Już na starcie dwa czerwone Ferrari, w których za kierownicami siedzili Charles Leclerc i Lewis Hamilton, wyprzedziły startującego z pole position Kimiego Antonellego. Dalszy bieg wyścigu pokazał, że Monakijczyk jechał świetne zawody i do końca wyścigu już nie oddał prowadzenia. Za jego plecami działo się jednak bardzo dużo.
Szybko okazało się jednak, że Hamilton dostał pięć sekund kary za poruszenie się w trakcie procedury startowej, a jeszcze przed odsłużeniem kary w alei serwisowej został wyprzedzony przez pędzącego Antonellego.
Później rozpoczęła się fala zjazdów do alei serwisowej większości kierowców, po niej o trzecie miejsce walczyli Verstappen, Hamilton i George Russell z Mercedesa.
Wówczas ten ostatni dostał komunikat od swojego inżyniera wyścigowego, że z jednej z opon w jego bolidzie ucieka powietrze. Była to więc fatalna dla niego wiadomość, po której musiał znowu odwiedzieć swoich mechaników i wydawało się, że wyścig ten ma już kompletnie zepsuty. Pół godziny później mijał jednak linię mety na drugiej pozycji.
Na 10 okrążeń przed końcem Antonelli miał spore problemy w swoim samochodzie i był masowo wyprzedzany przez wielu rywali oraz nie był w stanie przejeżdżać zakrętów w torze. Finalnie dokończył wyścig, ale dopiero na dziewiątej pozycji, a po wlepieniu kary od sędziów wypadł z punktów.
Na kilka okrążeń przed końcem jeszcze większy pech spotkał Verstappena, którego samochód zachował się bardzo dziwnie w szybkim zakręcie i Holender wypadł z toru i zakopał się w żwirze, kończąć rywalizację.
Bez dwóch zawodników z czołówki Russell wylądował nagle na trzeciej lokacie. Wtedy jednak sędziowie zdecydowali się wysłać na tor samochód bezpieczeństwa w konekwencji wypadku Verstappena. W Ferrari podjęto wtedy absurdalną decyzję i wezwali drugiego Hamiltona do alei serwisowej, po czym wyjechał on na tor... za Russellem. Wyścig zakończył się za samochodem bezpieczeństwa, więc Hamilton nie mógł już walczyć o odzyskanie pozycji.
