Kto miał zmierzyć się z Karolíną Muchovą (9. WTA) w finale Wimbledonu? Być może jej rodaczka Linda Nosková (12. WTA), która od pewnego czasu imponuje na trawie i niedawno triumfowała w Berlinie. Jednak Marta Kostiuk (13. WTA), niemal niepokonana przez ostatnie dwa miesiące, nie zamierzała łatwo oddać pola. Starcie dwóch mocnych charakterów – taki był scenariusz drugiego półfinału.
Czytaj także: Karolína Muchová pokonuje Coco Gauff w super tie-breaku
Nosková zbyt pewna siebie
Sprawa była prosta: obie tenisistki serwowały bardzo mocno, a ta, która pierwsza obniży poziom przy własnym podaniu, znajdzie się w tarapatach. Nie przeszkadzało to jednak w zaciętej walce, bo wiele gemów kończyło się równowagą. Obie zawodniczki prezentowały się solidnie i nie dopuszczały do break pointów…
…aż do momentu, gdy Kostiuk serwowała, by pozostać w pierwszym secie. Nosková wywarła wtedy presję, szybko wypracowała trzy break pointy i przy drugim z nich Ukrainka popełniła podwójny błąd serwisowy, oddając seta rywalce. Można było się obawiać załamania Kostiuk i rzeczywiście, przy własnym podaniu popełniła mnóstwo błędów, przegrywając gema do zera i tracąc kontakt przy 1:3. Czeszka wydawała się wtedy nie do zatrzymania.
Jednak natychmiast, z dużą dozą szczęścia (szczególnie po returnie trafionym w samą "lucarnę"), Ukrainka odrobiła stratę, a wydawało się, że losy meczu mogą się odwrócić. Nic z tego – gdy ponownie serwowała, by pozostać tym razem już w meczu, Kostiuk znów nie wytrzymała presji.
6:4, 6:4, pewnie i bez wątpliwości: Linda Nosková była lepsza i po raz pierwszy w karierze zagra w finale Wielkiego Szlema, a Wimbledon na pewno będzie miał czeską triumfatorkę!
