Trzy punkty w tabeli na żywo gospodarze mogli sobie dopisywać już od siódmej minuty, po bramce Ezriego Konsy. Można powiedzieć, że był to dość typowy gol dla Arsenalu, zwłaszcza w poprzednim sezonie - zamieszanie w polu bramkowym po rzucie rożnym i uderzenie z najbliższej odległości w tłoku zawodników obu drużyn.
Arsenal próbował jeszcze przed przerwą podwyższyć prowadzenie, ale podopiecznym Mikela Artety brakowało albo odwagi do podjęcia decyzji o strzale, albo skuteczności, gdy już na takie próby się decydowali.
Po przerwie wciąż to Kanonierzy dyktowali tempo gry i pojawiali się pod bramką Jordana Pickforda, a Everton tak naprawdę w żaden sposób nie potrafił się zrewanżować zagrożeniem pod bramką Davida Rayi.
Wreszcie w 68. minucie Ben White miękko dośrodkował na głowę Gabriela, a Brazylijczy otworzył swoje konto bramkowe w tym sezonie, podwyższając prowadzenie na 2:0. Od tego momentu wszyscy na Emirates Stadium wiedzieli, że wynik jest po prostu bezpieczny.
W efekcie Arsenal i Manchester City mają po 21 punktów po ośmiu kolejkach na czele ligowej tabeli, ale to Obywatele prowadzą z uwagi na lepszy bilans bramkowy.
