Álvaro Negredo był jednym z najbardziej niezawodnych hiszpańskich napastników swojego pokolenia. Urodzony w Vallecas, stawiał pierwsze kroki w Realu Madryt Castilla, zanim zapracował na swoje nazwisko w Almerii i Sevilli, z którą zdobył Puchar Króla. Dzięki znakomitym występom przeszedł do Manchesteru City, gdzie wywalczył mistrzostwo Anglii i Puchar Ligi. Był również członkiem reprezentacji Hiszpanii, która wygrała Euro 2012, wybiegając w podstawowym składzie w półfinałowym starciu z Portugalią.
Rozpoczynałeś karierę w Realu Madryt Castilla. Jakie masz wspomnienia z tamtych pierwszych lat?
To był bardzo wyjątkowy czas. Przyjechałem z Vallecas, z ubogiej dzielnicy, a kiedy podpisałem kontrakt z Realem Madryt Castilla, trafiłem do klubu, który miał wszystko – Galacticos, presję, wszystko to, co wiąże się z Realem Madryt.
Castilla właśnie awansowała do Segunda División. Pamiętam treningi z pierwszą drużyną. Trenerem był wtedy Fabio Capello, który powoływał kilku z nas na zajęcia. Przebywałem w towarzystwie wielkich gwiazd, takich jak Raúl, Benzema czy Cristiano Ronaldo. To było piękne doświadczenie, bo zacząłem trochę bardziej wierzyć, że może kiedyś naprawdę mogę tam trafić.
Będąc w Realu Madryt czułeś, że możesz wywalczyć minuty w pierwszym zespole?
Było to bardzo trudne, ponieważ w tamtym czasie w klubie było mnóstwo napastników. Patrząc z perspektywy czasu, o te pozycje rywalizowało pięciu lub sześciu graczy. Wiedziałem więc, że szansa będzie bardzo trudna do zdobycia. Ale wiedziałem też, że jeśli nie uda się tego osiągnąć tam, muszę znaleźć miejsce, w którym będę mógł się rozwijać. Oczywiście, bardzo chciałbym zrobić karierę w Madrycie. Każdy by chciał. Ale szczerze mówiąc, patrząc wstecz na swoją karierę, nie żałuję żadnej z podjętych decyzji.
Po Realu Madryt trafiłeś do Almerii, a następnie do Sevilli, gdzie zdobyłeś Puchar Króla i stałeś się jednym z najlepszych strzelców klubu. Czy to był najlepszy okres w twojej karierze?
Myślę, że tak. Zwłaszcza końcówka mojego pobytu w Sevilli i początek w Manchesterze City. Uważam, że był to najlepszy moment mojej kariery. Grałem naprawdę dobrze, byłem silny fizycznie i był to bardzo wyjątkowy czas, ponieważ po raz pierwszy występowałem w drużynie rywalizującej na takim poziomie. Zdobyłem swoje pierwsze trofeum, Puchar Króla, a także dwie nagrody dla najlepszego hiszpańskiego strzelca ligi. Mam bardzo dobre wspomnienia z tamtego okresu.
Otrzymuj wszystkie wiadomości o ulubionych drużynach i piłkarzach
Transfery, newsy, wywiady: Włącz powiadomienia dla artykułów o Twoich ulubionych zawodnikach i drużynach.

Emery wiedział, kiedy przycisnąć
W tamtym czasie pracowałeś z bardzo dobrymi trenerami – Manolo Jiménezem, Unaiem Emerym, Marcelino i Manzano. Kto udzielił ci najlepszych rad?
Unai Emery. Trenował mnie w ostatnim roku w Almerii, a potem ponownie w Sevilli. Uważam, że jest trenerem, który naprawdę potrafił wydobyć ze mnie to, co najlepsze i wiedział, kiedy mnie przycisnąć, bym grał na odpowiednim poziomie. Rok w Almerii był dla mnie fantastyczny, bo to był mój debiut w Primera División.
Potem nastąpiły przenosiny do Sevilli, a następnie transformacja mojej kariery poprzez podpisanie kontraktu z klubem takim jak Manchester City i zakończenie sezonu z dorobkiem 31 bramek w obu rozgrywkach, w których występowaliśmy. Uważam, że Emery jest jednym z tych szkoleniowców, którzy naprawdę odcisnęli piętno na mojej karierze.

Teraz, gdy sam pracujesz jako trener, masz inne spojrzenie na grę. Emery wiele wygrał, ale nie prowadził jeszcze klubów takich jak Barcelona, Bayern, Real Madryt czy Manchester City. Czy uważasz, że zasługuje na pracę na tym poziomie?
Myślę, że mógłby zajść jeszcze dalej. To prawda, że ma swój sposób pracy, choć jestem pewien, że przez lata trochę się zmienił. Kiedy z nim pracowałem, był trenerem, który korzystał z wielu analiz wideo i kładł duży nacisk na przeciwnika.
Nie wiem, czy najlepsi gracze w klubach takich jak Real Madryt, Barcelona, City czy Bayern Monachium łatwo przystosowaliby się do jego sposobu pracy, ponieważ tymi klubami zarządza się niezwykle trudno. Każdy trener ma swój sposób pracy i trzeba to szanować.
Wiele się od niego nauczyłem, ale wiem też, że był bardzo wymagający. Trzeba być na to przygotowanym. Jeśli masz przekazać wiadomość lub zdobyć tytuł, musisz być gotowy na presję. W pewnym momencie myślę, że takie kluby będą musiały wykonać ten krok i zaufać trenerowi, który najlepiej pasuje do konkretnego zespołu.
W Sevilli dzieliłeś szatnię z Jesusem Navasem, Frederikiem Kanouté, Luisem Fabiano, a później Ivanem Rakiticiem. Kto posyłał ci najlepsze podania?
Miałem szczęście grać z wieloma dobrymi piłkarzami. Z Jesusem Navasem miałem szczególnie dobry kontakt. Spędziliśmy razem cztery lata w Sevilli, a potem kolejny rok w Manchesterze City, więc łącznie pięć lat. Rakitić był kolejnym zawodnikiem, który zawsze szukał napastnika swoimi podaniami.
Ale miałem też bardzo wyjątkową więź z José Antonio Reyesem. Kiedy był na boisku, był zupełnie innym zawodnikiem. Wiedziałem, że gdy dostaje piłkę, muszę biec, bo wiedziałem, że będzie szukał podania do przodu. Był też zawodnikiem, do którego czułem ogromny sentyment, ponieważ rozumieliśmy się bardzo dobrze i wspierał mnie w wielu momentach, zwłaszcza podczas naszego wspólnego pobytu w Sevilli.
Fabregas miał ten sposób patrzenia na futbol
Rywalizacja o miejsce w reprezentacji Hiszpanii była wtedy niezwykle zacięta. Mimo to stałeś się częścią drużyny, która wygrała Euro 2012. Czy to największe osiągnięcie w twojej karierze? I jak wspominasz lata spędzone z La Roją?
Dla mnie samo bycie częścią takiej drużyny było już przywilejem. Nawet kiedy nie rozegrałem ani minuty, byłem szczęśliwy. Cieszyłem się, że mogłem być z nimi i z nimi trenować. Miałem szczęście rozegrać dwa mecze w Euro, przeciwko Chorwacji i w półfinale z Portugalią. Wiedziałem jednak, kto jest przede mną – Fernando Torres, (David) Villa, Fernando Llorente.
Nie grałem zbyt wiele, były też mecze, w których występowaliśmy z Ceskiem Fabregasem jako fałszywą dziewiątką. Ale pod względem zawodowym zdobycie tego tytułu było największym osiągnięciem w mojej karierze i bardzo się cieszę, że byłem jego częścią.

W tamtym zespole byli Xavi, Andrés Iniesta, David Silva i wielu innych topowych zawodników. Wspomniałeś też o Cescu Fàbregasie. Patrząc teraz na jego karierę, nie tylko jako piłkarza, ale zwłaszcza jako trenera, czy widziałeś ten potencjał, gdy z nim grałeś?
Tak. Są zawodnicy, którzy mają określony sposób patrzenia na futbol, tłumaczenia rzeczy i rozumienia gry. Można wyczuć, że mogą pójść w tym kierunku. Czułem to w przypadku Xabiego Alonso, Xaviego Hernándeza i kilku innych graczy, którzy później zostali trenerami. W przypadku Cesca było tak samo.
Myślę, że był niesamowitym piłkarzem, a jako trener już teraz pokazuje, że bardzo dobrze rozumie grę. Myślę, że będzie szedł krok po kroku i nadal się rozwijał, bo wierzę, że ma przed sobą wielką przyszłość w roli szkoleniowca.
Czy widzisz go jako jednego z najlepszych trenerów na świecie w niedalekiej przyszłości?
Myślę, że tak, ale nie powinniśmy wyprzedzać faktów. Jako trenerzy musimy się wiele nauczyć. Kiedy przeżyłeś futbol z perspektywy piłkarza, wiesz jak zarządzać szatnią, bo sam tego doświadczyłeś. Ale wiedza i podejmowanie decyzji to różne rzeczy. Jako trener musisz podejmować decyzje, dokonywać zmian i czasami masz rację, a czasami się mylisz. To właśnie daje doświadczenie.
Ja też zaczynam jako trener i też nie będę się spieszył. Mam nadzieję, że pewnego dnia dotrę na szczyt, ale chcę być bardzo dobrze wyszkolony i przygotowany na te wszystkie decyzje. Najlepiej robić wszystko krok po kroku, nie wykonując wielkich skoków, bo w ten sposób można się też bardzo boleśnie poturbować.
Dzień, który zapamięta na zawsze? W Doniecku
Porozmawiajmy o Vicente del Bosque. Zawsze sprawiał wrażenie osoby bardzo spokojnej i opanowanej. Byłeś w podstawowym składzie Hiszpanii w półfinale Euro 2012 przeciwko Portugalii. Jak poinformował cię, że zagrasz od pierwszej minuty i jak wspominasz tamten moment?
Dokładnie tak było. Pamiętam, że byliśmy w hotelu. Rano mieliśmy lekkie rozciąganie, potem poszliśmy na posiłek, a po obiedzie wezwał mnie do swojego pokoju, bo chciał porozmawiać. Wiedziałem, że powie mi coś o półfinale z Portugalią, więc zastanawiałem się, co usłyszę. Był jednak niesamowicie spokojny.
Powiedział mi, żebym zachował spokój, żebym grał tak, jak grałem w drużynie i jak trenowałem z nimi. Chciał, bym był aktywny fizycznie ze względu na środkowych obrońców, których miała wtedy Portugalia – Pepe i Bruno Alvesa. Oni byli bardzo silni fizycznie. Wiedział, że dobrze czuję się w kontakcie, wyskokach i walce, więc kazał mi używać ciała i wierzyć w siebie. Tak właśnie się stało.
Przeszliśmy do finału po rzutach karnych i ostatecznie wygraliśmy turniej. To był dzień, który zapamiętam na zawsze.
Ale byłeś częścią grupy, która nie pojechała na mistrzostwa świata. Czy byłeś rozczarowany?
Co można na to poradzić? Hiszpania zawsze miała bardzo dobrych napastników. Oczywiście, że chciałbym pojechać; nie będę temu zaprzeczał. W tamtym czasie tak, byłem rozczarowany, ponieważ strzelałem gole i rozgrywałem dobry sezon. Ale zawsze trzeba szanować decyzje.
Teraz, gdy jestem po drugiej stronie, rozumiem, że to bardzo trudne. Trzeba wybrać to, co według ciebie jest najlepsze dla drużyny. Może w tamtej chwili Vicente uznał, że inny zawodnik jest lepszym wyborem. Ale egoistycznie, jako piłkarz, oczywiście byłem smutny i rozczarowany. Myślę, że to całkowicie normalne. Teraz, będąc w tej roli, rozumiem pewne sprawy inaczej.
"Zgubiło mnie to, że nie przestałem grać"
Manchester City odezwał się w 2013 roku. W swoim pierwszym sezonie zdobyłeś 23 bramki, zanim kontuzja barku przerwała twoją kampanię. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak inaczej mogłaby potoczyć się twoja kariera, gdybyś nie doznał tamtej kontuzji?
Tak, myślałem o tym wiele razy. Myślę, że kontuzja przydarzyła się w bardzo niefortunnym momencie. To było w półfinale z West Hamem. Wygraliśmy pierwszy mecz 6:0 i w drugim też spokojnie prowadziliśmy. Strzeliłem dwie lub trzy bramki w pierwszym meczu, a potem kolejne dwie w drugim. Byłem w gazie. W ostatniej minucie rzuciłem się do piłki, próbując walczyć do samego końca i doznałem urazu. Zgubiło mnie to, że nie przestałem grać.
W tamtym czasie Kun Agüero i (Edin) Džeko również byli kontuzjowani, więc nie mieliśmy zbyt wielu opcji, a ja chciałem dalej walczyć. Ale ponieważ nie zregenerowałem się odpowiednio, nigdy nie wróciłem do pełnej sprawności. Kiedy masz kontuzję i nie przerywasz gry, nie jesteś w stanie grać na najwyższym poziomie. Kun i Džeko ostatecznie wrócili i kontynuowali zdobywanie bramek, a mi trudno było wrócić do składu.
Wspomniałeś o Agüero i Džeko. Jak wyglądała rywalizacja z nimi? Czy była między wami jakaś niezdrowa konkurencja?
Nie, miałem szczęście mieć bardzo dobre relacje z nimi oboma. Dobrze się rozumieliśmy. Oni byli tam dłużej, a ja dopiero co przyszedłem, więc za każdym razem, gdy grałem, starałem się pomóc im obu i być ich przyjacielem, by wspierać ich i pomagać drużynie.
Pamiętam, że rozegrałem wiele meczów z Agüero i Džeko. Prawie zawsze stanowiliśmy bardzo dobre połączenie. W tamtym sezonie zdobyliśmy jako drużyna ponad 100 bramek. Mieliśmy bardzo silną pomoc z Yaya Touré za plecami, zawodnikami, którzy potrafili strzelić sporo goli, a także Jesusem Navasem i Jamesem Milnerem. To był fantastyczny sezon, ponieważ wygraliśmy Premier League i Puchar Ligi.

Od wielkiego Agüero po atmosferę Anfield
Agüero, wspomniałeś o nim i spędziłeś z nim dużo czasu na boisku. Jako jego były partner z zespołu, uważasz go za jednego z najlepszych napastników w historii Premier League?
Dla mnie jest jednym z najlepszych napastników tej ligi. Z tego, co widziałem i czego doświadczyłem, było wielu świetnych graczy: Wayne Rooney, Harry Kane i inni. Ale miałem szczęście grać z Agüero i widzieć, jak wielką różnicę potrafił robić.
Wszystko wydawało się łatwe, kiedy grał. Potrafił strzelać, dryblować, utrzymać piłkę i łączyć się z partnerami w tak naturalny sposób. W tym sensie, dla mnie, mógłby być jednym z najlepszych napastników, z jakimi kiedykolwiek grałem. A miałem szczęście występować u boku wielu bardzo dobrych zawodników.
Rozmawialiśmy o Cescu jako piłkarzu i trenerze. Inny twój były partner z boiska, Vincent Kompany, wykonuje teraz bardzo ciekawą pracę w Bayernie Monachium. Czy widziałeś w nim te cechy, gdy był zawodnikiem?
Tak. Jako kapitan, jako organizator, zawsze rozmawiał z trenerem i komunikował się z zawodnikami. Ale szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że zostanie trenerem tak szybko. Kiedy jednak zbliżasz się do końca kariery, zaczynasz myśleć o tym, co chcesz robić dalej.
Myślę, że był bardzo, bardzo dobrze przygotowany psychicznie, by zostać trenerem. Nie spodziewałem się, że będzie się tak szybko rozwijał, ale ostatecznie zasługuje na wszystko, co osiągnął dzięki swojej ciężkiej pracy.
Kto był najtrudniejszym przeciwnikiem, z jakim mierzyłeś się w Premier League? Czy jest ktoś, kto naprawdę zapadł ci w pamięć?
Było ich kilku. Pamiętam Johna O'Shea. Myślę, że grałem przeciwko Sunderlandowi, gdy dopiero co trafiłem do Manchesteru City i było jedno starcie, które naprawdę utkwiło mi w głowie. Padało, przeszła burza, więc boisko było pełne błota. Pierwszą akcją była długa piłka; myślę, że Joe Hart ją wybił, a ja wyskoczyłem, by spróbować o nią powalczyć. O'Shea nadbiegł z tyłu i wbił mi kolano w plecy, gdy byłem jeszcze w powietrzu. Wylądowałem w błocie i spojrzałem na swoją koszulkę. Pomyślałem: 'To jest to, na co się pisałem'.
Byli też gracze tacy jak Kompany. Pamiętam treningi przeciwko niemu; był niesamowicie agresywny i bardzo silny. W tamtym czasie w lidze było wielu fizycznych, agresywnych zawodników. Było ciężko, ale w zasadzie lubiłem ten kontakt. Lubiłem walczyć o piłkę i wchodzić w pojedynki, więc nie miałem z tym aspektem Premier League żadnego problemu.
A na którym stadionie Premier League atmosfera najbardziej zapadła ci w pamięć?
Liverpool. Kiedy wychodzisz na murawę i słyszysz, jak cały stadion śpiewa You'll Never Walk Alone, to jeden z tych momentów, który naprawdę chwyta za serce. Są sytuacje, w których nawet jeśli nie jesteś fanem danej drużyny, potrafisz to docenić.
Tak samo jest tutaj w Sevilli. Kiedy ludzie idą na stadion i śpiewają hymn Sevilli razem, nawet jeśli nie jesteś z Sewilli, możesz dostać gęsiej skórki, bo wiesz, jak będzie wyglądała ta atmosfera. Grałem dla City i Middlesbrough i pamiętam, że na tych stadionach też przechodziły mnie ciarki. To są momenty, których się nie zapomina.
Lim potraktował Valencię jak zabawkę
Do Valencii trafiłeś w 2014 roku, w momencie, gdy rozpoczynał się projekt Petera Lima. Oczekiwania były ogromne, ale ostatecznie projekt nie zrealizował swojego potencjału. Jak myślisz, dlaczego tak się stało?
Ostatecznie uważam, że kiedy kupujesz klub, kiedy jesteś prezesem lub właścicielem, musisz stać nad klubem i być w niego naprawdę zaangażowany. Przez dwa lata, gdy byłem w Valencii, myślę, że widziałem Petera Lima raz czy dwa. Prawie go nie widywałem przez te dwa lata. W końcu odczucie było trochę jak przy kupowaniu zabawki: 'Znudziło mi się, kupuję zabawkę, zostawiam ją tutaj, zostawiam ją synowi, a ktoś inny niech zarządza'.
Jeśli kupujesz coś na taką skalę, coś, co angażuje tak wielu ludzi i tylu fanów, musisz być znacznie bardziej obecny. Musisz pokazywać twarz, zwłaszcza gdy sprawy idą w złym kierunku, bo futbol porusza tak wielu ludzi, na dobre i na złe. A kiedy sprawy mają się źle, czujesz to jeszcze bardziej. Klub taki jak Valencia, z jego historią, tytułami i europejskimi finałami, nie może być porzucony przez ludzi, którzy nim zarządzają. Coś musi się zmienić. Trzeba próbować odwrócić tę sytuację. Mam nadzieję, że w jakiś sposób Valencia zdoła z niej wyjść.
Podczas pobytu w Valencii pracowałeś też z Garym Neville'em. Przybył z ogromną renomą jako piłkarz, ale z bardzo małym doświadczeniem jako trener. Jak szatnia zareagowała na jego przyjście?
Zbiegło się to również z okresem, w którym w Valencii nie było tak naprawdę nikogo, kto by odpowiednio zarządzał klubem, jeśli chcesz to tak ująć. Jego brat, Phil Neville, był również z nami; przybył trochę wcześniej i pracował jako asystent. Kiedy przyszedł Gary, widzieliśmy byłego piłkarza, który wygrał tak wiele rzeczy z Manchesterem United i był ich kapitanem. Ale sytuacja w Valencii w tamtym konkretnym momencie nie była najlepsza dla niego, by przejąć zespół.
Ważny był też język. W drużynie było wielu hiszpańskich piłkarzy. Gary mówił po angielsku, choć szybko uczył się hiszpańskiego, ale komunikacja nie była idealna. Czasami trzeba było przekazywać wiadomości trenera przez tłumacza, a to nie ma tego samego oddźwięku, co bezpośrednia rozmowa trenera z zawodnikiem.
Grałem w wielu drużynach i mieszkałem w miejscach takich jak Dubaj czy Stambuł, więc wiem, jak trudne może to być, gdy wiadomość musi przejść przez dwie lub trzy osoby, zanim dotrze do gracza. Sprawy po prostu nie szły dobrze, a kiedy tak jest, bardzo trudno zmienić sytuację. Rola byłego piłkarza może się zmienić, gdy zostaje trenerem, ponieważ rozumie szatnię. Ale Valencia to też trudny klub do prowadzenia.

Powiedziałeś kiedyś, że powrót do Hiszpanii był błędem. Nadal tak uważasz?
Nie żałuję podjętych decyzji, bo podjąłem je z konkretnego powodu. Ale czuję, że mogłem dać sobie trochę więcej czasu w Premier League. W moim pierwszym sezonie strzeliłem 23 bramki. Do lutego, kiedy uszkodziłem bark, zdobyłem te gole. Więc się śpieszyłem, a w tamtym czasie miałem też sytuacje osobiste. Przyszedłem do Valencii i rozstałem się z moją byłą żoną.
Kiedy patrzę wstecz, zdaję sobie sprawę, że część decyzji wynikała z tego, że czułem się komfortowo z językiem angielskim i życiem w Anglii. To nie było tak, że Valencia była złym klubem; graliśmy nawet w Lidze Mistrzów. To nie była czysto piłkarska decyzja. Moja sytuacja osobista i moja forma w tamtym czasie mogły lepiej pasować do pozostania w Premier League.
Nie żałuję przejścia do Valencii. Decyzje, które podjąłem jako piłkarz i jako człowiek, są moje i muszę je zaakceptować. Jedyną rzeczą, której żałuję, jest to, że nie zostałem w Premier League trochę dłużej. To jedyna rzecz, którą chciałbym zrobić inaczej; chciałbym bardziej zaufać sobie i kontynuować swój rozwój w Anglii.
Ostatecznie wróciłeś do Anglii, by grać dla Middlesbrough, co musiało być zupełnie innym doświadczeniem niż w Manchesterze City. Jak to było walczyć o utrzymanie, zamiast o tytuły?
To była inna rola i zupełnie inne doświadczenie. W City walczyliśmy o Premier League i Ligę Mistrzów. W Middlesbrough walczyliśmy o coś zupełnie innego. Ale czułem się bardzo komfortowo w Premier League. Strzelałem bramki, a drużyna była świetną grupą, nawet jeśli nie osiągnęliśmy naszego celu.
Middlesbrough to również miasto, które bardzo doceniam i kocham. To było miejsce, w którym urodził się mój syn, więc zawsze będę miał z nim szczególną więź. Mój mały chłopiec jest Anglikiem. Mówi, że jest Anglikiem i wspiera Anglię. Rozśmiesza mnie to, bo urodził się tam w styczniu, więc spędził w Anglii pół roku. Ale jest bardzo zdecydowany. Mówi, że jest z Anglii i kibicuje Anglii. Kiedy Anglia przegrała, płakał, ale potem wygrała Hiszpania, więc z tego też się cieszył.
W Turcji bawił się niesamowicie
Porozmawiajmy o Beşiktaşie. Trafiłeś do klubu, który bardzo różnił się od innych, z wielkimi graczami takimi jak Pepe, Talisca czy Ricardo Quaresma. Jak opisałbyś tamtą drużynę?
Ten zespół był fantastyczny. Mieliśmy też Adriano, z którym grałem w Sevilli, Gary'ego Medela, Cenka Tosuna, który był napastnikiem tureckiej reprezentacji i wielu innych bardzo dobrych graczy. To jedno z miejsc, w których najbardziej cieszyłem się futbolem, zarówno jako piłkarz, jak i kibic. Poziom pasji wokół drużyny był niesamowity.
Stambuł to również bardzo wyjątkowe miasto. Doświadczasz jego kultury, atmosfery i pasji. To miejsce, które sprawia, że odczuwasz rzeczy bardzo mocno. Gdyby ktoś w przyszłości powiedział mi, że mogę trenować zespół taki jak Beşiktaş, poszedłbym tam z zamkniętymi oczami. Kibice żyją dla drużyny. Generują tyle emocji i sprawiają, że czujesz wszystko, zarówno dobre, jak i złe. Potrafią być dość radykalni, ale myślę, że to część tego, co czyni to doświadczenie tak szczególnym. Turecka pasja do futbolu jest cudowna.
Czy stadion Beşiktaşu był najgłośniejszym, na jakim kiedykolwiek grałeś?
Tak, bez wątpienia. Pamiętam ten pierwszy mecz. Od momentu, w którym odzyskaliśmy piłkę, cały stadion eksplodował. Myślę, że mój syn stał się trochę chuliganem, bo tak bardzo kochał futbol. Mam filmik, jak uderza w ogrodzenie, skacze i krzyczy. Miał wtedy tylko rok. Bawiłem się tam niesamowicie. Szkoda, że nie wygraliśmy ligi, bo w tamtym sezonie byliśmy bardzo blisko, ale doświadczenie było niesamowite.
Czy umieściłbyś Ricardo Quaresmę wśród najbardziej technicznie uzdolnionych partnerów, z jakimi kiedykolwiek grałeś?
Był wyjątkowym piłkarzem. Miał tak wiele umiejętności i taki talent, że czasami trudno było napastnikowi się do niego dostosować. Taki po prostu był jego styl gry. Czasami, gdy był blisko trybun lub znajdował się w określonych pozycjach, musiałeś dopasować swój ruch do niego, a nie odwrotnie. Był jednym z najbardziej utalentowanych graczy, z jakimi dzieliłem szatnię. Miał też ogromny charakter i trenował bardzo ciężko. Zaprzyjaźniliśmy się.
Czasami denerwowaliśmy się na siebie podczas meczów z powodu konkretnego podania czy decyzji, ale taki jest futbol. Kiedy jesteś w szatni albo w samym środku meczu, otacza cię mnóstwo ludzi i emocji. Ale to ktoś, z kim mam bardzo dobre relacje i mam bardzo dobre wspomnienia z czasu spędzonego w Turcji.
Jak porównałbyś turecką Super Lig do innych lig, w których grałeś?
Pod względem poziomu sportowego to dobra liga. Wielu zawodników z całego świata grało dla Fenerbahçe, Galatasaray i Beşiktaşu. Trafiali tam gracze na bardzo wysokim poziomie. Pasja jest tym, co naprawdę się wyróżnia: futbol, stadiony, tłumy. W tym sensie mogę porównać ją do Hiszpanii czy Anglii, choć oczywiście Premier League funkcjonuje na innym poziomie finansowym. Ale Super Lig to bardzo konkurencyjna liga.
Byłeś klasycznym środkowym napastnikiem, tradycyjną dziewiątką. Dziś widzimy zawodników takich jak Erling Haaland czy Kylian Mbappé, którzy są trochę inni. Czy uważasz, że klasyczna dziewiątka znika z futbolu?
Myślę, że jest ich mniej niż kiedyś. Obecnie większą wagę przywiązuje się do skrzydłowych i ofensywnych pomocników – zawodników takich jak Lamine Yamal czy Vinícius, którzy zaczynają szeroko, a potem schodzą do środka. W przeszłości skrzydłowi zazwyczaj nie grali przeciwną nogą. Grali na swojej naturalnej stronie, dostawali piłkę i wrzucali ją w pole karne. To dawało napastnikowi znacznie więcej okazji.
Dzisiaj napastnik nie ma aż tylu okazji, ponieważ często jest ustawiony pomiędzy środkowymi obrońcami. Wcześniej dośrodkowania szły bezpośrednio w kierunku napastnika. Zawodnicy tacy jak ja, (Roberto) Soldado, Llorente czy Fernando Torres korzystali z tego typu futbolu. (Robert) Lewandowski to kolejny przykład. Napastnicy tacy jak on mieli kiedyś znacznie więcej szans na strzelenie bramki. Czasami można zdobyć gola z rzutu karnego czy dobitki, ale generalnie jest trudniej dla napastnika dzisiaj, bo nie dostajesz tylu dośrodkowań czy piłek w pole karne.
Bycie trenerem uczy podejmowania decyzji
Jesteś teraz asystentem trenera Sevilli Atlético, więc doświadczasz futbolu z drugiej strony. Jak przebiega ta nowa przygoda? Co odkrywasz z ławki trenerskiej?
Jako trener musisz uczyć się każdego dnia. Musisz nauczyć się zarządzać grupą i myślę, że to najważniejsza rzecz. Kiedy jesteś piłkarzem, czasami możesz po prostu płynąć z prądem. Teraz musisz podejmować decyzje: ten zawodnik tak, ten zawodnik nie, ten gra, ten nie.
I musisz zarządzać młodymi zawodnikami. Musisz zadbać o to, by młody zawodnik wracający w poniedziałek po meczu, nawet jeśli sprawy nie poszły dobrze, nie stracił motywacji. Musi wrócić przygotowany mentalnie, by pokazać ci, że się myliłeś. Często młody zawodnik myśli, że to trener się myli, a nie on. Musisz sprawić, by zrozumiał, że musi pracować ciężej i nadal się poprawiać.
Są też sytuacje praktyczne, które zdarzają się w każdej drużynie. Czasami na 10 minut przed treningiem trzech lub czterech zawodników jest powoływanych do pierwszego zespołu. Przygotowałeś sesję treningową, a nagle musisz zmienić wszystko i dostosować się do liczby zawodników, których masz.
Dla mnie doświadczanie tego uczy mnie podejmowania decyzji szybciej. Musisz zarządzać wszystkim – treningami, meczami, kadrą. Więc traktuję to jako rok nauki. Cieszę się tym; staram się pomagać i wnosić wkład, razem z Diego, Juanmą i resztą sztabu. Chcę dodać swoje doświadczenie i przedstawić swoją perspektywę w sytuacjach, których być może już doświadczyłem jako piłkarz. Traktuję to jako etap nauki, ale także jako szansę na naukę podejmowania szybkich decyzji, pomagania drużynie i życia w środowisku, które jest niemal półprofesjonalne, ale dzieli je tylko krok od pierwszego zespołu w dużym klubie, jakim jest Sevilla.
Jakim trenerem chcesz być?
Chcę być trenerem, który stara się wycisnąć maksimum ze swoich graczy i wiele od nich wymaga. Chcę, by moje drużyny grały w piłkę, ale też nie chcę być uparty i mówić: 'Musimy grać w ten sposób i koniec'. Wiem, że musi istnieć plan A, plan B, plan C – jest wiele różnych możliwości. Musisz być przygotowany na każdą z nich.
Pewnego dnia, jeśli będę miał zawodników do wyprowadzania piłki od bramkarza, zrobię to, bo lubię ten styl. Ale jeśli nie mam do tego zawodników, nie będę go forsował. Miałem trenerów, którzy nie mieli graczy zdolnych do wyprowadzania piłki od tyłu, ale próbowali to robić mimo wszystko. Czasami trzeba być mądrym. Jeśli bramkarz ciągle wybija piłkę 60 metrów do przodu, to nie czyni cię gorszym trenerem, bramkarzem czy obrońcą. To po prostu inny sposób gry i myślę, że jest on równie ważny jak styl, który jest modny dzisiaj, gdzie stawiasz zawodnika przy bramkarzu i budujesz od tyłu. Jeśli będę miał dobrych graczy, którzy to potrafią, mam nadzieję, że będę tak grał. Ale jeśli ich nie będę miał, nie będę tego robił.
Chciałbyś pewnego dnia zarządzać drużynami, dla których grałeś?
Nie wiem, gdzie trafię. Oczywiście bardzo chciałbym trenować Sevillę, a także te wszystkie inne zespoły. Chciałbym też spróbować pracy za granicą. Nie zamykam żadnych drzwi. Jako piłkarz nie miałem problemu z wyjazdem za granicę i jako trener też nie mam z tym problemu.
Na koniec chciałem cię zapytać o Złotą Piłkę. Obecnie trwa wielka debata z udziałem Lamine'a, Mbappé, Harry'ego Kane'a i innych. Masz swojego faworyta?
Szczerze mówiąc... nie. Z mojego punktu widzenia, zawodnik, który najlepiej spisał się na mistrzostwach świata, niekoniecznie miał najlepszy sezon w swoim klubie, a zawodnik, który miał niesamowity sezon klubowy, niekoniecznie był tak dobry na mundialu. Ostatecznie to połączenie wszystkiego.
Są gracze tacy jak Lamine Yamal czy Kylian Mbappé, którzy są fenomenalni i którzy w końcu sięgną po tytuł. Bardzo lubię też (Jude'a) Bellinghama. Jest jednym z tych graczy, których bardzo lubię oglądać. Może jego sezon w Realu Madryt nie był tak dobry, jak niektórzy oczekiwali, ale na mistrzostwach był wybitny.
To trudne, bo zawsze będziesz krytykowany w zależności od tego, co wybierzesz – czy skupisz się na tytułach, czy indywidualnych występach. Więc powiem Fabián Ruiz, ponieważ zdobył najważniejsze tytuły.
Pytania na refleks, szybka odpowiedź:
Najlepszy piłkarz, z jakim kiedykolwiek grałeś?
David Silva.
Najlepszy napastnik wszech czasów?
Ronaldo Nazário.
Najzabawniejszy partner z drużyny, jakiego miałeś?
Coke Andújar z Sevilli.
Najtrudniejszy przeciwnik, z jakim się mierzyłeś?
Sergio Ramos.
Najlepszy trener, z jakim pracowałeś?
Unai Emery.
Najlepszy stadion, na jakim grałeś?
Sánchez-Pizjuán.
Najprzyjemniejszy okres w karierze?
Kadyks.
Jedno słowo określające twoją karierę?
Piękna.
