Dimitrov pokonał rozstawionego z numerem 15 Mensika 7:6(5), 4:6, 7:5, 6:3 na korcie numer jeden, odpędzając demony bolesnego pożegnania z turniejem sprzed roku.
35-latek świętował swoje odkupienie z taką radością i niedowierzaniem, że publiczność nagrodziła go owacją na stojąco.
Dimitrov zagra o awans do 1/8 finału z byłym finalistą Wimbledonu Matteo Berrettinim, ale niezależnie od tego, jak długo potrwa jego przygoda w londyńskim Szlemie na trawie, wreszcie pozbył się gorzkiego smaku po zeszłorocznej porażce z Jannikiem Sinnerem.
Bułgar musiał wycofać się z powodu kontuzji, będąc o krok od sensacyjnego zwycięstwa nad Sinnerem, po tym jak prowadził z Włochem 2:0 w setach w czwartej rundzie.
"Jestem bardzo wzruszony i trochę przytłoczony w tej chwili" – powiedział Dimitrov, po czym na chwilę przerwał wywiad na korcie, gdy popłynęły łzy.
"Chciałem po prostu wyjść na kort i walczyć, to był mój cel. Nawet nie myślałem o wygranej czy porażce. Dziękuję mojemu zespołowi, przyjaciołom, rodzinie i dziewczynie, wszystkim, którzy byli ze mną na tej drodze. Droga tutaj była bardzo trudna. Chodziło o to, by pokonać samego siebie i grać w tenisa tak, jak dziś, niezależnie od wyniku".
Zanim kontuzja wyeliminowała go w meczu z Sinnerem, Dimitrov prezentował jedną z najlepszych dyspozycji w karierze, która obiecywała wiele, ale zbyt rzadko przynosiła sukcesy w najważniejszych momentach.
Gdy był już o krok od zwycięstwa, które mogło odmienić jego życie, Dimitrov doznał urazu prawego mięśnia piersiowego podczas serwowania asa.
"Pozostaje tylko się uśmiechnąć"
Pozostał na korcie na czas leczenia, po czym na chwilę zniknął w tunelu, by ostatecznie wycofać się z meczu ze łzami w oczach.
Był to czwarty z rzędu turniej wielkoszlemowy, z którego Dimitrov musiał się wycofać w trakcie meczu, a na korty ATP nie wrócił przez kilka miesięcy.
Psychiczne rany Dimitrova goiły się dłużej niż fizyczna kontuzja, której doznał tamtej nocy w starciu z Sinnerem.
Stracił formę i gdy w zeszłym tygodniu wrócił na Wimbledon, by trenować przed turniejem, jego ranking spadł do zaledwie 146. miejsca.
Były numer trzy światowego rankingu, który w 2017 roku wygrał prestiżowy ATP Tour Finals, nigdy nie dotarł do finału turnieju wielkoszlemowego.
Przełomowy występ w Szlemie pozwolił mu dotrzeć do półfinału Wimbledonu w 2014 roku, gdzie przegrał z późniejszym triumfatorem Novakiem Djokoviciem.
To była dla Dimitrova znajoma historia – wieczny drugi – bo Sinner również sięgnął po tytuł na Wimbledonie rok temu, po tym jak przetrwał starcie z Bułgarem.
Dimitrov przegrywał także w półfinałach Australian Open 2017 i US Open 2019.
Dzięki dzikiej karcie przyznanej przez organizatorów Wimbledonu w tym roku, Dimitrov wykorzystał swoją szansę.
Po tym, jak w emocjonującym meczu powstrzymał ambitnego Mensika, Dimitrov przyznał, że odczuł ulgę, unikając kolejnego rozczarowania na Wimbledonie.
"Tak, rzeczywiście. Straciłem serwis już w pierwszym gemie czwartego seta, więc nie był to najlepszy początek. Spoglądałem w górę cztery lub pięć razy, mając nadzieję, że skończę mecz, zanim zdecydują się zamknąć dach" – powiedział.
"To było niemal jak deja vu, ale pozostaje tylko się uśmiechnąć. To, co było, zostaje w przeszłości, a ja muszę przyjąć to, co nadejdzie – czy będzie dobre, czy złe".
