Lechici w czwartek meczem w Londynie z Crystal Palace (początek o godz. 21) rozpoczną rywalizację w fazie zasadniczej Ligi Europy. Sayyadmanesh nie ukrywał, że jego zespół czeka trudne wyzwanie, ale - jak dodał - łatwych rywali w tych rozgrywkach po prostu nie ma.
"Miałem okazję obejrzeć mecz ligowy Crystal Palace z Fulham. To naprawdę mocny zespół, ale o tym wiedzieliśmy już wcześniej. To zwycięzca Ligi Konferencji, dlatego też gra teraz w Lidze Europy. I myślę, że też będzie celować w zwycięstwo w tych rozgrywkach. Na pewno rywale są groźni w fazach przejściowych, ale też będzie jeszcze dokładnie analizować ich grę i jestem przekonany, że będziemy przygotowani na 100 procent" – powiedział Irańczyk.
Mistrzowie Polski w LE zmierzą się jeszcze z Bayerem Leverkusen (dom), Sunderlandem AFC (dom), Benficą Lizbona (wyjazd), Royal Union Saint-Gilloise (wyjazd), Ferencvarosem Budapeszt (dom), SCU Torreense (dom) oraz OFI Kreta (wyjazd). Sayyadmanesh jest przekonany, że jego zespół stać na awans do kolejnej rundy.
"Postaramy się wywalczyć awans do kolejnej rundy. Podobnie jak w ekstraklasie, będziemy chcieli wygrać każdy mecz. Dla nas to fajna sprawa móc grać przeciwko tak silnym rywalom" – zaznaczył.
Przed losowaniem Irańczyk miał jedno życzenie – zagrać z AC Milan na jego stadionie.
"Może uda się to w kolejnej fazie" – zauważył z uśmiechem.
Sayyadmanesh zaliczył znakomite wejście do poznańskiej drużyny, porównywalne z Luisem Palmą, który dołączył do "Kolejorza" rok temu. Jego bilans w 13 oficjalnych spotkaniach to sześć goli i dwie asysty.
"Słowa podziękowania należą się przede wszystkim sztabowi trenerskiemu i piłkarzom, którzy mocno pomogli mi tak szybko się zaadaptować. Natomiast liczby nie są najważniejsze. Ja przede wszystkim staram się pracować dla zespołu, być jego ważną częścią. Asysty, gole to rzeczy, które są tego następstwem" – podkreślił.
Do Lecha trafił nieprzypadkowo. To po części pokłosie znajomości z innym Irańczykiem Ali Gholizadehem, który od trzech lat występuje w poznańskiej ekipie, a obecnie przechodzi rehabilitację. Obaj przyjaźnią się od ośmiu lat, gdy jeszcze w ojczyźnie grali w jednym klubie.

"Obserwowałem ekstraklasę od dwóch, trzech lat właśnie ze względu na Alego, widziałem, jaka jest atmosfera podczas spotkań. Ali wszystko mi opowiedział o Lechu, jak to wygląda od środka i co się dzieje wokół klubu. Gdy pojawiła się oferta, spotkaliśmy się z działaczami, porozmawialiśmy i szybko uznaliśmy, że nasze drogi są zbieżne. Przekonało mnie to, że drużyna będzie rywalizować w europejskich rozgrywkach i walczyć o mistrzostwo kraju" – tłumaczył.
25-letni piłkarz, który wcześniej grał w Turcji, Anglii, Ukrainie i Belgii, przyznał, że polską ekstraklasę różni od innych lig to, że jest wyjątkowo wyrównana.
"Najbardziej zauważalne jest to, że różnica między czołówką a dołem tabeli jest bardzo mała. Śledziłem już polską ligę wcześniej i wiem, że rok temu było tak samo. Między zespołami nie ma ogromnych różnic i to jest całkiem dobra rzecz, bo ten aspekt sprawia, że rozgrywki są jeszcze bardziej ekscytujące" – zaznaczył.
W Lechu Irańczyk ma już także pierwszy trudniejszy moment za sobą. W rewanżowym meczu z duńskim Aarhus GF w Poznaniu w serii rzutów karnych nie wykorzystał "11", a Poznaniacy odpadli w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.
"W ostatnich dwóch, trzech latach wykonywałem chyba osiem rzutów karnych i żadnego nie zmarnowałem. I to był pierwszy rzut karny, którego nie wykorzystałem. Starałem się to niepowodzenie przekuć w coś pozytywnego, w coś, co mi doda energii na następne spotkanie. To się udało, bo strzeliłem gola w meczu ligowym" – wspomniał.
Sayyadmanesh pytany o wszechobecną presję, jaka towarzyszy piłkarzom grającym w Lechu, przyznał, że bardzo dobrze się z tym czuje.
"Ja uważam, że presja mi pomaga i to jest dobra rzecz. To oznacza, że grasz o coś ważnego. Myślę, że presja pozwala stawać się lepszym piłkarzem" – podsumował Irańczyk.
