Po pierwszym meczu, w którym Palace miało trzybramkową zaliczkę, to Fiorentina musiała od początku ruszyć do ataku na Stadio Franchi. Ale jej i tak niewielkie szanse na awans szybko zostały jeszcze bardziej zredukowane.
Palace nie zamierzało spocząć na laurach i już w pierwszych 20 minutach powiększyło przewagę w dwumeczu, gdy Daniel Munoz popędził prawą stroną i idealnie dośrodkował na głowę Ismaïli Sarra, a ten dał Orłom na prowadzenie w tym spotkaniu.
Viola mogła stracić drugą bramkę po akcji tego samego zawodnika, bo goście od razu po wznowieniu gry przejęli piłkę. Sarr popędził sam na bramkę, lecz tym razem jego strzał obronił nogami David de Gea.
Gospodarze dostali szansę na kontaktowego gola w połowie pierwszej części, gdy po nieostrożnym faulu Jaydee Canvota na Rolando Mandragorze sędzia podyktował rzut karny. Po dłuższej przerwie spowodowanej zejściem z boiska Adama Whartona, Albert Gudmundsson pewnie wykorzystał jedenastkę, myląc Deana Hendersona i dając Fiorentinie cień nadziei na odrobienie strat.
Kolejny gol dla gospodarzy przed przerwą mógłby jeszcze bardziej rozgrzać emocje w drugiej połowie. Bliski trafienia był Manor Solomon, którego uderzenie z dystansu zmusiło Hendersona do świetnej interwencji jedną ręką.
Aby Fiorentina mogła wrócić do gry, potrzebowała czegoś wyjątkowego. Właśnie to dał rezerwowy Cher Ndour, który już po dziesięciu minutach drugiej połowy popisał się płaskim strzałem z dystansu, trafiając w sam róg bramki.
Podopieczni Paolo Vanolego nie ustawali w atakach, szukając kolejnego gola, a Gudmundsson i Harrison sprawdzali czujność Hendersona. Jednak dość zaskakujące zmiany przeprowadzone przez trenera Fiorentiny, który zdjął z boiska dwóch najgroźniejszych ofensywnych graczy – Gudmundssona i Solomona – wyraźnie osłabiły impet gospodarzy.
W końcówce Palace pokazało instynkt przetrwania, broniąc się skutecznie przed naporem gospodarzy i pieczętując awans do półfinału, gdzie zmierzy się z Szachtarem Donieck. Pierwszy mecz w Krakowie odbędzie się 30 kwietnia, a rewanż w Londynie 7 maja.
Nawet ambitna postawa nie wystarczyła Fiorentinie, by po raz czwarty z rzędu zagrać w półfinale tych rozgrywek – odpadła już na etapie ćwierćfinału, co zdarzyło się jej dopiero po raz drugi w ostatnich 12 europejskich ćwierćfinałach.

