Kiełbasińska: "swoje w tym sezonie przepłakałam, robię krok w tył z myślą o Paryżu"

Reklama
Reklama
Reklama
Więcej
Reklama
Reklama
Reklama

Kiełbasińska: "swoje w tym sezonie przepłakałam, robię krok w tył z myślą o Paryżu"

Kiełbasińska: "swoje w tym sezonie przepłakałam, robię krok w tył z myślą o Paryżu"
Kiełbasińska: "swoje w tym sezonie przepłakałam, robię krok w tył z myślą o Paryżu"PAP
"Swoje już w tym sezonie przepłakałam; nie jest miło, gdy raptem traci się wiele metrów do zawodniczek, z którymi rywalizowałam na równi" - powiedziała specjalistka od 400 m, Anna Kiełbasińska. Dodała, że robi krok w tył z myślą o igrzyskach w Paryżu.

Krok w tył oznacza, że Kiełbasińska zarówno na mistrzostwach Polski, jak i na mistrzostwach świata w Budapeszcie nie będzie biegała indywidualnie na 400 m. Skupi się na tym, aby jak najlepiej pomóc sztafecie żeńskiej i mieszanej na tym dystansie, a także wystartuje na mniej obciążającym dystansie 200 m.

Decyzja jest efektem problemów, z którymi w ostatnich miesiącach zmagała się multimedalistka mistrzostw Europy z Monachium z 2022 roku. Tam zdobyła srebro w sztafetach 4x100 i 4x400 m, a także brąz indywidualnie na 400 m. W 2022 pobiegła też w finale mistrzostw świata w Eugene na 400 m, a wiosną tego roku zdobyła dwa brązowe medale halowych mistrzostw Europy w Stambule — indywidualnie na 400 m i w sztafecie 4x400 m.

"Przynęta w postaci możliwych sukcesów w Stambule zadziałała na mnie mocno i nagrzałam się jeszcze na ten start. Dociągnęłam więc kilka miesięcy po rewelacyjnym dla mnie 2022 roku. Wdarłam się w Stambule na szczyt możliwości i wysiłku, ale wróciłam z tego startu nieżywa — emocjonalnie i fizycznie" - powiedziała szczerze w rozmowie z PAP.

Później przyszło kilka tygodni wolnego oraz kolejne obozy, na które Kiełbasińska, jako profesjonalistka, pojechała i starała się robić wszystko jak wcześniej. Niestety, pojawiły się problemy zarówno z mięśniami, jak i bardzo często pojawiającymi się infekcjami.

"Uwierz mi, ja jestem osobą, która o siebie dba. Cztery czy pięć infekcji w krótkim czasie to jasny sygnał ze strony organizmu, że coś jest nie tak. Doczołgałam się do początku sezonu letniego, ale co chwilę mi coś było. Ciężko było mi jednak zrezygnować ze startów w Diamentowych Ligach i prestiżowych mityngach, bo na zaproszenia na nie pracowałam całą karierę. Mimo bardzo dobrych treningów — jak przed Monako — wyniki w nich były, jakie były" - wskazała Kiełbasińska.

Najszybciej 400 m przebiegła w sezonie letnim na początku czerwca w Huelvie, gdzie osiągnęła 51,29. To wynik słabszy od jej "życiówki" z ubiegłego roku o sekundę. W lipcu jej wyniki na 400 m to 52,29 w Szwajcarii i 52,67 na Diamentowej Lidze w Monako.

"Absolutnie nie jest to kwestia tego, że po sukcesach pojawił się lęk odnośnie możliwości ich powtórzenia. Korzystając z okazji, chcę też zdementować pewne sprawy. Ktoś po moim wywiadzie w Chorzowie napisał, że miałam depresję. Otóż nie — ja nie miałam zdiagnozowanej depresji, powiedziałam tylko, że pojawiły się gorsze dni. Nigdy nie czarowałam rzeczywistości i nie byłam zakładnikiem cukierkowego życia z Instagrama, dlatego mówię szczerze. Swoje w tym sezonie przepłakałam, uwierz mi, było tego naprawdę sporo. Trudno się jednak dziwić, gdy raptem traci się kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów do dziewczyn, z którymi rywalizowało się kilka miesięcy wcześniej na równi. Ja patrzę na to tak, że paradoksalnie był to wynik spełnienia, satysfakcji. Ja po prostu się najadłam, nażarłam tym wszystkim" - powiedziała.

Wskazała, że potrzebowała momentu tylko dla siebie, momentu, aby zgłodnieć. Przyznała, że będąc tyle lat w sporcie, aby myśleć o osiąganiu najlepszych wyników i sukcesów, musi czuć w sobie ogień, musi być na coś nakręcona, musi ją to "jarać na maksa".

"Przemęczyłam się mentalnie i fizycznie. Osiągnęłam sukces w roku po igrzyskach, które miały być finiszem mojej kariery. Ja ją przeciągnęłam i to wszystko wywołało sytuację, w której teraz jestem. Każdy z nas to przeżywa. Niektórzy są tego mniej świadomi, inni bardziej. Stąd moja decyzja o kroku w tył" - przyznała.

"Decyzja jest taka, że na mistrzostwach Polski nie będę biegała indywidualnie 400 m. Pobiegnę na mniej wyczerpującym dystansie 200 m. Oczywiście, jeżeli tylko trener widzi mnie w sztafecie, to zrobię wszystko, aby pomóc na mistrzostwach świata w Budapeszcie sztafecie żeńskiej i mieszanej. A sama wystartuję indywidualnie na 200 m. Będę zadowolona, gdy skończę te mistrzostwa na Węgrzech zdrowa. Bo ja już odpaliłam w głowie plan na Paryż. Gdy myślę o igrzyskach w przyszłym roku, to wszystko widzę w bardziej pozytywnych barwach" - dodała utytułowana biegaczka.

Pytana o świetną formę w tym sezonie koleżanki z kadry Natalii Kaczmarek przyznała, że jej zdaniem, a trochę w sporcie sporo już widziała, ona jest w tak dobrej i równej dyspozycji (49,48 w tym sezonie), że ma nawet szansę walki o medal.

"Być może paradoksalnie w tym sezonie na 400 m — indywidualnie i drużynowo — to ona ma największe szanse na sukces w Budapeszcie" - oceniła Kiełbasińska.

Jednocześnie wskazała, że w jej ocenie naturalnym jest koszt, który ponoszą za ostatnie lata zawodniczki biegające na 400 m.

"Przecież widzimy, jak jest i ile jest tych kontuzji. To nie jest tak, że kibic nas widzi w Tokio i tam są złoto i srebro, a za kilka miesięcy musi być tak samo. My zaleczamy kontuzje, zaciskamy zęby, bierzemy masę leków przeciwbólowych i lecimy dalej. Za marzeniami, za celami, za miejscami na podium. Organizm wystawia jednak później rachunek. Pewnie, że mogłabym leżeć i płakać, ale naprawdę wiele dni w tym roku już przepłakałam. W głowie uruchomiłam już tryb — Paryż 2024. To jednak nie koniec tego sezonu, ale najważniejsze jest zdrowie i ogień. Gdy pojawia się głód sukcesu, to wówczas wiem, że może być tylko lepiej. Znam jednak siebie, swoje ciało i krok w tył jest konieczny" - podsumowała Kiełbasińska.