Dusan Vlahović wybrał Besiktas, by zacząć od nowa, ale w trakcie wywiadu udzielonego Mozzart Sport nieuchronnie wrócił do swojego pobytu w Juventusie. Serbski napastnik, który zdobył już trzy pierwsze gole dla nowej drużyny, szczególnie wspominał ostatnie miesiące w Turynie, wyjaśniając swoją wersję dotyczącą braku przedłużenia kontraktu.
To właśnie ten fragment jego wypowiedzi jest najmocniejszy. Vlahović podważa bowiem narrację, według której długo odrzucał propozycję przedłużenia umowy. "Nie mówiłbym o żadnym spisku. Uważam, że to normalne rzeczy, które zdarzają się wszystkim, zwłaszcza piłkarzom wchodzącym w ostatni rok kontraktu. Ale, jak już mówiłem, przez trzy lata pisano, że odmawiałem przedłużenia współpracy, że nie chciałem rozmawiać z klubem o nowej umowie. Jedyna prawda jest taka, że nie miałem żadnej konkretnej rozmowy z klubem na ten temat”.
Serb wyjaśnił także, dlaczego zdecydował się przyjąć ofertę Besiktasu po tym, jak został wolnym zawodnikiem. "Przede wszystkim chodziło o determinację, jaką pokazali, by mnie sprowadzić. Przez całe lato próbowali się ze mną skontaktować, przez całe lato robili wszystko, by mnie pozyskać. I bardzo mi się to spodobało, bo uważam, że ogólnie w życiu trzeba iść tam, gdzie najbardziej cię chcą. Prezes Beşiktaşu i dyrektor sportowy przyjechali do Belgradu, każdy z nich został siedem–dziesięć dni i rozmawialiśmy. Przede wszystkim więc ich determinacja, ambicja i projekt. No i oczywiście trener, którego bardzo dobrze znam, z którym pracowałem we Fiorentinie, i to być może najważniejsza rzecz”.
Przyjęcie, jakie spotkało go w Turcji, miało natychmiastowe znaczenie: "Pierwsze wrażenia są fenomenalne. Mam na myśli zarówno moje doświadczenie, jak i powitanie na lotnisku, a potem na stadionie... Jestem bardzo zadowolony, bardzo szczęśliwy”. I dodaje: "Wiedziałem, że kibice są pełni pasji, wiedziałem, że bardzo kochają piłkę nożną i traktują ją bardzo poważnie, ale nie spodziewałem się aż takiej reakcji. Żyją piłką, swoją drużyną, piłkarze dosłownie znaczą dla nich wszystko i to było naprawdę niesamowite”.
Vlahović opowiedział, że miał wiele kontaktów, zanim wybrał Stambuł: "Miałem wiele rozmów z różnymi klubami. To było nieuniknione, bo byłem wolnym zawodnikiem. Mój kontrakt wygasł i każdy klub próbował, powiedzmy, mnie ocenić lub zatrudnić. Jak już mówiłem, rozmawiałem z wieloma klubami, ale wybrałem Beşiktaş z powodów, które już wyjaśniłem, i uważam, że to była właśnie ta właściwa decyzja. Rynek transferowy jest bardzo dynamiczny, jednego dnia dzieje się jedno, drugiego dnia coś zupełnie innego. Naprawdę każdego dnia dzieje się bardzo dużo. Długo się nad tym zastanawiałem, byłem bardzo cierpliwy i ostatecznie uważam, że podjąłem najlepszą decyzję dla mojej kariery w tym momencie. Czas pokaże, ale jestem o tym przekonany”.
Pożegnanie z Juventusem wciąż jednak wiąże się z pozytywnymi wspomnieniami: "Miałem kontrakt do 30 czerwca. Mój kontrakt wygasł i od tego momentu byłem wolnym zawodnikiem. Spędziłem w klubie cztery i pół fantastycznego roku, jeśli chodzi o relacje, wielkość klubu, kibiców i wszystko, co wiąże się z jednym z największych klubów na świecie. To był dla mnie wielki zaszczyt i ogromna przyjemność mieć możliwość być częścią tego klubu, zakładać koszulkę Juventusu, grać, reprezentować klub i strzelać gole. Jeszcze raz chciałbym podziękować wszystkim w klubie, wszystkim kibicom, to było naprawdę niesamowite dla mnie i moich kolegów z drużyny. Oczywiście ogromnie żałuję, że nie miałem okazji walczyć o coś więcej, mieć więcej szans na zdobycie trofeów, ale jestem pewien, że taki klub jak Juventus szybko wróci na właściwą drogę”.
"Czy ostatni rok był trudny? Tak, oczywiście, że tak. Zacząłem na ławce z, powiedziałbym, dobrze znanego powodu: bo wchodziłem w ostatni rok kontraktu. Moim zdaniem to był jedyny powód, dla którego zacząłem sezon na ławce. Oczywiście przyszło też dwóch nowych napastników, ale zaakceptowałem tę rolę, bo zdecydowałem się pójść w tym kierunku”.
Vlahović wspomniał także o relacjach z kibicami i kontuzji: "Była presja ze strony publiczności, mediów i kibiców... Doskonale rozumiem kibiców, którzy czytają i przyjmują to, co im się podaje”. I dodaje: "Nie jest przyjemnie, gdy stadion wygwizduje cię w sparingu z drużyną U-23”. O relacji z Luciano Spallettim: "Kontuzja, której doznałem, przyszła w najgorszym możliwym momencie. Zacząłem grać, wtedy przyszedł Spalletti, któremu w tym miejscu dziękuję za wszystko, co zrobił dla mnie w zeszłym roku – zarówno gdy byłem kontuzjowany, jak i gdy byłem zdrowy – oraz za jego chęć, bym został w Juventusie”.
Nie zabrakło też otwarcia na ewentualny powrót: "W piłce nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Sam popełniałem błędy, mówiąc pewne rzeczy. To wszystko kwestia młodości, braku doświadczenia, brawury... Nie jest się świadomym pewnych rzeczy, o których się mówi. Dlatego nigdy nie mów nigdy. W piłce wszystko jest możliwe, tak jak w życiu. Dlatego nie wykluczam żadnej opcji”. I kończy: "Ten klub bardzo dużo mi dał i starałem się odwdzięczyć najlepiej, jak potrafiłem, w każdej chwili. Powtarzam, jesteśmy profesjonalistami, to nasza praca. Nie czułbym się dobrze ze sobą i nie mógłbym spojrzeć sobie w oczy, wiedząc, że odpuściłem lub nie zrobiłem tego, o co mnie proszono. Jestem bardzo wdzięczny Juventusowi, bo to ogromny klub, jeden z największych na świecie, największy we Włoszech i dla mnie to bardzo ważne. To zaszczyt mieć możliwość być jego częścią”.
