Kane zdobył w Premier League łącznie 213 goli, do legendarnego Alana Shearera zabrakło mu jeszcze 47 ligowych trafień. W Tottenhamie spędził ponad dekadę, ale mimo świetnych indywidualnych osiągnięć nie doczekał się żadnego trofeum.
"Gdyby został w Tottenhamie jeszcze jeden lub dwa sezony, byłby najlepszym strzelcem w historii Premier League. Byłby więc niekwestionowaną legendą, prawda? Byłby" - zastanawiał się Fernandes w rozmowie z "Sunday Times", analizując karierę piłkarza, z którym na boisku spotkał się osiem razy, a bilans tych starć to 3:2:3.
"Zdecydował się odejść do Bayernu i to była dobra decyzja, gdyż wie, że ma dużą szansę na zdobycie trofeów. A teraz rozmawiamy o Harrym Kane'e, który strzela tyle samo goli co w Tottenhamie, ale może zdobyć Złotą Piłkę, bo wygrywa trofea" - dodał kapitan United.
W Monachium Anglik jest niepowstrzymaną maszyną do zdobywania bramek, bijąc kolejne rekordy. Już raz triumfował w Bundeslidze i sięgnął po Superpuchar Niemiec, licząc, że w tym sezonie dołoży kolejne trofea. W końcu doczekał się więc upragnionego powiększenia swojej kolekcji.
Między snajperem Bayernu a kapitanem drużyny z czerwonej części Manchesteru można dostrzec pewną analogię. Red Devils w ostatnich latach zawodzą oczekiwania, a Fernandes wyraźnie się wyróżnia. Jest już jednak w siódmym sezonie na Old Trafford i wie, że do jednego Pucharu Anglii i Pucharu Ligi nie dołoży teraz kolejnego trofeum.
"Widzieliście wielu zdobywców Złotej Piłki, którzy nie wygrali Ligi Mistrzów. Mimo to odnieśli sukces, bo byli najlepsi. Oczywiście, łatwiej mi to mówić, bo sam nie zdobyłem wielu trofeów. A te są ważne. Ale jednocześnie nie gra się samemu, to nie jest tenis" - powiedział Fernandes.
Sam wyraźnie marzy o najbardziej prestiżowych tytułach i z pewnością ma ku temu predyspozycje. W trudnych czasach pozostał wierny Manchesterowi United i teraz wydaje się, że klub jest na fali wznoszącej.
