliły się punktami. Z perspektywy całego meczu trzeba przyznać, że jest to wynik jak najbardziej zasłużony.

Piast Gliwice - Raków Częstochowa (1:3)
Spotkanie rozpoczęło się w wymarzony sposób dla ekipy Rakowa Częstochowa. Już w pierwszej minucie rywalizacji fatalny błąd w wyprowadzeniu piłki popełnił Filip Borowski, którego nieudane podanie do Holca przejął Jean Carlos Silva. Zawodnik Rakowa wpadł z piłką w pole karne i pewnym strzałem nie dał szans Holcowi na pewną interwencję. W kolejnych minutach Raków nadal naciskał, a Piast był tylko tłem dla rywali. W 20. minucie po faulu na Oskarze Repce tuż przed polem karnym, Daniel Stefański odgwizdał rzut wolny dla Rakowa. Do piłki podszedł Marko Bulat, który kapitalnym strzałem w okienko podwyższył prowadzenie gości.
Pięć minut później było już po meczu. Jean Carlos Silva z dziecinną łatwością przedarł się przez środek boiska i prostopadłym podaniem uruchomił Tomasza Pieńko. Młodzieżowy reprezentant Polski wpadł w pole karne, uderzył piłkę po krótkim słupku i wobec kiepskiej interwencji Holca, zdobył trzecią bramkę dla swojej drużyny.
Piast po tej bramce był już w fatalnej sytuacji, ale gospodarze próbowali się odkuć. W 33. minucie najaktywniejszy w szeregach Piasta Lokilo świetnie wypatrzył w polu karnym Vallejo, ale ten z kilku metrów nie potrafił pokonać Trelowskiego. W 45. minucie ponownie w roli głównej był Lokilo, ale tym razem jego uderzenie z linii bramkowej wybił Jean Carlos Silva. Ostatecznie wynik do przerwy już się nie zmienił, a my zacieraliśmy sobie ręce na to, co zobaczymy na murawie podczas drugiej odsłony.
Druga połowa rozpoczęła się od znacznie bardziej aktywnej gry Piasta w ofensywie. Gliwiczanie próbowali zniwelować straty do rywali, jednak brakowało im skuteczności. W 55. minucie Barkowskij kapitalnie dośrodkował piłkę na głowę Drapińskiego, ale ten trafił tylko w boczną siatkę. Temu samemu zawodnikowi szczęścia zabrakło także w 71. minucie, kiedy to jego strzał z kilku metrów kapitalnie obronił Trelowski. Piast cały czas konsekwentnie atakował, a Raków dał się zepchnąć do obrony. Honorowego gola gospodarzom udało się zdobyć w 89. minucie meczu, kiedy Dziczek ładnym strzałem z 14 metrów w prawe okno bramki dał chwilę radości kibicom swojej ekipy. Ostatecznie więcej bramek już nie zobaczyliśmy i finalnie Raków po kapitalnej pierwszej połowie i o wiele słabszej drugiej odsłonie, sięgnął po komplet oczek.

