Dla Holendrów stawką był pierwszy w historii awans do głównej fazy LM, więc kibice na stadionie Goffert byli mocno podekscytowani. Gospodarze mieli przewagę w posiadaniu piłki w początkowych minutach.
Sprawdź szczegóły meczu NEC Nijmegen - Bodo/Glimt
Ich nerwy nie zostały uspokojone po domniemanym zagraniu ręką przez Brayann Pereira w 11. minucie, na szczęście po analizie VAR Francois Letexier zmienił decyzję.
To był jednak tylko chwilowy oddech ulgi. Po tym jak Andreas Helmersen zmusił Gonzalo Crettaza do dobrej interwencji po dośrodkowaniu, efektowny drybling Jensa Pettera Hauge otworzył defensywę NEC, a on sam dograł do Sondre Feta, który płaskim strzałem przy bliższym słupku otworzył wynik.
Bodo nie przestawało atakować, a po tym jak Ole Blomberg został zatrzymany przez czujnego Crettaza, w końcu miał swój udział przy golu – choć nie do końca zamierzony – gdy Tobias Storm pociągnął go za koszulkę w polu karnym. Nie było wątpliwości, że to rzut karny, a Helmersen pewnie wykorzystał jedenastkę, uderzając środkiem bramki, podczas gdy Crettaz rzucił się w lewo.
To był dobry znak dla gości, bo Helmersen wygrywał z Bodo wszystkie 11 meczów, w których strzelał gola, w tym zdobył decydującą bramkę w 117. minucie przeciwko Union Saint-Gilloise w poprzedniej rundzie.
W przerwie żaden z trenerów nie zdecydował się na zmiany, a Bodo praktycznie rozstrzygnęło losy meczu – i chyba całego dwumeczu – już na początku drugiej połowy. Haitam Aleesami przeskoczył Pereirę po ostrym dośrodkowaniu z rzutu rożnego autorstwa Patricka Berga i głową skierował piłkę do siatki przy dalszym słupku, nie dając szans Crettazowi.
Przy wyniku 3:0 trudno było sobie wyobrazić, by NEC mogło jeszcze wrócić do gry, a kolejne zmiany w składzie gospodarzy wyglądały raczej na przypadkowe. Helmersen z Bodo powinien był podwyższyć prowadzenie po strzale głową na dalszym słupku, ale Darko Nejasmić wybił piłkę bardziej fartownie niż dzięki ustawieniu.
Trzeba jednak oddać gospodarzom, że Tjaronn Chery był bliski zdobycia bramki kontaktowej dla NEC, zmuszając Nikitę Hajkina do efektownej interwencji po strzale z dystansu, gdy holenderski zespół zaczął wywierać coraz większą presję. Ostatecznie gospodarze zdobyli honorowego gola: Dusan Tadić przedłużył piłkę głową, a Clement Bischoff zamknął akcję na dalszym słupku po rzadkim kontrataku NEC.
Był jeszcze nerwowy moment, gdy gospodarze trafili w słupek po strzale głową, ale Bodo utrzymało dwubramkową przewagę. Żaden norweski klub nie wygrał dotąd wyjazdowego meczu barażowego o fazę grupową LM w siedmiu próbach, a Bodo przegrało trzy z nich. Nie dziwi więc, że to właśnie Arktyczni wojownicy – pogromcy finalistów 2023 roku, Manchesteru City i Interu w poprzednim sezonie – przełamali tę klątwę.
Ich duch outsidera wydaje się jeszcze silniejszy niż przed rokiem, a NEC może uratować już tylko cud, bo przed rewanżem w Arktyce muszą dokonać czegoś, czego nie udało się osiągnąć najlepszym drużynom Europy w tym roku.
