44-letnia tenisistka skradła show podczas turnieju WTA na Queen's Club we wtorek, wracając na kort w parze z kanadyjską nastolatką Victorią Mboko i pokonując Nicole Melichar-Martinez oraz Erin Routliffe przy pełnych trybunach.
Jej występ, pełen charakterystycznej siły, zrobił duże wrażenie, a że Wimbledon zbliża się wielkimi krokami, perspektywa powrotu na korty, gdzie zdobyła siedem tytułów wielkoszlemowych w singlu, jest bardzo kusząca.
Choć nie zdradza jeszcze, czy wróci do gry pojedynczej, jej udział w deblu byłby ogromnym wzmocnieniem dla oglądalności turnieju w telewizji, a niemal na pewno otrzymałaby dziką kartę.
"Jak mówiłam ostatnio, podchodzę do tego z dnia na dzień. Mam jeszcze trochę czasu na decyzję, a organizatorzy są bardzo wyrozumiali i dają mi przestrzeń oraz czas, by się zastanowić" - powiedziała.
Williams została powitana na korcie gromkimi brawami, a kibice mogli podziwiać jej mocne zagrania i przypomnieć sobie o jej potężnym serwisie.
Zapytana o ocenę swojego występu, odpowiedziała: "O Boże. Jak myślisz? Może czwórka z minusem? Zestresowałam się tuż przed meczem, jakieś trzydzieści minut wcześniej, ale potem po prostu odpuściłam. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, powrót na trawę nie jest najłatwiejszy. Ogólnie było nieźle".
Jedną z motywacji do napisania kolejnego rozdziału w swojej bogatej karierze była możliwość gry przed córkami – ośmioletnią Olympią i dwuletnią Adirą, które są z nią w Londynie.
Zapytana, jak zareagowały na zwycięstwo mamy, odpowiedziała: "Adira chciała iść do sklepu z zabawkami, a Olympia była ciekawa, co będzie na kolację".
Kolejnymi rywalkami Williams i 19-letniej Mboko będą Leylah Fernandez i Laura Siegemund w ćwierćfinale, zaplanowanym na czwartek.
"Czuło się, że to było trochę poniżej naszego poziomu, ale fajnie wiedzieć, że mamy jeszcze tyle miejsca na poprawę" - przyznała dziewiąta rakieta świata Mboko. "Ogólnie rzecz biorąc, powiedziałabym, że było całkiem dobrze".
