Mimo że Ruud jest tuż za pierwszą dziesiątką rankingu, a Hurkacz jest obecnie bliski wypadnięcia z jego pierwszej setki, to jednak Wrocławianin był uznawany za faworyta tego spotkania. Wszystko przez to, że trawa jest ulubioną nawierzchnią Polaka, a dominujący w grze na kortach ziemnych Norweg czuje się w grze na trawie po prostu źle. I to wszystko miało odzwierciedlenie na korcie.
Już w pierwszych gemach serwisowych Ruud miał spore problemy i musiał bronić break pointów, aczkolwiek robił to z powodzeniem i utrzymywał remisowy wynik. Remisowy, bo przy serwisie Polaka nie miał nic do powiedzenia. Oczywiście serwis jest bardzo mocną bronią tenisistów na kortach trawiastych, przez co Hurkacz regularnie posyłał asy oraz wygrywające serwisy, z którymi Ruud nie mógł sobie poradzić.
Do najważniejszego momentu pierwszego seta doszło w siódmym gemie przy serwisie Norwega. Hurkacz zagrał wówczas bardzo pewnie, biegał do siatki i zagrywał smecze, które po odbiciu od kortu lądowały na trybunach. Świetnie radził sobie też w grze wolejem, kontrolował każdą piłkę, a nawet gdy Ruud zdołał go przelobować, to dobiegł do piłki zagrał mijającego winnera. Popis gry Polaka skutkował przełamaniem, które miało decydujący wpływ na losy seta. Hurkacz wygrał swoje gemy serwisowe i mieliśmy 1:0.
Drugi set był zdecydowanie bardziej zdominowany przez Hurkacza. Już w pierwszym gemie przełamał on rywala i pewnie wygrywał swoje gemy serwisowe. Co więcej, po Ruudzie nawet nie było widać żadnej frustracji, ponieważ chyba był pogodzony z losem. Przed Wimbledonem nie grał żadnego turnieju na trawie, a do Londynu co roku przyjeżdża raczej bardziej z obowiązku, bez wielkich oczekiwań.
Polak oczywiście nie tracił koncentracji i starał się znajdować odpowiedź na każde zagranie Ruuda, któremu nie można było odmówić chęci, ale był dziś po prostu skazany na porażkę. Po pewnym wygrywaniu swoich gemów serwisowych Polak ponownie przełamał rywala w siódmym gemie, a po chwili zakończył seta asem serwisowym.
Trzeci set był niespodziewanie wyrównany, ponieważ Ruud prawdopodobnie wyciągnął pierwsze wnioski ze swoich dwóch pierwszych setów na trawie w tym sezonie i stał się trudniejszym rywalem. Hurkacz z kolei także grał mniej efektownie niż w pierwszych partiach, gdy prezentował swój bardzo wysoki poziom i nie bał się trudnych rozwiązań.
W efekcie do siódmego gema nie mieliśmy nawet żadnych break pointów. Potem pojawiły się pierwsze z nich, ale nie zostały wykorzystane. Prawdziwe emocje zaczęły się w jedenastym gemie. Wóczas Ruud wpadł w wynik 0-40 i wydawało się, że zaraz będziemy świadkami końca meczu. Norweg za pomocą odważnych serwisów doprowadził do równowagi, ale potem i tak dał się przełamać na przewagi.
Potem jednak Hurkacz wybrał sobie najgorszy możliwy moment meczu na kryzys na linii serwisowej, bo gdy serwował po wygranie meczu, pierwszy raz dał się przełamać i doszło do tie breaka. W nim na szybkie prowadzenie z przełamaniem wyszedł Ruud, ale potem Hurkacz doczekał się swoich piłek meczowych. Co prawda pośród nich znalazł się też setbol dla Norwega, ale finalnie panowie zagrali trzy sety i wszystkie wygrał Wrocławianin.
