FC Genoa – Napoli 0:2
Genoa nie zamierzała ułatwiać Allegriemu debiutu i od początku grała bardzo aktywnie. Morten Frendrup popisał się efektownym uderzeniem z woleja z 30 metrów, a po wybiciu piłki spod własnej bramki Napoli straciło ją na rzecz Vitinhi, którego mocny strzał minimalnie minął słupek.
Goście przetrwali początkowy napór, ale Genoa szybko znów przejęła inicjatywę – strzał Tommasa Baldanziego wymagał kluczowego bloku, a uderzenie Alexa Amorima trafiło prosto w rękawice Alexa Mereta. Im bliżej przerwy, tym Napoli coraz śmielej atakowało – Alisson Santos przedarł się lewą stroną i oddał pierwszy groźny strzał w boczną siatkę, a następnie Leonardo Spinazzola świetnie uderzył z woleja po odbitej piłce, zmuszając Justina Bijlowa do interwencji.
Mimo że w poprzednim sezonie te dwa zespoły dzieliło 14 miejsc w tabeli, po zmianie stron długo utrzymywał się remis. Pierwszy celny strzał po przerwie oddał w 63. minucie Scott McTominay, którego próbę Bijlow obronił. Wejście na boisko Kevina De Bruyne zwiększyło przewagę Napoli, a po jego rzucie rożnym piłka trafiła do McTominaya, który posłał mocne dośrodkowanie wzdłuż bramki, lecz wyciągnięty Rasmus Hojlund nie zdołał jej sięgnąć.
Dziesięć minut przed końcem gospodarze, Grifone, mogli odetchnąć po solowej akcji Juniora Messiasa, która rozpoczęła się na jego połowie i zakończyła dopiero na skraju pola karnego Napoli, skąd Djibril Sow uderzył tylko w boczną siatkę. To się zemściło, bo dwie minuty później Napoli otworzyło wynik. De Bruyne po odważnej wymianie podań z Antonio Vergarą wbiegł w pole karne, ograł obrońcę i pokonał Bijlowa.

Protesty Genoi po rzekomym faulu belgijskiego pomocnika jeszcze nie ucichły, a De Bruyne już asystował przy drugim golu. Jego niskie dośrodkowanie sprytnie przepuścił Lorenzo Lucca, co pozwoliło Vergarze wepchnąć piłkę do siatki mimo rozpaczliwej interwencji Sebastiana Otoi. Te trafienia poprawiły bilans Napoli w inauguracyjnych meczach sezonu do dziewięciu zwycięstw w ostatnich dziesięciu latach, podczas gdy Genoa wygrała tylko jedno z ostatnich 27 bezpośrednich ligowych spotkań.
Parma – Cagliari 0:1
Ten sezon zapowiadał się dla Parmy na trudny po tym, jak latem drużyna straciła kręgosłup drużyny – odeszli bramkarz Zion Suzuki, środkowy obrońca Alessandro Circati oraz najlepszy strzelec poprzedniego sezonu Mateo Pellegrino. To właśnie Pellegrino w sezonie 2025/26 zdobył 12 z ich skromnych 28 ligowych bramek, a słaba postawa w pierwszej połowie tylko potwierdziła obawy, że bez niego drużyna będzie miała problemy.
Cagliari w pierwszej połowie, która była bardzo uboga w ofensywne akcje, również nie stwarzało większego zagrożenia, ale to goście byli bliżej objęcia prowadzenia. Daniel Maldini, debiutujący w wyjściowym składzie drużyny z Sardynii, po znalezieniu wolnej przestrzeni tuż za polem karnym uderzył minimalnie obok słupka.
Paul Mendy tuż przed przerwą również miał swoją okazję, ale piłka otarła się tylko o zewnętrzną część słupka, natomiast Alessandro Deiola powinien był lepiej wykorzystać swoje szanse po stałych fragmentach gry. Po przerwie Cagliari nadal miało przewagę, ale strzał Harry'ego Winksa z dystansu nie sprawił większych problemów bramkarzowi Edoardo Corviemu z Parmy. Simone Lontani po drugiej stronie przestrzelił, a gospodarze mieli sporo szczęścia, gdy strzał Jacopo Fazziniego prześlizgnął się przez rękawice Corviego, ale uratowała ich poprzeczka.
Corvi miał pracowity wieczór – najpierw obronił płaski strzał Romano, ale przy kolejnym uderzeniu młodego debiutanta był już bez szans. 20-letni zawodnik huknął z dystansu, a Corvi zdołał tylko musnąć piłkę opuszkami palców, która wpadła w okienko bramki.

Skoro Parma przez cały mecz nie potrafiła stworzyć żadnej klarownej sytuacji, nie dziwi, że nie była w stanie przeprowadzić skutecznego ataku w końcówce. "Crociati" nie wygrali więc dziesiątego z rzędu inauguracyjnego meczu Serie A, a dla Cagliari było to dopiero drugie zwycięstwo w ostatnich 13 pierwszych spotkaniach sezonu w najwyższej lidze.
