Drużyna trenera Stefano Lavariniego w niedzielę w Stambule w meczu o trzecie miejsce przegrała z Serbią 1:3. Wcześniej w półfinale nie sprostała Włoszkom, ulegając także 1:3. W mistrzostwach triumfowały Turczynki, a biało-czerwone powtórzyły wynik z 2019 roku, kiedy to w Ankarze zajęły czwartą lokatę. Po raz ostatni na podium ME stanęły w Łodzi w 2009 roku - wówczas sięgnęły po brąz.
"Plan, który został postawiony przed naszymi dziewczynami, został wykonany, ale oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc pozostał niedosyt. Dziewczyny mogły mocniej powalczyć z Serbami o brązowy medal, ale rywalki zagrały bardzo dobre spotkanie. Nie mogliśmy w żaden sposób zatrzymać Tijany Bosković. Serbki miały moment słabości i nasze zawodniczki to wykorzystały, ale to był tylko jeden set. Myśląc o medalach, wygrywanie pojedynczych setów to zdecydowanie za mało" – skomentowała Podoba-Malicka.
Jej zdaniem dwa ostatnie mecze i czwarta lokata w mistrzostwach oddają pozycję polskich siatkarek na kontynencie.
"To jest nasz poziom i to trzeba traktować jako dobry wynik. Co ważne, mamy kwalifikację do przyszłorocznych mistrzostw świata. Do reprezentacji Włoch i Turcji jeszcze trochę nam brakuje, może nieco mniej do Serbek" - podkreśliła.
Była siatkarka czołowych klubów ekstraklasy, m.in. Muszynianki, Budowlanych Łódź i Chemika Police, nie ukrywa, że problemem biało-czerwonych jest brak doświadczenia w grze na wysokim poziomie. A to wynika z tego, że większość reprezentantek występuje w polskich klubach.
"Spójrzmy na najlepszą czwórkę mistrzostw. Turczynki nie muszą nigdzie wyjeżdżać, podobnie jak Włoszki, bowiem ligi w obu krajach to w tej chwili dwie najmocniejsze na świecie. Wiele spotkań tam jest bardzo wymagających. Nawet Serbki, ich pierwsza szóstka, też gra we Włoszech, Turcji albo w Rosji. A u nas? Magdalena Stysiak ma za sobą występy we Włoszech i Turcji, teraz wybiera się do Brazylii. Do tego Martyna Czyrniańska i Julia Szczurowska też są obecnie w tureckich klubach. Pozostałe grają natomiast w Polsce, a nasza liga nie jest aż tak wymagająca. I stąd też brak ogrania na wysokim poziomie" – tłumaczyła Podoba-Malicka.
Wedlug niej jedną z wygranych tego sezonu kadrowego jest 19-letnia środkowa Maja Koput, która zaledwie rok temu zadebiutowała w ekstraklasie i błyskawicznie przebiła się do reprezentacji.
"To jest piękny przykład dla innych młodych dziewczyn, żeby rozpychały się łokciami i walczyły o swoje, zarówno w klubach, jak i później w kadrze. Ten ostatni sezon ligowy i reprezentacyjny jest dla Mai przełomowy. Niech tylko pamięta, że jeszcze przed nią dużo pracy, żeby się dalej rozwijać" – zaznaczyła dwukrotna mistrzyni Europy (2003, 2005).
Polska reprezentacja mocno się zmieniła w porównaniu do poprzedniego sezonu. Lavarini nie mógł skorzystać z wielu siatkarek, które często były podstawowymi zawodniczkami w ostatnich latach. Agnieszka Korneluk zakończyła karierę, Aleksandra Gryka przechodziła rehabilitację, z różnych powodów zabrakło też Malwiny Smarzek, Olivii Różański, Zuzanny Góreckiej, Julii Nowickiej czy Weronki Centki-Tietianiec.
"Na pewno była to inna reprezentacja niż choćby ta sprzed roku. Nie wywalczyła żadnego medalu w tym sezonie, a w poprzednim roku był brąz Ligi Narodów. Nie znaczy to jednak, że była słabsza, bowiem byliśmy bliżej podium mistrzostw Europy niż trzy lata temu. Doceniajmy dziewczyny, które były w reprezentacji i cały okres wakacyjny walczyły, żeby pojechać na ME. Ja życzę sobie, by trener Lavarini mógł swobodnie powoływać wszystkie zawodniczki, które na to zasługują, a żeby one też chciały przyjeżdżać na kadrę. Tak, jak to miało miejsce na początku jego pracy z polską reprezentacją" – podsumowała Podoba-Malicka.
