Raków Częstochowa - Pogoń Szczecin (relacja od 20:30)
Zagłębie Lubin - Korona Kielce (1:0)
Rozpoczęty z 10-minutowym poślizgiem pojedynek sąsiadów ze środka tabeli był sprawdzianem gotowości do walki o czołówkę tabeli po eliminacji obu zespołów z Pucharu Polski. Pierwsi zasygnalizowali ją gospodarze, bowiem długi przerzut Filipa Kocaby po trzech minutach uruchomił Marcela Regułę, który na lewym skrzydle błyskotliwie minął Barczaka i Rubezicia, by uderzyć mocno i rykoszetem od Ariela Mosóra zmylić Xaviera Dziekońskiego. Sytuacja wróci jednak do sędziów jako kontrowersja: podczas przyjęcia Reguła zagrał ręką, a VAR analizował spalonego, choć wyraźnie go nie było.
Podrażnieni przyjezdni na dłuższy czas zamknęli Zagłębie na jego połowie, tyle że Miedziowi w niskiej obronie czują się całkiem komfortowo. Zapędy Korony ograniczały się więc do prób z dystansu Rubezicia, Hellebranda czy Ameyawa.
Mimo licznych prób dopiero w 40. minucie Kielczanie doczekali się celnego uderzenia za sprawą Kamila Jakubczyka. Dla Alomerovicia to było zdecydowanie zbyt łatwe, natomiast Zagłębie mogło zadać drugi cios tuż przed przerwą. W 42. minucie Mateusz Dziewiatowski huknął w słupek, a dobitkę Reguły zatrzymał Mosór. W tej sytuacji największą stratą Lubinian do przerwy była kontuzja Michała Nalepy.
Podobnie jak ostatnio przy Konwiktorskiej, zmiany Roberta Kolendowicza nie przynosiły efektu, za to gospodarze dochodzili do kolejnych szans. Nienasycony Reguła w 65. minucie próbował z własnej połowy przelobować Dziekońskiego, jednak ten zdążył wrócić do bramki. Dwie minuty później główkował niecelnie.
Końcowe 20 minut przypominało bicie głową w mur przez przyjezdnych. Choć zbliżali się do 20 strzałów w spotkaniu, to Zlatan Alomerović nie miał powodów do obaw - trzy uderzenia celne z drugiej połowy uzbierały łącznie pół gola oczekiwanego. Kielczanie rozczarowali nieskutecznością w Lubinie.

Radomiak Radom - Śląsk Wrocław (3:1)
Śląsk wygrał tylko jeden z 10 meczów ligowych (a ostatni wyjazd w Ekstraklasie jeszcze w kwietniu 2025), ale i Radomiak po raz ostatni komplet punktów zgarnął w sierpniu. We Wrocławiu ten mecz odczytywano szeroko jako walkę o posadę Ante Simundzy, w Radomiu John Carver czekał na pierwsze zwycięstwo z nową drużyną.
Zdecydowanie ciekawiej zaczęli przyjezdni, gdy w 2. minucie Piotr Samiec-Talar (PST) dał się zablokować, a Przemysław Banaszak płaskim strzałem nie złapał dalszego słupka. Za to po drugiej stronie boiska po upływie czterech minut Christos Donis odpalił potężną rakietę z dystansu i nie dał cienia szansy na obronę Niemczyckiemu!
Grek błysnął w drugim kolejnym meczu, ale bynajmniej nie zniechęcił Wrocławian, którzy ruszyli do odrabiania strat i cel osiągnęli już w 7. minucie. Malaly Dembele wziął na siebie trzech rywali w polu karnym, a mimo to zdołał odegrać przed bramkę, gdzie czekał niepilnowany Banaszak. Bez problemu przeciął lot piłki.
Wydawało się, że WKS zdoła przypieczętować okres lepszej gry, jednak okoliczności wyraźnie nie sprzyjały. Mogło być zresztą znacznie gorzej, bowiem w 29. minucie Karol Linetty wszedł jak taran w rywala przed swoją bramką, ale wskazania na 11. metr nie było z przyczyn, do których Kolegium Sędziów pewnie kiedyś się odniesie, może słowami "męska gra".
Im bliżej przerwy, tym bardziej śrubę dokręcali miejscowi. W 39. minucie Zie Ouattara uderzył z dystansu, jednak nawet rykoszet nie zmylił Niemczyckiego. Bramkarz ratował gości jeszcze dwukrotnie w doliczonym czasie. Najpierw po błędzie PST Donis dostał szansę jadowicie uderzyć z dystansu, następnie przewrotka Abdoula Tapsoby zatrzymała się na rękawicach golkipera, a dobitka Grzesika zdążyła się wpadnięciem piłkarza na słupek.
Niemczycki utrzymał Śląsk na równi do przerwy, za to wkrótce po niej okazał się bezsilny, gdy Dominik Szala przypadkiem pomógł rywalom. Jego odegranie do tyłu przechwycił czyhający Jan Grzesik, położył bramkarza i za jego plecami wpakował piłkę do siatki na 2:1. Raptem kilka minut później Banaszak mógł zaserwować kolejną szybką odpowiedź, lecz ponownie nie zmieścił strzału przy słupku.
Trener gości sięgnął po trzy zmiany, jednak to Radomiak trzymał mecz pod kontrolą i na połowie Śląska. Na 20 minut przed końcem beniaminek był już na linach, gdy Luquinhas świetnie wypuścił prostopadłą piłką Grzesika, a ten po rękawicy Niemczyckiego skompletował dublet. Radomianie naciskali nieprzerwanie do ostatnich minut, kompletnie neutralizując gości.

