Mimo ogromnych wydatków latem, Spurs nie rozpoczęli sezonu zgodnie z planem, ale od początku starali się szybko naprawić błędy w starciu z Evertonem. Nie minęło nawet pięć minut, a już zmarnowali pierwszą dogodną okazję. Były zawodnik Liverpoolu Andy Robertson, przyjęty przez kibiców gości bez entuzjazmu, idealnie dośrodkował z rzutu wolnego na dalszy słupek do Jana Paula van Hecke, ale ten posłał piłkę wysoko nad bramką.
Poza tą sytuacją, pierwsze pół godziny było w zasadzie pozbawione emocji – oba zespoły miały problem z przejęciem inicjatywy na dłużej. Robertson i Sandro Tonali mieli jeszcze przed przerwą półsytuacje, ale nie przyniosły one żadnego efektu. To dobrze oddaje obraz pierwszej połowy, w której żadna z drużyn nie oddała celnego strzału aż do doliczonego czasu gry, kiedy to rzut wolny Jamesa Garnera został sparowany na rzut rożny przez Antonína Kinskiego.

Piłkarze Roberto De Zerbiego zdołali sprawdzić Jordana Pickforda już dwie minuty po przerwie, gdy Mateus Fernandes lekko uderzył piłkę w ręce angielskiego bramkarza, co wywołało ironiczne brawa wśród kibiców Spurs. Już i tak napięta atmosfera na Tottenham Hotspur Stadium mogła się jeszcze pogorszyć, gdy po rzucie rożnym Evertonu piłka spadła idealnie pod nogi Tyrique’a George’a, ale blok Rodrigo Bentancura uratował remis.
Jeszcze lepszą okazję mieli podopieczni Davida Moyesa w połowie drugiej części gry, gdy Spurs sami sprokurowali sobie kłopoty. Niecelne podanie Kinskiego przejął Kiernan Dewsbury-Hall, ale bramkarz Spurs zrehabilitował się, broniąc strzał i ratując swój zespół przed utratą gola.
Najlepsze okazje trafiały się Evertonowi, a były zawodnik Spurs Brennan Johnson zmarnował kolejną, uderzając niecelnie po podaniu Dewsbury-Halla, który znalazł go niepilnowanego na skraju pola karnego.
Spurs próbowali jeszcze zdobyć zwycięskiego gola w końcówce i byli blisko, gdy strzał Lucasa Bergvalla został wybity przez Pickforda na rzut rożny, ale ostatecznie znów nie zdołali trafić do siatki. To oznacza, że po raz pierwszy w historii rozpoczęli sezon ligowy od czterech kolejnych meczów bez gola.
Everton natomiast pozostaje niepokonany w tym sezonie PL, choć z pewnością będzie chciał wkrótce zamienić remisy na zwycięstwa.

