W tym meczu Wiśle wystarczyłby punkt, by fetować powrót do Ekstraklasy po czterech długich latach. Chrobry jest rywalem, który potrafi stanąć ością w gardle większym rywalom, jednak gospodarze przy komplecie publiczności rozpoczęli z przytupem. W 2. minucie Julius Ertlthaler został zablokowanym, a Mario Bozić huknął nad bramką.
Sorawdź szczegóły meczu Wisła Kraków - Chrobry Głogów
Gospodarze przeważali i po strzale Kacpra Dudy z 12. minuty rykoszet od obrońcy wypchnął piłkę tuż za poprzeczkę bramki gości. Raptem trzy minuty później swoją okazję otrzymał z kolei Julian Lelieveld, gdy miękkim przerzutem znalazł do Frederico Duarte. Holender wbiegł w wolną przestrzeń i huknął pod poprzeczkę, dając prowadzenie Wiśle.
Chrobry konsekwentnie grał wysoko, co chwilami wprawiało w nerwy wiślacką defensywę, ale ostatecznie nie przynosiło poważnego zagrożenia. Za to otwierało możliwość wyprowadzenia własnego ciosu. Tak było w 18. minucie, kiedy Duarte powinien do asysty dołożyć gola. Jego uderzenie przy bliższym słupku zdusił Dawid Arndt.
Biała Gwiazda nie ustawała w wysiłkach i w 31. minucie oglądaliśmy efektowną – choć niecelną – przewrotkę Jordiego Sancheza. Jeszcze pod koniec pierwszej połowy miejscowi próbowali podwoić prowadzenie, lecz ta sztuka się nie udała. Za to po powrocie z szatni Krakowianie bardzo szybko zwiększyli przewagę. W 48. minucie Duda oskrzydlał atak z lewej, zgrał w pole karne do Bozicia, a ten precyzyjnie po ziemi minął Arndta.
Chrobry nie miał wiele do powiedzenia, choć parę kontr zasiało niepokój w szeregach obronnych. Choćby w 58. minucie Laskowski mógł zdecydowanie lepiej kończyć swój efektowny rajd. Jeszcze lepszą okazję miał Bozić w 68. minucie. Jego przy bliższym słupku zatrzymał Arndt. 10 minut później trybuny eksplodowały, gdy Kuziemka posłał piłkę prawą flanką, a Duarte finalizował strzałem tak mocnym, że wszedł mimo obrony Arndta. Tyle że Portugalczyk spalił i wynik nie drgnął.
Jakby nie mieli innego trybu, gospodarze napierali do samego końca w poszukiwaniu kolejnej bramki. Przy huraganowyym dopingu gospodarze weszli w doliczony czas, w którym Kuziemka był o włos od gola, zatrzymany wybiciem przez Arndta. Moment później wybrzmiał gwizdek, a z nim ryk szczęśliwych trybun: jeszcze nie ma gwarancji pierwszego miejsca, ale awansu Wiśle nikt nie zabierze.
