Po przegranym trzecim secie Hurkacz pierwszy raz poprosił o pomoc fizjoterapeutę. Wówczas masował dolną część jego pleców. W czwartej partii pojawiły się problemy z prawą stroną brzucha. Ponownie poprosił o przerwę medyczną, a później przy zmianie stron wzywał na krótko fizjoterapeutę.
"Dalsza gra nie była możliwa, ale liczę, że to nic poważnego. Potrzeba chwilę, aby to zdiagnozować i później obrać terapię" - powiedział Hurkacz.
"Cały czas dolegliwość się nasilała. Nie było szans, żebym grał, bo czułem się coraz gorzej. Liczyłem, że może coś się zmieni, ale później nie było już sensu" - dodał.
29-letni Wrocławianin nie mógł serwować z pełną siłą, miał wyraźne problemy ze skrętem ciała. Długo jednak się nie poddawał. W czwartym secie ugrał pięć gemów. W piątym, gdy przegrywał 2:4, poddał mecz.
"Zawsze staram się walczyć na maksa, tyle ile mogę, aby dać sobie jak największe szanse" - powiedział o motywacji stojącej za walką z bólem.
Hurkacz zdradził, że naciągnięcie mięśni zdarzało się już wcześniej. Tym razem pechowo w trakcie meczu przy "jednym z ruchów”.
Drugi raz występ Hurkacz w Londynie kończy uraz. Dwa lata temu doznał na tym samym korcie kontuzji kolana, która ciągnęła się za nim później półtora roku. Choć najpierw dość szybko wrócił do gry, to tuż przed ubiegłorocznym Wimbledonem postanowił poddać się operacji. Regularnie grał od stycznia, zajmuje 96. miejsce w rankingu. W kolejnym notowaniu wskoczy do siódmej dziesiątki.
Na otwarcie obecnej edycji wygrał z rozstawionym z numerem 11. Norwegiem Casperem Ruudem 6:4, 6:2, 7:6 (9-7), następnie z Austriakiem Sebastianem Ofnerem 7:6 (10-8), 6:4, 6:4 i rozstawionym z numerem 21. Tommym Paulem 4:6, 7:6 (7-5), 7:5, 6:2. Amerykanina pokonał w piątek na tym samym korcie.
"Oczywiście, że to dla mnie trudna sytuacja. Staram się dawać z siebie wszystko i wydaje mi się, że grałem tu całkiem dobrze. To po prostu nie był mój dzień" - podsumował.
