Aryna Sabalenka (1. WTA) nie miała już szans na obronienie tytułu liderki rankingu przed atakiem Jeleny Rybakiny (2. WTA), ale do obrony miała jeszcze koronę w Nowym Jorku. Stała przed szansą wygrania US Open po raz trzeci z rzędu i jako specjalistka od twardych kortów była wyraźną faworytką.
Jak kosztowny był ten jeden podwójny błąd...
Jeszcze przed startem wiedzieliśmy, że długich wymian nie będzie – siła serwisów obu zawodniczek imponuje i rzadko daje szanse na długie widowisko. Choć pierwsze podanie początkowo zawodziło Rybakinę, to obroniła się bez problemu. Długimi returnami pod nogi atakowała też Sabalenkę, szybko uzyskując pierwsze break pointy. Ostatecznie Aryna wyszła z opresji, ale dała też sygnał, że można nałożyć na nią presję. Dokładnie to udało się Rybakinie w piątym gemie. Sabalenka tym razem szybko zdradziła emocje i popełniła błąd podwójny, wściekle schodząc z kortu.

Serwis Kazaszki nie pozwolił nawet marzyć o odrobieniu i przy stanie 2:4 aktualna liderka znów musiała ratować gema. Tym razem oglądaliśmy inny obraz Białorusinki. Przekuła frustrację w sportową złość i z charakterystycznym krzykiem obroniła się serwisem na 3:4.
Z nowymi piłkami Rybakina miała moment słabości, lecz niezmiennie wyglądała lepiej. W dziewiątym gemie Sabalenka nie dała się już podejść, moment później próbując zdestabilizować Rybakinę. Kazaszce zadrżała ręka, popełniła błąd podwójny, pierwsze podanie nie działało, a Aryna zgasiła pierwszego setbola. Zapłaciła za to cenę, gdy w dwóch kolejnych wymianach była rzucana po całym korcie musiała uznać wyższość rywalki.
W dwunastym gemie Sabalenka uciekła przed tie-breakiem
Po przerwie toaletowej Sabalenka wróciła pełna sportowej złości i pewnie zaczęła seta, lecz gdy chciała zaatakować podanie rywalki, gem na 1:1 skończył się… szpagatem bezradnej Białorusinki. Lepiej czytająca grę Rybakina wywalczyła break point, po którym rywalka rzuciła rakietą. Gdy Rybakina jakimś cudem zmieściła w korcie return po rakietowym serwisie, nikt nie mógł w to uwierzyć.
Ten moment próby Sabalenka przetrwała, wychodząc na 2:1. Ale to, na co ona pracowała w pocie czoła, Rybakina robiła w okamgnieniu, gdy zaczął działać jej potężny serwis. Obrończyni tytułu mogła czerpać siłę z owacji, na które pracowała walką o każdą piłkę, by przejść przez gema na 3:2.

Może zadziałało? Sabalenka już prawie nie trafiła punktów przy swoim podaniu (jeden w trzech gemach), obejmując prowadzenie 5:4. Przewaga wynikająca z kolejności okazała się ogromna – Rybakina znów miała trudny moment, a gdy Sabalenka zdołała przebić niemal idealny serwis, miała w końcu dwa break pointy. Ruszyła do ataku i… w obu przypadkach nie złapała piłką kortu. Jelena z typową sobie kamienną twarzą dokończyła gema.
Po 10 gemach emocje sięgały zenitu, a zawodniczki „stawały na rzęsach”, żeby nawzajem się zaskoczyć. Sabalenkę z opałów wybawił as przed domknięciem na 6:5, a gdy ona fantastycznym skrótem zwieńczyła trudną wymianę, Rybakina odpowiedziała jeszcze ostrzejszym serwisem. Doszło do równowagi, gdy Kazaszka odbiła ramą i straciła kluczowy punkt. Obrończyni ruszyła do ataku i przełamała na 7:5, potwierdzając rosnącą wiarę w triumf.
Na nic więcej Rybakina nie zamierzała pozwalać
Choć psychologicznie Sabalenka wydawała się mieć przewagę, to jej pierwszy gem w decydującej partii stał się bitwą o przetrwanie. Tymczasem o rok młodsza vis-a-vis po przerwie toaletowej wróciła, zgarnęła swojego gema na sucho i błyskawicznie returnem uzyskała dwa break pointy. Najpierw pękła rzucona przez Arynę rakieta, a moment później sama zawodniczka, wpuszczona w kolejną zabójczą wymianę na wagę przełamania.
Gdy Rybakina była o punkt od kolejnego break pointa, reakcja zeszłorocznej triumfatorki była przekonująca. Ale co z tego, gdy Rybakina nietknięta wyszła na 4:2? Rozpaczliwie szukająca powrotu Białorusinka popełniła podwójny błąd na wagę break pointa. Rybakina podkręciła presję returnem i opłaciło się – zbudowała punkt zwieńczony skutecznym ruchem do siatki.
Między punktami widać było, że obie fizycznie już cierpiały – to były dwie mordercze godziny na koniec dwóch intensywnych tygodni. A mimo to po wznowieniu gry Jelena Rybakina wciąż wyłączała ekspresję na twarzy. W grze było je widać: dwa błędy podwójne zdradzały, ile waży ten ósmy gem. Ale były też as, dwa zwycięskie forhendy i ostatni bezbłędny serwis, po którym Sabalenka cisnęła kolejną rakietą o ziemię. Nowy Jork ma nową królową!

TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł
