Na stadionie Hill Dickinson unosiła się atmosfera napięcia po rozczarowującym zakończeniu okna transferowego dla Evertonu, a szybki początek United mógł jeszcze bardziej popsuć nastroje.
Szaleńczy rajd Luke'a Shawa lewą stroną zakończył się dośrodkowaniem, które trafiło do Bryana Mbeumo na dalszym słupku, a jego zgranie głową zostało z woleja skierowane przez Bruno Fernandesa w poprzeczkę.
To United prowadził grę w pierwszej połowie, ale okazje przychodziły i odchodziły, a Matheus Cunha zmarnował kolejną świetną szansę, gdy po podaniu Marcusa Rashforda posłał piłkę wysoko nad bramką.
W obliczu ostrej krytyki letnich transferów w ataku, kibice Evertonu mogli czuć się potwierdzeni w swoim rozczarowaniu po pierwszych czterdziestu minutach, w których ich drużyna nie oddała ani jednego celnego strzału i uzbierała xG na poziomie zaledwie 0,01.
Coś jednak tchnęło w nich życie w ostatnich pięciu minutach tej połowy i stworzyli znakomitą okazję do objęcia prowadzenia, gdy Thierno Barry wymknął się za plecy Harry'ego Maguire'a i głową posłał piłkę po świetnym dośrodkowaniu Merlina Röhla tuż nad poprzeczką.
Toffees musieli żałować tej niewykorzystanej szansy już 61 sekund po wznowieniu gry, gdy indywidualna akcja Mbeumo pozwoliła mu zejść z prawej strony, minąć dwóch rywali i precyzyjnym strzałem z 18 metrów umieścić piłkę w dolnym rogu bramki.
Ten gol wyraźnie pobudził Everton, który dwukrotnie był bliski wyrównania przed upływem godziny gry – najpierw po strzale Brennana Johnsona, który po rykoszecie minimalnie minął poprzeczkę, a następnie po zablokowaniu przez Shawa strzału Barry'ego w ostatniej chwili.
Niewykorzystane okazje mogłyby znów drogo kosztować, gdyby nie interwencja Jamesa Tarkowskiego w polu bramkowym, która uratowała Everton przed stratą gola po strzale Cunhy. Zamiast tego podopieczni Davida Moyesa w pełni wykorzystali tę szansę.
Największym zmartwieniem Evertonu był brak napastnika i pytanie, skąd padną bramki, ale Tyrique George rozwiał te obawy siedem minut przed końcem, gdy potężnym strzałem z ostrego kąta zdobył bramkę, która miała dać jego drużynie punkt.
Ich radość nie trwała jednak długo, bo nieustępliwe Czerwone Diabły dalej szukały drugiego gola i w 88. minucie dopięły swego – rezerwowy Benjamin Sesko najwyżej wyskoczył do dośrodkowania Shawa i głową skierował piłkę do siatki, mimo że Jordan Pickford zdołał jeszcze odbić piłkę ręką.
To szalone spotkanie miało jednak jeszcze jeden zwrot akcji – w ostatniej akcji meczu letni nabytek Maitland-Niles pięknym strzałem z 25 metrów pokonał bramkarza United i przedłużył serię Evertonu bez porażki.
