Tottenhamowi realnie grozi spadek. Brighton wyrwał w Londynie remis w doliczonym czasie gry

Antonín Kinský puszcza gola po strzale Georginia Ruttera.
Antonín Kinský puszcza gola po strzale Georginia Ruttera.BEN STANSALL / AFP

Tottenham doznał kolejnego bolesnego ciosu w walce o utrzymanie, gdyż w 33. kolejce Premier League stracił zwycięstwo z Brighton w 95. minucie. Remis 2:2 oznacza, że gospodarze nie wygrali już w piętnastu ligowych meczach z rzędu i są poważnymi kandydatami do spadku. W bramce po raz drugi z rzędu wystąpił Antonin Kinsky, jednak nie ponosił winy za stracone gole. Dla trenera Roberta De Zerbiego był to domowy debiut przeciwko swojemu byłemu klubowi.

Tottenham – Brighton 2:2

Gospodarze, którzy musieli wygrać, by uniknąć pierwszego spadku od sezonu 1976/77, chcieli od początku zagrać aktywnie i porwać za sobą publiczność. Jednak pierwsze minuty przyniosły bardzo mało okazji, a Tottenham miał duże problemy w ofensywie. Spotkanie nabrało tempa dopiero, gdy w defensywie Spurs pojawiły się pierwsze luki.

Po stałym fragmencie gry piłkę w grze na dalszym słupku utrzymał Jack Hinshelwood, a jego główkę o mało co nie skierował do własnej bramki Micky van de Ven. Cały stadion obserwował, jak piłka toczy się tuż przy linii bramkowej Kinskiego.

To właśnie ten moment pobudził Spurs i tuż przed przerwą objęli prowadzenie. Xavi Simons zagrał sprytną piłkę za linię obrony, Pedro Porro wyprzedził Barta Verbruggena i głową otworzył wynik meczu. Tottenham mógł podwyższyć prowadzenie tuż po przerwie – Simons trafił w słupek, a Porro po dobitce zmusił Verbruggena do świetnej interwencji.

Jednak w typowym dla tego sezonu stylu Spurs stracili przewagę jeszcze przed przerwą, i to po znakomitej akcji. Rezerwowy Kaoru Mitoma wbiegł na dośrodkowanie Pascala Grossa i z woleja lewą nogą posłał piłkę pod poprzeczkę. Brighton przejęło inicjatywę, ale po przerwie nie potrafiło zamienić przewagi na kolejnego gola.

Za to miało szczęście, gdyż strzał Simonsa zablokowała obrona, a Verbruggen musiał interweniować także po dobitce Joao Palhinhy. Coraz wyraźniej było widać, że Spurs będą potrzebować czegoś wyjątkowego, by zdobyć trzy punkty. I właśnie Simons to zapewnił – na skraju pola karnego przełożył piłkę na mocniejszą prawą nogę i uderzył w kierunku dalszego słupka nie do obrony, przywracając Tottenhamowi prowadzenie.

Momentum meczu.
Momentum meczu.Opta by Stats Perform

W końcówce gospodarze musieli bronić minimalnej przewagi, ale w 95. minucie doszło do szoku. Rezerwowy Georginio Rutter był niepilnowany w polu karnym i błyskawicznym strzałem pokonał Kinskiego, doprowadzając do remisu.

Ten gol z pewnością ucieszył kibiców Nottinghamu i we wschodnim Londynie, gdyż oznacza, że podopieczni De Zerbiego pozostają w strefie spadkowej, a do końca sezonu pozostało już tylko pięć kolejek.

Tabela Premier League

Piłka nożna

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen