Brak prezesa PZPN, piękna oprawa i wielka szansa dla Górnika
Piękna pogoda, znakomita oprawa i wielki prestiż, to wszystko towarzyszyło finałowi Pucharu Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie, który został opanowany przez kibiców Górnika Zabrze. Spotkanie, po raz ostatni w karierze takiej rangi, sędziował Jarosław Przybył z Kluczborka.
Czytaj też: Wyjątkowa oprawa finału Pucharu Polski, wypełnione trybuny po brzegi
Niestety przed meczem doszło do kilku nieprzyjemnych zdarzeń, ponieważ delegacja PZPN, na czele z prezesem Cezarym Kuleszą, nie zdołała wylecieć z Kanady i nie pojawiła się na finale krajowych rozgrywek, a problem z wejściem mieli fani obu drużyn, bo tworzyły się duże kolejki.
Przechodząc do spraw czysto piłkarskich, to czekało nas starcie dwóch drużyn, które są w czołówce Ekstraklasy, więc można było spodziewać się wielu emocji. Raków Częstochowa wygrywał Puchar Polski w latach 2021-2022, a Górnik Zabrze nie zdobył żadnego trofeum od 38 lat, a ostatni Puchar Polski wygrali 54 lata temu, dziś była idealna okazja, żeby to zmienić i dopisać siódmy triumf w tych rozgrywkach w historii.
Czytaj też: Ciasno i głośno przed finałem Pucharu Polski
Górnik na prowadzeniu do przerwy po pięknej główce Massimo
Początek meczu stał pod znakiem zdecydowanej przewagi podopiecznych Łukasza Tomczyka, ale brakowało im konkretów pod bramką. Przed pierwszą dogodną sytuacją stanął Górnik w 23. minucie, kiedy miał rzut wolny przed polem karnym po zagraniu ręką, ale Maksym Chłań uderzył obok bramki.
"Górnicy" po niemrawym początku zaczęli przejmować inicjatywę i byli konkretniejsi, efektem tego był gol w 32. minucie. Piłkę z rzutu rożnego dośrodkował Erik Janża, a najlepiej w polu karnym odnalazł się Roberto Massimo, który zaskoczył Oskara Zycha i dał prowadzenie.
Pięć minut później do dobrej sytuacji doszedł Sondre Liseth, ale jego uderzenie było zbyt lekkie, żeby pokonać bramkarza Rakowa. Do przerwy Górnik prowadził 1:0 i był bliżej sukcesu.
Wielkie święto dla Górnika! Zabrzanie zdobywają Puchar Polski
Łukasz Tomczyk zareagował już w przerwie i dokonał pierwszej zmiany już po 45 minutach gry. Na murawę nie wybiegł Patryk Makuch i za niego wszedł Lamine Diaby-Fadiga. Ta roszada nie przyniosła zmiany obrazu gry i Tomczyk szukał innych rozwiązań, jednym z nich było wprowadzenie Michaela Ameyawa za Pawła Dawidowicza.
W pierwszym kwadransie brakowało dogodnych okazji do strzelenia gola, było natomiast trochę agresywnie, zwłaszcza ze strony Rakowa, bo żółte kartki obejrzeli Ivi Lopez i Oskar Repka. "Górnicy" w 64. minucie zbudowali dobrą szansę, żeby podwyższyć wynik, ale zabrakło finalizacji, która przyszła chwilę później, bo w 65. minucie było 2:0! Źle piłkę głową wybił Fran Tudor, to trafiła pod nogi Maksyma Chłania, Ukrainiec popędził w stronę brami i precyzyjnym strzałem dał swojej drużynie drugiego gola.
Raków nie miał już nic do stracenia i musiał ruszyć do ataku, nie zrobił tego szaleńczo, a jedną z okazji był strzał Fadigi z dystansu, ale piłka poszybowała nad poprzeczką. Chwilę później próbował Bulat i był bliżej celu, ale jego uderzenie złapał Marcel Łubik. To była 75. minuta i pierwszy strzał w światło bramki drużyny z Częstochowy.
Sporo negatywnych emocji było w końcówce meczu. Sędzia Jarosław Przybył zagwizdał rzut wolny dla Rakowa, a piłkarze domagali się drugiej żółtej kartki dla Erika Janży, a w międzyczasie doszło do "starcia" Fadigi i Łubika, gdzie bramkarz wicelidera Ekstraklasy mocno dołożył od siebie.
W 90. minucie na murawie zameldował się Lukas Podolski, a do regulaminowego czasu gry doliczono 5 minut. W tym czasie nerwów na wodzy nie utrzymał Jonatan Brunes, który w brutalny sposób zaatakował mistrza świata z 2014 roku i opuścił murawę. Doszło do afery, a Podolski, ku zaskoczeniu, tonował emocje i hamował swoich kolegów z drużyny. Wynik meczu już nie uległ zmianie.
Dzięki temu zwycięstwu i zdobyciu Pucharu Polski Górnik zagwarantował sobie miejsce w europejskich pucharach. Zwycięzca tych rozgrywek wystąpi w 3. rundzie eliminacji Ligi Europy sezonu 2026/27.
