Bawarczycy wydawali się już pogodzeni z porażką, gdy Francuzi w ciągu dwóch minut na początku drugiej połowy zdobyli dwa gole i wyszli na prowadzenie 5:2.
Bayern jednak odpowiedział trafieniami Dayota Upamecano i Luisa Diaza w odstępie trzech minut, zmniejszając straty do 4:5 i znacząco poprawiając swoje szanse na odwrócenie losów dwumeczu w przyszłym tygodniu w Monachium.
"W przyszłym tygodniu zdecyduje skuteczność w kluczowych momentach" – powiedział Kane, który wyprowadził gości na prowadzenie w 17. minucie po rzucie karnym. "Dziś było wiele takich momentów i zapewne podobnie będzie za tydzień. Grając u siebie, z naszymi kibicami za plecami, liczymy, że to pomoże nam przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę".
"Ogólnie mieliśmy sytuacje, w których mogliśmy zamknąć ten mecz wcześniej. Dlatego jesteśmy dumni, że udało się wrócić na 4:5, bo przegrywając na wyjeździe 2:5, trudno się podnieść. Ale walczyliśmy i jesteśmy wciąż w grze o finał".
Kane, który został pierwszym Anglikiem z bramkami w sześciu kolejnych meczach Ligi Mistrzów, ma już na koncie 13 goli w tych rozgrywkach w tym sezonie.
To spotkanie przejdzie do historii jako natychmiastowy klasyk, bo padło w nim najwięcej bramek w historii półfinałów Ligi Mistrzów.
"Były momenty, w których mogliśmy być bardziej skuteczni przy ostatnim podaniu lub wykończeniu akcji" - przyznał Kane. "Czuliśmy, że z każdą minutą graliśmy coraz lepiej, zwłaszcza gdy rywale zaczęli opadać z sił. Musimy zagrać z taką samą intensywnością. W przyszłym tygodniu będzie to jeszcze bardziej potrzebne".
"Myślę, że dziś oglądaliśmy dwa zespoły na najwyższym poziomie, zwłaszcza jeśli chodzi o ofensywę, szybkie przejścia i intensywność pojedynków jeden na jednego. Dwie topowe drużyny walczyły ze sobą jak równy z równym" – podsumował kapitan reprezentacji Anglii.
