Przed tygodniem Aston Villa zrobiła ogromny krok do półfinału dzięki zwycięstwu 3:1 na Stadio Renato Dall’Ara w Bolonii. Przyjezdni musieliby na Villa Park ruszyć odważnie do ataku, a to kompletnie nie pasuje do obecnej charakterystyki i ofensywnego potencjału Bologny.
Sprawdź szczegóły meczu Aston Villa – Bologna
Szybkie rozgrywanie gospodarzy dawało im optyczną przewagę od początku spotkania, a na tablicy wyników efekty pojawiły się tuż po kwadransie. Wtedy Ollie Watkins wykańczał atak po dograniu Morgana Rogersa z lewej flanki. To był setny gol zawodnika w barwach Aston Villi.
Otwarcie wyniku przyszło łatwo i bez zagrożenia ze strony gości, a chwilę później mecz ułożył się jeszcze lepiej. Po sygnalizacji zagrania ręką Martina Vitika w polu karnym Villans dostali rzut karny. Tyle że Morgan Rogers uderzył go za słabo i Ravaglia obronił.
Bologna nie dopuściła do dobitki, ale też nie utrzymała koncentracji do końca. Moment później wrzut z autu Lucasa Digne trafił do Emiliano Buendii, a ten przekradł się w polu karnym i z ostrego kąta zmieścił piłkę tuż przy próbującym bronić bramkarzu.
Bezradni do przerwy przyjezdni musieli przyjąć jeszcze jeden cios w 39. minucie. Piłka od Emiliano Martineza w bramce dotarła do Johna McGinna, on skierował piłkę na lewo, a Rogers załadował prawie przez bramkarza. Goście obawiali się drugiego karnego do szatni, ale tym razem VAR nie dopatrzył się ręki.
W pierwszych minutach drugiej połowy Bologna z trzema zmianami w składzie prezentowała się na tyle dobrze, że wydawała się kontrolować przynajmniej bieżące wydarzenia. Ale przy wyniku 1:6 w dwumeczu musiała pokazać zdecydowanie więcej, tymczasem wkrótce i ten pozytywny aspekt uległ zatarciu.
Gospodarze bezpiecznie kontrolowali grę i Rossoblu w najlepszym razie utrzymywali się przy piłce, bez możliwości realnego zagrożenia bramkarzowi. Dopiero w 86. minucie o włos od celnego strzału był Orsolini, tyle że ofiarnie zablokował go przed bramką Lucas Digne.
Jak na ironię, moment później to gospodarze pokazali skuteczność w polu karnym i raz jeszcze wypunktowali Bolognę. Indywidualnie błysnął Esri Konsa, który z półobrotu uderzył nisko między nogami rywali, pakując piłkę na 4:0 w 89. minucie. Arbiter nawet nie doczekał do końca 90. minuty, przerwał męczarnie bezradnych Włochów przy stanie 7:1 w dwumeczu.

