Choć przez kontuzję stracił dwa miesiące, to i tak nawbijał rywalom 17 goli i dołożył trzy asysty w 21 meczach ligowych jako napastnik 1. FC Magdeburg. Choć licznik powinien być jeszcze okazalszy, biorąc pod uwagę mnogość jego sytuacji, to Mateusz Żukowski rozegrał najlepszy sezon w karierze.
Wreszcie sprawiał wrażenie gracza w miejscu, które naprawdę mu odpowiada. Dlatego trudno się dziwić, że działacze Magdeburga zdołali przekonać go do przedłużenia umowy mimo spekulacji na temat letniego transferu. Nawet powołanie do kadry i majowy debiut z Ukrainą nie zmieniły planów zawodnika.
"Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę kontynuować drogę z 1. FC Magdeburg. Byłem świadomy powagi tej decyzji, dlatego chciałem wykorzystać czas na szczegółową analizę wszystkich aspektów. Rozmowy z zarządem były dla mnie kluczowe. Chciałem znać kierunek klubu i rolę, jaką mam w nim pełnić. Koniec końców, rozmowy pokazały, że dzielimy wspólną wizję i chcemy razem wiele osiągnąć" – powiedział 24-letni atakujący.
Ponieważ Żukowski – niemal dosłownie – wystrzelił w Magdeburgu, jego wartość rynkowa poszybowała z 500 tys. do ok. 6 mln euro w mniej niż sezon. Stąd potrzeba nowej umowy, by zatrzymać zawodnika. Ostatecznie podpisał kontrakt do połowy 2029 roku.
"Mateusz Żukowski to dla nas o wiele więcej niż tylko wybitny napastnik. W ostatnich miesiącach dokonał imponującego rozwoju i szybko stał się kluczową postacią w naszym zespole. Po kontuzji z wielką determinacją wrócił do formy, demonstrując dokładnie te cechy, których potrzebujemy w ataku w 1. FC Magdeburg: asertywność, umiejętność wykańczania akcji i chęć wzięcia odpowiedzialności za kluczowe momenty. Teraz stał się liderem w FCM i wzorem do naśladowania dla naszych obiecujących zawodników. Niemniej jednak jego rozwój jest daleki od zakończenia" – mówi dyrektor sportowy Peer Jaekel.

