Pierwszy mecz Igi Świątek (3. WTA) w Rzymie był daleki od ideału i forma Polki była bacznie obserwowana. Elisabetta Cocciaretto (41. WTA) zaczynała niedzielny mecz z zupełnie innej pozycji – odprawiła rozstawioną Emmę Navarro i bez presji mogła grać z faworytką.
Sprawdź szczegóły meczu Cocciaretto - Świątek w Rzymie
Włoszka mogła liczyć na wsparcie rzymskich kortów, jednak widać było po niej, że na początku meczu była bardzo spięta. Zdobyła tylko punkt w swoim pierwszym gemie, pozwalając na szybką przewagę 3:0 po stronie Polki. Dopiero w czwartym gemie doczekaliśmy się długiej wymiany oddającej potencjał Elisabetty. Zmieniała kierunki i tempo, miała nawet 40:15, a i tak z kłopotami otworzyła swój dorobek.
Później oglądaliśmy już zdecydowaną przewagę Polki, która dziś grała przede wszystkim spokojnie – bez nadmiernej siły, bez pośpiechu, na chłodno. Błyskawicznie wywalczyła dwie piłki setowe i już pierwszą wykorzystała asem.
25-latka z Ancony na starcie drugiej partii ponownie nie mogła znaleźć rytmu. Straciła nawet punkt za błąd stóp, a wkrótce również swojego gema. Dopiero przy stanie 0:2 spokojnie prowadziła 30:0, lecz wtedy przerwa na deszcz ponownie ją rozbiła i straciła gema.
Świątek była już kompletnie wyluzowana, jakby karmiła się nerwami rywalki. Niezagrożona broniła podania i po trzecim wykorzystanym break poincie w drugiej odsłonie miała na tablicy 5:0. Szóstego gema zaczęła pięknym asem, ale nieoczekiwanie Cocciaretto obroniła trzy piłki setowe, ku uciesze publiczności.
Grająca już bez żadnej presji Włoszka wywalczyła nawet break point, po błędzie Polki miała jeszcze jeden, potem kolejny i kolejny. Zamknięcie meczu okazało się pierwszym dużym ciężarem dla faworytki z Raszyna. Jej nerwy w końcu były wystawione na próbę, ale nieudany skrót Elisabetty oznaczał czwarty meczbol, który Świątek wykorzystała drugim podaniem. Mimo walki na finiszu, faworytka wyrobiła się w niewiele ponad godzinę.

