Gdy Manchester City równolegle rozgrywał półfinał Pucharu Anglii z pogromcami Arsenalu, piłkarzom z północy Londynu pozostało walczyć o tytuł ligowy przeciwko Newcastle. Wygrana Kanonierów była obowiązkiem, ale po czterech kolejnych porażkach na krajowym podwórku kibice mieli prawo wyczekiwać meczu z niepokojem.
Sprawdź szczegóły meczu Arsenal – Newcastle
Pierwsze minuty podtrzymały niepewność miejscowych, bo Sroki miały inicjatywę. Gdy Arsenal się przebudził, osiągnął prowadzenie w dobrze znany sposób – dzięki rozegraniu rzutu rożnego. Tym razem piłka przeszła po ziemi do Havertza, a ten wycofał poza pole karne, gdzie Eberechi Eze huknął cudownie w okienko i otworzył wynik w 9. minucie.
Początkowo oszołomieni, goście zdołali zewrzeć szyki i nie dopuszczali do kolejnych okazji miejscowych, a przed upływem 30. minuty byli o włos od wyrównania. Sandro Tonali huknął z dystansu, piłka zmieniła jeszcze kierunek od obrońcy i David Raya bronił z dużymi problemami.
Gola Arsenal nie stracił, ale poniósł istotną stratę moment później, gdy Kai Havertz nie był w stanie kontynuować gry i załamany zszedł wprost do szatni. Wynik nie zmienił się do przerwy, ani po powrocie, mimo bardzo solidnych momentów gospodarzy. Ci ponownie musieli przełknąć kontuzję przed godziną – po asystencie zszedł też strzelec gola. Eberechi Eze nie rozegrał nawet godziny
Krucha przewaga nie dawała spokoju miejscowym, ale jej poprawienie nie wchodziło w grę. Goście neutralizowali ofensywne zapędy, o czym przekonał się zablokowany Zubimendi i faulowany przez Pope’a poza polem karnym Gyokeres. Analizowano nawet czerwień dla golkipera, ale takiej decyzji nie było.
Za to mogło paść wyrównanie, które pogrzebałoby chyba nadzieje gospodarzy. W 80. minucie Yoane Wissa świetnie uniknął spalonego, ale był zbyt odchylony, by mocne uderzenie zmieścić pod poprzeczką. Trybuny odetchnęły z ulgą, za to fani Arsenalu nie dowierzali, że Martin Odegaard nie pokonał Pope’a kąśliwym strzałem pod słupek.
Aż do ósmej doliczonej minuty trybuny w nerwach czekały na komplet punktów Arsenalu. Na ten moment daje on prowadzenie w tabeli Premier League, ale Manchester City swój mecz dopiero rozegra.

