Przejdź do głównej treści

Ante Simundza: "Po drugim golu zaczęliśmy grać nerwowo i mogło się skończyć golem dla rywali"

Ante Simundza: "Po drugim golu zaczęliśmy grać nerwowo i mogło się skończyć golem dla rywali"
Ante Simundza: "Po drugim golu zaczęliśmy grać nerwowo i mogło się skończyć golem dla rywali"Krystyna Pączkowska, SlaskWroclaw.pl

Po zwycięstwie 2:1 w pierwszej rundzie Pucharu Polski z Pogonią Szczecin trener Śląska Wrocław Ante Simundza stwierdził, że to był bardzo trudny mecz dla jego podopiecznych. "W pierwszej połowie zagraliśmy blisko tego, co chcemy grać w każdym meczu" – dodał Słoweniec.

Mecz lepiej zaczął Śląsk, który już po czterech minutach prowadził 1:0 po efektownym strzale Piotra Samca-Talara. W drugiej połowie lepsze wrażenie sprawiali goście i udokumentowali to golem Paula Mukairu. Jednak w innych sytuacjach albo zawodzili, albo czujny był Szromnik w bramce. Na sześć minut przed końcem regulaminowego czasu decydujący cios zadał Jehor Macenko.

"To nie był łatwy mecz dla nas, bo mierzyliśmy się z bardzo dobrym rywalem. W pierwszej połowie zagraliśmy blisko tego, co chcemy grać w każdym meczu. Mogliśmy nawet strzelić kolejnego gola, ale Pogoń też miała swoje sytuacje. W drugiej połowie nie zagraliśmy na swoim poziomie, zwłaszcza kiedy byliśmy przy piłce. Po drugim golu zaczęliśmy grać nerwowo i mogło się to skończyć golem dla rywali, ale kluczową interwencję miał Lamine Ba" – skomentował mecz Ante Simundza.

Sprawdź podsumowanie czwartkowych meczów Pucharu Polski

W pierwszej jedenastce Śląska zadebiutował w czwartek Karol Linetty, dla którego był to pierwszy mecz na polskich boiskach po 10 latach gry we Włoszech, a ostatnio Turcji. Simundza krótko ocenił występ byłego reprezentanta Polski. "Jego CV mówi wszystko o jego umiejętnościach i nie jestem zaskoczony jego bardzo dobrą postawą" – powiedział trener Śląska.

W zupełnie odmiennym nastroju był trener Pogoni Oscar Garcia, który nie ukrywał rozczarowania końcowym wynikiem i przyznał, że ciężko zwyciężyć, gdy popełnia się proste błędy pod własną bramką.

"Trudno wygrać mecz, kiedy daje się rywalowi dwa prezenty, bo wtedy trzeba strzelić trzy gole. W drugiej połowie nasza gra wyglądała już bliżej tego, jak chcieliśmy grać. Mieliśmy przewagę i stwarzaliśmy sytuacje. Nie było trudno przejść linię pressingu, ale w trzeciej tercji zaczynały się nasze kłopoty" - powiedział Hiszpan. 

"Brakowało kreatywności pod bramką rywala, tego jednego podania, które otwiera drogę do bramki. Na końcu o wyniku decyduje, co się dzieje pod twoją bramką, a my dzisiaj pod naszą bramką daliśmy dwa prezenty" – podsumował spotkanie opiekun zespołu ze Szczecina.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen