Mecz lepiej zaczął Śląsk, który już po czterech minutach prowadził 1:0 po efektownym strzale Piotra Samca-Talara. W drugiej połowie lepsze wrażenie sprawiali goście i udokumentowali to golem Paula Mukairu. Jednak w innych sytuacjach albo zawodzili, albo czujny był Szromnik w bramce. Na sześć minut przed końcem regulaminowego czasu decydujący cios zadał Jehor Macenko.
"To nie był łatwy mecz dla nas, bo mierzyliśmy się z bardzo dobrym rywalem. W pierwszej połowie zagraliśmy blisko tego, co chcemy grać w każdym meczu. Mogliśmy nawet strzelić kolejnego gola, ale Pogoń też miała swoje sytuacje. W drugiej połowie nie zagraliśmy na swoim poziomie, zwłaszcza kiedy byliśmy przy piłce. Po drugim golu zaczęliśmy grać nerwowo i mogło się to skończyć golem dla rywali, ale kluczową interwencję miał Lamine Ba" – skomentował mecz Ante Simundza.
Sprawdź podsumowanie czwartkowych meczów Pucharu Polski
W pierwszej jedenastce Śląska zadebiutował w czwartek Karol Linetty, dla którego był to pierwszy mecz na polskich boiskach po 10 latach gry we Włoszech, a ostatnio Turcji. Simundza krótko ocenił występ byłego reprezentanta Polski. "Jego CV mówi wszystko o jego umiejętnościach i nie jestem zaskoczony jego bardzo dobrą postawą" – powiedział trener Śląska.
W zupełnie odmiennym nastroju był trener Pogoni Oscar Garcia, który nie ukrywał rozczarowania końcowym wynikiem i przyznał, że ciężko zwyciężyć, gdy popełnia się proste błędy pod własną bramką.
"Trudno wygrać mecz, kiedy daje się rywalowi dwa prezenty, bo wtedy trzeba strzelić trzy gole. W drugiej połowie nasza gra wyglądała już bliżej tego, jak chcieliśmy grać. Mieliśmy przewagę i stwarzaliśmy sytuacje. Nie było trudno przejść linię pressingu, ale w trzeciej tercji zaczynały się nasze kłopoty" - powiedział Hiszpan.
"Brakowało kreatywności pod bramką rywala, tego jednego podania, które otwiera drogę do bramki. Na końcu o wyniku decyduje, co się dzieje pod twoją bramką, a my dzisiaj pod naszą bramką daliśmy dwa prezenty" – podsumował spotkanie opiekun zespołu ze Szczecina.
