Przejdź do głównej treści

Dlaczego Roberto De Zerbi musi odnieść sukces w Tottenhamie po ostatnich transferach?

Trener Tottenhamu Roberto De Zerbi podczas meczu z Newcastle
Trener Tottenhamu Roberto De Zerbi podczas meczu z NewcastleImages/NurPhoto / Shutterstock Editorial / Profimedia

To już koniec na kilka kolejnych miesięcy – okno transferowe Premier League zostało zamknięte aż do początku 2027 roku.

Jak co roku, letnie okno transferowe dostarczyło kibicom na całym świecie mnóstwo emocji i trzymało ich w napięciu, bo w różnych ligach doszło do spektakularnych transferów.

Szalony okres transferowy dla Tottenhamu

Nie zabrakło też tradycyjnych transferowych zawirowań na ostatnią chwilę, a chyba nigdzie nie było ich więcej niż w AS Monaco, które zablokowało transfer Lamine Camary do Chelsea mimo wcześniejszego porozumienia, bo sprzedawało Folarina Baloguna do Evertonu, ale ostatecznie ten drugi transfer nie doszedł do skutku.

Nawet to blednie jednak przy tym, co w tym oknie zrobił Tottenham Hotspur.

Po tym, jak w poprzednim sezonie Tottenham utrzymał się w Premier League dosłownie rzutem na taśmę, Roberto De Zerbi wyraźnie zyskał wpływ na decyzje zarządu, bo liczba zatwierdzonych transferów pokazuje, że klub chce walczyć o czołowe miejsca w tabeli w sezonie 2026/27.

Lista zawodników, którzy odeszli lub zostali wypożyczeni bądź zwolnieni, jest bardzo długa – to m.in. Yves Bissouma, Guglielmo Vicario, Souza, Min-hyeok Yang, Kota Takai, Dane Scarlett, Radu Dragusin, Pape Matar Sarr, Kevin Danso, Alfie Devine, Manor Solomon, Ashley Phillips, Alejo Veliz,  Will Lankshear, Djed Spence, Cristian Romero i Luka Vuskovic.

Prawie 400 mln funtów na nowych zawodników

W przypadku Randala Kolo Muaniego i Joao Palhinhy obaj zakończyli swoje okresy wypożyczenia w N17.

Ich następców sprowadzano błyskawicznie – po Mychajło Mudryku dołączyli Omar Marmoush, Martin Dubravka, Andrew Robertson, Marcos Senesi, Tosin Adarabioyo, Jan Paul van Hecke, Savio oraz dwaj zawodnicy, którzy w odstępie kilku dni pobili transferowy rekord Tottenhamu: Mateus Fernandes i Sandro Tonali.

Można zrozumieć, że w trudnych czasach trzeba podejmować odważne decyzje, a zarząd Tottenhamu zasługuje na uznanie za to, że wsparł De Zerbiego kwotą blisko 400 mln funtów. Jednak dwa pierwsze mecze Spurs w tym sezonie pokazują, że problemy sięgają głębiej niż tylko potrzeba załatania kilku dziur w kadrze.

Północnolondyńczycy przegrali oba pierwsze spotkania – z Brentfordem i Newcastle – i nie zdobyli nawet jednej bramki.

Wypowiedź Richarlisona pogłębia problemy północnego Londynu

Trzeba to powiedzieć wprost – mimo całego zamieszania wokół klubu, Tottenham wciąż nie prezentuje wysokiego poziomu, co musi budzić niepokój.

Napastnik Richarlison wyraził też swoje niezadowolenie w mediach społecznościowych, krytykując innych za decydowanie o jego przyszłości. Wygląda na to, że złość Brazylijczyka wynika z nieudanej próby powrotu do Evertonu.

Oczywiście, obecnie kibice oczekują natychmiastowych efektów, co samo w sobie jest niebezpieczne.

Rzymu nie zbudowano w jeden dzień i nowy Tottenham też nie powstanie od razu, choć można zrozumieć frustrację fanów z północnego Londynu.

Trzeba rozwiązać kluczowe problemy

Dwa siedemnaste miejsca w Premier League przyćmiły triumf w Lidze Europy, a przecież zespół grał wtedy całkiem atrakcyjny ofensywny futbol pod wodzą Ange Postecoglou.

De Zerbi nie może liczyć, że powielając ten sam schemat, osiągnie inne rezultaty. To właśnie podstawowe przyczyny słabości Spurs wymagają naprawy, a wydawanie pieniędzy nie zawsze jest rozwiązaniem.

Przed pierwszą przerwą reprezentacyjną w sezonie Tottenham czekają mecze ligowe z Nottingham Forest, Evertonem i Aston Villą – wszystkie te spotkania są do wygrania, przy zachowaniu szacunku dla rywali – oraz starcie w Carabao Cup z Liverpoolem na Anfield.

Dopiero po tych czterech meczach będzie można dokładniej ocenić, gdzie Tottenhamowi wciąż brakuje jakości, choć kibice powinni uzbroić się w cierpliwość, jeśli wyniki nadal nie będą po ich myśli.

Czas na efekty na boisku

Patrząc na wcześniejsze osiągnięcia De Zerbiego w takich klubach jak Szachtar Donieck, Brighton czy Marsylia, nie ma wątpliwości, że na Tottenham Hotspur Stadium zobaczymy w tym sezonie efektowny futbol. Jednak to nie będzie miało znaczenia, jeśli nie przełoży się na zwycięstwa.

Klub postawił wszystko na jedną kartę, licząc, że Włoch w końcu poukłada zespół na boisku, więc zarząd doskonale rozumie presję, jaka ciąży na trenerze i konieczność spełnienia oczekiwań.

De Zerbi znany jest też z tego, że potrafi po prostu odejść, gdy sprawy nie układają się po jego myśli.

To właśnie nieprzewidywalność jego charakteru sprawia, że ta północnolondyńska telenowela jest tak fascynująca do obserwowania.

Czas pokaże, czy to kolejny fałszywy świt, czy w końcu obudzono śpiącego giganta...

Śledź kolejny mecz Tottenhamu na Flashscore!

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen