Za Magdą Linette (65. WTA) i Leylah Fernandez (25. WTA) już cztery bezpośrednie starcia (wliczając BJK Cup), jednak po raz ostatni spotykały się przed trzema laty. Dlatego bilans 1-3 na niekorzyść Polki nie był dobrym prognostykiem, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich pierwsze w tourze starcie na twardej nawierzchni.
Set otwarcia uciekł (zbyt) szybko
Dla obu sezon 2026 nie należy do udanych i tym większe nadzieje Kanadyjka wiąże z Waszyngtonem, gdzie broni tytułu i dużej puli punktów. Widać to było w jej czujnej grze z returnu. Efektownym bekhendem po linii wywalczyła break pointa w pierwszym gemie i choć serwis Poznanianki oddalił zagrożenie, to wkrótce pojawiła się kolejna okazja. Nieudany smecz zniweczył świetnie prowadzoną wymianę i dał Kanadyjce przewagę.
Szybko przyszła okazja do rewanżu, jednak nawet rozkojarzona Leylah pozbierała się od 15:40. Obroniła podanie pewną ręką, a następnie przeniosła presję na stronę Polki. Ugrała przełamanie i długą piłką pod nogi Linette wymusiła zbyt długi bekhend.
Było już 0:4 i nie widać było szans na powrót do gry – 23-latka dominowała i nie oddawała inicjatywy. Dopiero w piątym gemie Poznanianka otworzyła wynik, ale nie był to sygnał o powrocie Linette. Pewnie wyszła na 5:1, docisnęła Polkę w jej gemie i błąd podwójny zamknął partię.
Odrobiona strata nie odmieniła losu
Jeśli w pierwszym secie Magda miała za mało opcji zagrożenia rywalce, to drugi zaczął się jeszcze trudniej. Pierwszy raz wzięła gema na sucho, a gdy naszej zawodniczce zadrżała ręka przy punkcie na wagę remisu, Leylah skorzystała z okazji: wywalczyła break pointa i doczekała się kolejnego błędu Polki.
Zbyt wiele własnych pomyłek przy dyscyplinie rywalki oznaczało, że mecz nieuchronnie zmierzał do wygranej Fernandez. Potwierdziła to gemem na 3:0 i choć 34-latka tym razem zanotowała pierwsze obronione podanie nieco wcześniej, nie widać było po niej determinacji, by odmienić losy meczu. Dodatkowym utrapieniem była gra z ciałem obcym w prawym oku, które wyraźnie nie dawało spokoju przez większość meczu.
Leylah grała bez presji, ewentualne błędy mogła sobie „wrzucić w koszty”, a to pozwalało na sporą dozę ryzyka. Szybko uciekła na 4:1, polegając i na serwisie, i na świetnych zmianach kierunków. Gdy Linette obroniła podanie po raz drugi w secie, Kanadyjka była niewzruszona, znów na sucho wzięła gema na 5:2.
W końcu solidnego gema wzięła też Polka, choć wydawało się, że na 3:5 Leylah nieco odpuściła. Być może, jednak w ostatniej chwili ciężar piłek był dla Kanadyjki zbyt duży – minięciem Linette wywalczyła szansę na przełamanie, w końcu ją wykorzystując. Losu jednak nie odmieniła: potężny wolej dał punkt Kanadyjce, a dwa kolejne błędy Polki oznaczały 0:40 na mecz. W ciekawej wymianie siatka chwyciła forhend Linette, zamykając mecz.
To już trzecia z rzędu porażka Magdy Linette w pierwszej rundzie dużego turnieju. O ile na trawie Wimbledonu z przyjemnością można było śledzić jej walkę z Mirrą Andriejewą, o tyle Ateny i Waszyngton trzeba spisać na straty nie tyle przez trudne losowanie, co przez słabszą dyspozycję Polki.

