Choć nad krakowską Wieczystą wciąż wisi chmura niepewności, zawodnicy śmiertelnie poważnie potraktowali cel w postaci awansu do Ekstraklasy. Od pierwszych minut czwartkowego półfinału baraży naciskali na cofniętą Polonię Warszawa, która z trudem nie dała się zdominować.
Grali cios za cios... do czerwonej kartki
Gorąco mogło zrobić się po 11 minutach, wtedy Souleymane Cisse faulował na granicy pola karnego. Szczęśliwie dla niego, skończyło się na wolnym, a ostry kąt między piłką a bramką sprawił, że piłka po strzale Maigaarda pofrunęła nad bramką.
Krakowianie mieli kilka takich stałych fragmentów, ale początkowo wycofani goście po 20 minutach zanotowali akcję prawym skrzydłem, sygnalizując apetyt z kontry. Kolejna taka próba miała miejsce w 25. minucie, tyle że skończyła się fatalnie. Poloniści nie wrócili na swoją połowę tak szybko, jak zrobili to piłkarze Wieczystej. Pazdan wrzucił piłkę z prawej, a Feiertag głową pokonał Kuchtę jako pierwszy.
Takie są konsekwencje zostawienia miejsca Wieczystej, która jednak też nie upilnowała gości. Po raptem pięciu minutach było już 1:1, bowiem Zjawiński przedarł się prawą stroną i spod linii końcowej zgrał na drugi słupek. Tam nabiegał Ilkay Durmus i mocnym uderzeniem pokonał Mikułkę.
Mogło nawet być 2:1 dla Polonii, gdyby Zjawiński po rożnym w 36. minucie celniej uderzył głową. A lekcji celności udzielił moment później Lisandro Semedo, z krawędzi pola karnego schodząc do środka i rogalem pakując piłkę do siatki pod dalszym słupkiem.
Wieczysta wyglądała lepiej, tyle że znów nadziała się na atak Czarnych Koszul w 41. minucie. Durmus prawie urwał się Djermanoviciowi, lecz przed wyjściem sam na sam padł na murawę. Sędzia Przybył w pierwszej chwili puścił grę, ale przywołany przed monitor pokazał Serbowi czerwoną kartkę tuż przed przerwą.
Mimo osłabienia Wieczysta wyrwała finał
Osłabienie wymusiło zdecydowanie ostrożniejszą grę na gospodarzach, którzy musieli odpierać liczne, ale pospieszne i nieskuteczne ataki stołecznej ekipy w pierwszym kwadransie. Przetrwali ten etap, wypracowali nawet stałe fragmenty pod bramką Polonii, gdy ta dopięła swego i znalazła wyrównanie. Kluczem okazał się świeżo wprowadzony Robert Dadok, który pognał lewą flanką, zszedł pomiędzy obrońców i znalazł świetnie ustawionego Simona Skrabba. Fin nie przyjmował, zawinął tylko piłkę pod słupek bramki Wieczystej.
Remis z 67. minuty nie utrzymał się długo, bo wejście w ostatnie 20 minut było spektakularne. Najpierw Dani Vega uciekł sam z piłką, jednak mając dwóch obrońców na karku uderzył w ręce golkipera. Sekundy później Feiertag zamienił długi przerzut w jadowitą główkę, którą wybijał Kuchta. W 74. minucie Austriaka znalazła z kolei piłka wrzucana z drugiej flanki, wygrał z Janasikiem i w trudnej pozycji imponująco wpakował piłkę nad bramkarzem Polonii!
Czas zaczął uciekać Warszawiakom, a mecz do dogrywki mógł posłać Nikita Wasin sekundy po wejściu na boisko. Budnicki wycofał do niego przed pole karne, kierunek wybrał dobrze, tyle że brakło precyzji w uderzeniu, które wyszło obok słupka. Sam Budnicki moment później główkował i sprawił problemy Mikułce. Tą samą bronią po rzucie rożnym Budnicki posłał piłkę nad poprzeczką w 87. minucie.
Jakby tego było mało - w 89. minucie Dzięgielewski mógłby skarcić Polonię - nie tylko spalił, ale pozwolił wygarnąć strzał sprzed bramki obrońcy. Ogromne emocje przeniosły się na czas doliczony, gdy Dadok był o centymetry od znalezienia okienka i remisu. Ale nie znalazł - nawet rzut wolny w 90+4. minucie z Kuchtą w polu karnym nic nie dał.
To Wieczysta w niedzielę zagra w finale z Chrobrym Głogów, podejmując przyjezdnych również na stadionie przy Reymonta. Przypomnijmy, że Chrobry w pierwszym czwartkowym meczu pokonał ŁKS po rzutach karnych.

