W ostatnim meczu 5. kolejki Betclic 1. Ligi Stal podejmowała przy Hetmańskiej Ruch Chorzów. Żadna z drużyn nie rozpoczęła sezonu udanie i poniedziałkowy wieczór miał przynieść bardzo cenne punkty.
Zdecydowanie lepiej zaczęli goście, wyprowadzając groźne ataki parokrotnie w pierwszym kwadransie, zresztą pierwszy jeszcze przed upływem minuty. Na poważne zagrożenie ze strony Stali czekaliśmy do 23. minuty, gdy Wrąbel ratował Ruch po wślizgu Szymona Salamona.
Poziom emocji wzrósł w 30. minucie, gdy Shuma Nagamatsu huknął pod poprzeczkę. Piłka odbiła się od niej, potem od linii bramkowej i wróciła do gry – Japończyk nie mógł uwierzyć. Ale nie poddał się i kilka minut później jego zablokowane uderzenie dało Ruchowi rzut karny.
Do egzekucji podszedł kapitan Szymon Szymański i nie dał rady pokonać Swiatosława Waniwskiego, który wyczuł miejsce strzału, niezbyt zresztą dobrego. Tyle że golkiper wyszedł przed linię i VAR nakazał powtórkę. Tym razem obaj wybrali te same kierunki, lecz strzelec uderzył bezbłędnie, tuż przy słupku.
Prowadzenie objęte tuż przed przerwą zmusiło Stal do walki o uratowanie choćby punktu. Blisko wydawał się Sean Goss tuż przed upływem godziny, gdy huknął pod poprzeczkę, tyle że za blisko Wrąbela.
To był jedyny celny strzał miejscowych na siedem prób po zmianie stron, a i tak równie dużo zagrożenia stworzyli „Niebiescy” w 76. minucie. Szczepan wchodził do uderzenia z pierwszej, ale Waniwski zatrzymał akcję. Końcówka dostarczyła emocji z gatunku MMA, dostarczając sześciu kartek, w tym czerwonej Marcina Listkowskiego.
Dla Ruchu najskromniejsza z możliwych wygranych oznacza skok na 10. miejsce, tymczasem Rzeszowianie coraz mocniej grzęzną na dnie ligowej tabeli. Po pięciu meczach mają wciąż tylko dwa punkty i pozostają jedną z dwóch drużyn bez żadnego zwycięstwa.

