W pierwszym niedzielnym meczu 34. kolejki Serie A Fiorentina podejmowała Sassuolo i przed sezonem nikt nie sądził chyba, że ich pozycje będą tak odmienne. Choć żadnej z ekip nie grożą już ani puchary, ani spadek, to „Viola” miała za co rehabilitować się swoim kibicom po fatalnym sezonie.
Sprawdź szczegóły meczu Fiorentina – Sassuolo
W słonecznej Florencji mecz mogli znacznie lepiej rozpocząć goście, bo to oni po 10 minutach stworzyli ciekawą akcję finalizowaną lewą stroną. Ulisses Garcia uderzał, ale David De Gea zatrzymał tę próbę.
Fani gospodarzy musieli poczekać do 20. minuty na równie dobrą okazję swojej drużyny. Albert Gudmundsson kiwką chciał oszukać Turatiego, który instynktownie zanurkował do piłki i wypchnął ją obok słupka.
Fiorentina powinna była prowadzić po półgodzinie – wtedy piłka wydawała się idealnie spaść na nogę Manora Solomona, który na wprost bramki spudłował fatalnie, śląc futbolówkę obok słupka. Do przerwy kibice miejscowych mogli czuć niedosyt, a goście zaskakująco niewiele pokazali w ofensywie po niezłym wejściu w mecz. Szkoda, bo warunki ku temu były.
Po zmianie stron limit pecha wydawał się wyczerpać, gdy w 50. minucie kontra Fiorentiny skończyła się strzałem Gudmundssona w brzuch wychodzącego Turatiego. O ile golkiper zachował się wzorowo, o tyle strzelec trochę spanikował. Pod drugą bramką rozrzutność gospodarzy mogła się zemścić w 58. minucie, gdy Pinamonti tyłem do bramki zdołał uderzyć w słupek zaskoczonego De Gei.
Swój wkład w bezbramkowy wynik miał Sebastian Walukiewicz, który a to przyjmował na siebie strzał, a to wybijał trzykrotnie, a to wygrywał pojedynki (też trzy). W 90+3. minucie wyprowadził nawet kontrę i zablokował próbę "rekontry" Dodo, pomagając ostatecznie potwierdzić niemoc Fiorentiny w sezonie 2025/26.

