Drużyna Enzo Mareski w debiucie Włocha na ławce Manchesteru City zdołała utrzymywać bezbramkowy remis zaledwie przez 24 sekundy. To właśnie wówczas Arsenal zakończył pierwszą akcję spotkania golem Riccardo Calafioriego. Lewy obrońca znalazł się w polu karnym sam na sam z bramkarzem po kapitalnym podaniu Mylesa Lewisa-Skelly'ego.
Krótko przed upływem 30. minuty gry Kanonierzy podwyższyli prowadzenie. Martin Odegaard dośrodkował z prawej strony boiska, a na dalszym słupku piłkę zgrał w światło bramki Christos Tzolis, który debiutował dziś w oficjalnym meczu w nowym klubie. Zgranie Greka wykorzystał Kai Havertz, który uderzył głową w kierunku bramki, a Gianluigi Donnarumma nie poradził sobie z tym uderzeniem.
Przed przerwą Obywatele mieli swoje okazje, by chociaż zdobyć bramkę kontaktową, ale strzał Erlinga Haalanda obronił David Raya, a próbę Jeremy'ego Doku zablokował heroicznym rzuceniem się na piłkę Ben White.
Już na starcie drugiej części gry Arsenal wybił rywalom z głowy dalszą walkę. Tzolis zanotował swoją drugą asystę w debiucie, ponieważ posłał po ziemi piłkę w pole karne, a tam odebrał ją Odegaard, który nagle stanął sam na sam z bramkarzem. Norweg zabawił się z Donnarummą w dziecinny sposób - wysłał go w jeden róg, a piłkę posłał w drugi i mieliśmy już 3:0.
Taki wynik spowodował kilka zmian w składach, a Maresca szybko zdjął z boiska Haalanda. Po części taką decyzję można interpretować jako wywieszenie białej flagi.
Do końca spotkania zabrakło już stuprocentowych okazji, a obie strony były pogodzone z wynikiem. Kanonierzy zaczynają więc sezon bardzo pewnie i już mają co włożyć do klubowej gabloty, a Manchester City zalicza dość bolesny falstart pod wodzą Mareski.
