Podbeskidzie zajęło 4. miejsce w tabeli 2. Ligi, dlatego do rywalizacji w półfinale z rezerwami Śląska Wrocław przystępowało u siebie. Wygrana TSP 2:1 była takim samym wynikiem, jak zwycięstwo niżej notowanej Sandecji z Olimpią w Grudziądzu. To oznaczało, że również w finale Podbeskidzie mogło dziś grać u siebie.
Widownia dopisała, pojawiło się ponad 9 tys. kibiców, w tym bardzo liczna grupa z Małopolski. Piłkarze z Bielska-Białej świetnie rozpoczęli finałowe spotkanie. Już po ich pierwszej akcji ofensywnej został podyktowany rzut karny. Co prawda początkowo sędzia nie wskazał na "wapno", ale po weryfikacji akcji przy pomocy systemu VAR przyznał, że Krzysztof Kolanko został w sposób nieprzepisowy potraktowany przez Aleksandra Wołczka. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Lucjan Klisiewicz.
W 7. i 14. min Podbeskidzie nie wykorzystało stuprocentowych okazji do podwyższenia prowadzenia. Z kolei w 23. minucie - po strzale z rzutu wolnego Marcina Urynowicza – piłka odbiła się od słupka. Zwycięstwo powinno być przypieczętowane jeszcze w pierwszej połowie.
Po przerwie długo inicjatywę miała Sandecja, ale to Podbeskidzie podwyższyło prowadzenie. W 67. min bramkarza gości pokonał Kamil Sochań. W 80. minucie efektownie i celnie z woleja strzelił Dalibor Takac i było 3:0. Zespół z Małopolski zmniejszył rozmiary porażki w 84. minucie, za sprawą honorowego trafienia Daniela Pietraszkiewicza na 3:1.
Dla drużyny piłkarskiej Podbeskidzia, którą obecnie trenuje Marcin Włodarski, gra na drugim poziomie nie jest niczym nowym. W przeszłości rywalizowała tam przez 16 sezonów. Z kolei sześć spędziła w Ekstraklasie.
Wcześniej bezpośrednią promocję do 1. ligi uzyskały Unia Skierniewice i Warta Poznań.
