Fenerbahce weszło do gry wyjątkowo w piątkowy wieczór, mając zaledwie punkt straty do Galatasaray na szczycie. Mieli jeszcze jedną szansę, aby osiągnąć tron, przynajmniej tymczasowo. Nie tylko w tym sezonie, ale także w ostatnich kampaniach, często mieli ku temu okazję, ale takie okazje raz za razem marnowali.
U siebie z Rizesporem można było pomyśleć, że gospodarze szybko wyjdą z bloków, ale byli dziwnie ospali, nie robiąc nic godnego uwagi w pierwszej połowie. Przerwa też nie przyniosła ożywienia, nawet przeciwnie. Kilka minut po zmianie stron Rize objęło prowadzenie, gdy Ali Sowe uderzył przy dalszym słupku, ku wielkiemu szokowi kibiców gospodarzy.
Minuty zaczęły upływać coraz szybciej i nie wyglądało na to, by Fener miało znaleźć sposób na sforsowanie obrony Rize. Losy meczu miały odmienić się w 72. minucie, gdy były obrońca Fener, Samet Akaydin, został ukarany dwiema żółtymi kartkami.
To był zastrzyk życia, którego Fener potrzebowało i wkrótce znaleźli wyrównanie. Andeson Talisca strzelił z 11. metra po tym, jak sam był faulowany. Od tego momentu kolejny gol wydawał się nieunikniony, ponieważ tylko zwiększali presję. To Kerem Akturkoglu wślizgiem wepchnął piłkę za linię, a trybuny eksplodowały.

Z pewnością to było to. 2:1 przeciwko osłabionym rywalom u siebie. Zamierzali wspiąć się na szczyt tabeli. Ale, jak to zawsze bywa w przypadku Fenerbahce, nastąpiła katastrofa. W 90+8. minucie meczu Rizespor miał rzut wolny na własnej połowie.
Bramkarz wprowadził pełną nadziei piłkę w pole karne Fener i nie wydawało się to zbyt niebezpieczne. Ale były golkiper Manchesteru City, Ederson, z jakiegoś powodu zdecydował się na szarżę. Nie zbliżył się do piłki, za to zostawił pustą bramkę. Modibo Sagnan z Rizesporu dopadł do piłki, podbił ją nad głową Edersona i wpakował do siatki, doprowadzając do remisu 2:2, ku zdruzgotaniu i oszołomieniu kibiców gospodarzy.
Niesamowita niewykorzystana szansa dla Fenerbahce. A jednak zdarzało im się to raz za razem. Ilekroć mają szansę wywrzeć presję na Galatasaray, bez względu na to, z kim grają i ilu ludzi przeciwnicy mają na boisku, wydają się tracić bramkę w ostatniej chwili, tracąc kluczowe punkty.
W lutym strzelili gola w doliczonym czasie gry przeciwko 10-osobowej Kasimpasy, wygrywając 1:0, co dałoby im awans na szczyt. Udało im się stracić to w 90+11. minucie i zremisować mecz.
To tylko dwa przykłady z długiej listy niewykorzystanych szans w ciągu ostatnich kilku lat. Sugeruje to, że jest to bardziej kwestia presji i nie są w stanie poradzić sobie z faktem, że mogą zająć pierwsze miejsce. Brutalny cios za brutalnym ciosem. Czy Galatasaray może to wykorzystać?
Galatasaray buduje bufor przed derbami
Galatasaray wyszło na boisko następnego dnia, odwiedzając walczące o utrzymanie Genclerbirligi. Victor Osimhen wciąż nie wrócił do gry po kontuzji ramienia, a klub nie chciał ryzykować przed nadchodzącym starciem z Fenerbahce.
Mauro Icardi zaczął z przodu i to Argentyńczyk dał Galatasaray prowadzenie 1:0 w ciągu zaledwie dwóch minut sprytnym wykończeniem po dobrej pracy Leroya Sane. W 35. minucie podwoili swoją przewagę, gdy Yunus Akgun trafił do pustej siatki po tym, jak Gabriel Sara podał mu piłkę na talerzu.
Gra Galatasaray wyglądała niezwykle komfortowo. Wydawało się, że mają już 3:0, gdy Sane wpisał się na listę strzelców, ale VAR wykluczył go w jednej z najgorszych decyzji ofsajdowych, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Galatasaray zostało ukarane za to, że Yunus był na spalonym, mimo że nie było go w pobliżu piłki i nie brał udziału w grze. To było naprawdę zaskakujące.
Gracze Galatasaray i menedżer Okan Buruk byli wściekli, a ich nieszczęście zostało spotęgowane, gdy M'Baye Niang strzelił zaledwie kilka minut później, dając kontakt Genclerbirligi.
Od tego momentu gra stała się naprawdę chaotyczna i napięta dla drużyny gości, walczącej o utrzymanie piłki, podczas gdy Genclerbirligi desperacko rzuciło ludzi do przodu w poszukiwaniu punktu, który może okazać się kluczowy w ich walce o pozostanie w Super Lig.
Ostatecznie jednak Galatasaray utrzymało się przy tak ważnym zwycięstwie 2:1, dzięki czemu otworzyli naprawdę pomocną czteropunktową poduszkę na cztery mecze przed końcem.
Dają sobie również trochę oddechu przed meczem u siebie z Fener. Wiedzą, że jeśli unikną porażki, droga do tytułu będzie otwarta. Dodatkowo, Osimhen prawdopodobnie wróci. Z Nigeryjczykiem z przodu są dwa razy lepszą drużyną. Są teraz na pole position, a ich weekend stał się jeszcze lepszy, gdy Trabzonspor stracił bramkę w ostatniej minucie, remisując 1: 1 z Istanbul Basaksehir. Do czołówki brakuje im teraz sześciu punktów.

Drużyna tygodnia

Bramkarz Gaziantepu, Zafer Gorgen, został Graczem Tygodnia Flashscore, według naszego wewnętrznego systemu ocen, po tym jak obronił siedem strzałów w wygranym 3:0 meczu z Kayserisporem.
Dołączyli do niego koledzy z drużyny Deian Sorescu, Alexandru Maxim i Mohamed Bayo, podczas gdy Yunus z Galatasaray i Kerem z Fenerbahce również znaleźli się w jedenastce.
