Nawet po doliczeniu walkowera nad GKS-em Jastrzębie, rzeszowska Resovia wisi tylko trzy punkty nad strefą spadkową w Betclic 2. Lidze. Co prawda formalnie czwarty szczebel to wciąż rozgrywki centralne, ale Rzeszowianie znajdują się na granicy lig regionalnych, z których trudno wrócić do głównych rozgrywek.
W tej niezbyt wygodnej pozycji drużynę przejmuje Kamil Kuzera. 43-letni trener we wtorek podpisał umowę z Resovią, której celem jest przetrwanie bardzo trudnego okresu bez własnego stadionu. Na rodzime tereny przy Wyspiańskiego wróci dopiero w drugiej połowie sezonu 2026/27, gdy ma zostać otwarty nowy stadion.

W której lidze? To zależy od sześciu najbliższych spotkań. Pierwsze trzy domowe Resovia rozegra przeciwko nominalnie słabszym rywalom, podejmując kolejno ŁKS II (24 kwietnia), KKS Kalisz (1 maja) i Stal Stalową Wolę (15 maja). Czwartym rywalem w Rzeszowie będzie Podbeskidzie (23 maja). Wyjazdy? Tylko trudne – odpowiednio do Skierniewic (10 maja) i Poznania (30 maja), gdzie walczą o awans do Betclic 1. Ligi.
Można zrozumieć, dlaczego uznawany za "charakternego" Kamil Kuzera został uznany za trenera, który wyciśnie z tego kalendarza utrzymanie dla "Sovii". Z jednej strony potrafi wypalić z grubej rury, ale z drugiej – umiał też budować w drużynie energię i entuzjazm, co pod koniec ligowej wiosny może być na wagę złota.
Tylko czy Kuzera sprawdzi się w Resovii? Klub nie zdecydował się na podanie długości kontraktu z 43-latkiem, który mimo licencji UEFA Pro nie objął żadnego klubu od rozstania z Koroną Kielce. W świętokrzyskim zespole najpierw zbudował nazwisko jako piłkarz, później asystent i tymczasowy trener, a w końcu pierwszy szkoleniowiec. To pierwszy ważny test poza "matecznikiem".
