Kluczowe statystyki z półfinałowego zwycięstwa Arsenalu nad Atletico w Lidze Mistrzów

Bukayo Saka z Arsenalu zdobywa bramkę przeciwko Atletico Madryt
Bukayo Saka z Arsenalu zdobywa bramkę przeciwko Atletico MadrytDennis Agyeman / Shutterstock Editorial / Profimedia

We wtorkowy wieczór rozegrano rewanżowy mecz półfinału Ligi Mistrzów pomiędzy Arsenalem a Atletico Madryt. Po remisie 1:1 na Metropolitano, losy awansu wisiały na włosku.

Przed tym spotkaniem Los Rojiblancos wiedzieli, że to ich ostatnia szansa na sukces w tym sezonie, gdyż niedawno przegrali finał Pucharu Króla z Realem Sociedad.

Kanonierzy otrzymali niespodziewany prezent w Premier League na 24 godziny przed starciem z Hiszpanami, bo Manchester City zremisował z Evertonem. To oznaczało, że jeśli Kanonierzy wygrają wszystkie pozostałe mecze ligowe, zostaną mistrzami Anglii po raz pierwszy od 22 lat.

Awans do finału najważniejszych europejskich rozgrywek z pewnością podbudowałby morale drużyny, a biorąc pod uwagę, że zespół Mikela Artety już w fazie ligowej rozbił Atleti, strzelając cztery gole w 14 minut drugiej połowy bez odpowiedzi, wszystko zapowiadało emocje w północnym Londynie.

Oczywiście Diego Simeone i jego drużyna lubią psuć święto rywalom, a wspomniane spotkanie w LM było ostatnim, w którym Atleti nie zdobyło gola. Można więc było iść o zakład, że gospodarze nie będą mieli łatwej przeprawy.

Pięć zmian w składzie Arsenalu względem ostatniego meczu z Atleti mogło zaskoczyć kibiców – Riccardo Calafiori, Myles Lewis-Skelly, Bukayo Saka, Eberechi Eze i Leandro Trossard zastąpili Martína Zubimendiego, Gabriela Martinellego, Martina Odegaarda, Piero Hincapie oraz Noniego Madueke.

Dominacja Arsenalu od pierwszych minut

Kanonierzy od początku narzucili swoje warunki, długo utrzymując się przy piłce i osiągając w niektórych interwałach nawet 80% posiadania, przez co Hiszpanie głównie biegali za piłką.

Mimo przewagi w posiadaniu, to szybka kontra gości mogła przynieść pierwszego gola – najgroźniejszą okazję miał Julian Alvarez, który uderzył minimalnie niecelnie.

Arsenal v Atletico Madrid - Przełomowy moment
Arsenal v Atletico Madrid - Przełomowy momentOpta by Stats Perform

Już po niespełna 10 minutach Atleti ustawiło się piątką z tyłu, jasno pokazując swoje nastawienie. Więc nie dziwiło, że Calafiori próbował szczęścia z dystansu.

Chwilę później Alvarez był jeszcze bliżej gola, a tylko ofiarny wślizg Declana Rice'a – pierwszy taki w wykonaniu piłkarza Arsenalu w tym meczu – uratował gospodarzy przed stratą bramki. Po kwadransie gry obraz meczu był już jasny. Gospodarze chętnie atakowali, a goście skupiali się na kontratakach i defensywie.

Koke napędza grę Atleti

Arsenal grał bardzo dokładnie, a William Saliba, Viktor Gyokeres i Eze mieli po pierwszych 15 minutach 100% celnych podań. Jednak w środku pola to Atletico było silniejsze fizycznie – doświadczony Koke wygrał trzy z czterech pierwszych pojedynków jeden na jeden.

Energia Koke i Marcosa Llorente napędzała grę Madrytczyków w pierwszej połowie, choć ich zaangażowaniu dorównywał Calafiori, który wygrał wszystkie pojedynki w powietrzu i na ziemi, dwukrotnie odzyskał piłkę i zaliczył 10 z 12 podań.

Oblak wybija, Saka wykorzystuje okazję

Spotkanie nie było porywającym widowiskiem, a raczej partią szachów na wysokim poziomie – do 40. minuty żadna z drużyn nie oddała celnego strzału. Antoine Griezmann, chwalony za kreatywność w ataku, w tym czasie zanotował aż cztery udane odbiory – najwięcej ze wszystkich zawodników. To pokazuje, jakiej pracy wymaga od swoich piłkarzy Simeone.

Za każdym razem, gdy Arsenal przedostawał się za linię obrony Atleti, zawsze ktoś z gości był na posterunku i neutralizował zagrożenie. Tuż przed przerwą jednak Jan Oblak nie zdołał odpowiednio bezpiecznie wybić piłki posłanej przez Leandro Trossarda, przez co ta spadła pod nogi Saki. Bez problemu zdobył pierwszego gola – był to zarazem pierwszy celny strzał w meczu i dał Arsenalowi prowadzenie w dwumeczu.

To już 14. udział Saki przy golu w ostatnich 14 meczach LM – nagroda w pełni zasłużona zarówno dla niego, jak i całej drużyny. Ten gol musiał zmienić obraz drugiej połowy, bo Atleti musiało zaatakować, jeśli chciało jeszcze coś ugrać.

Gabriel ratuje Salibę

Tak też się stało – już w pierwszych 40 sekundach po przerwie goście mieli "pół sytuacji", a chwilę później Marc Pubill popędził z groźną akcją. Błąd Saliby przy główce do własnego bramkarza sprawił, że David Raya znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, ale Gabriel w ostatniej chwili zablokował strzał Giuliano Simeone.

Kolejne ataki Atleti sprawiły, że na Emirates Stadium zapanowała cisza, bo goście coraz szybciej rozgrywali piłkę i zamykali Arsenal na własnej połowie. Przebojowa akcja Rice'a od bramki do bramki dała gospodarzom chwilę wytchnienia, a zaraz potem obie drużyny przeprowadziły po trzy zmiany.

Gra stała się bardziej otwarta i widowiskowa, choć Arteta z pewnością nie był zadowolony z faktu, że do tego momentu cała jego linia obrony zanotowała tylko jeden udany odbiór.

Arsenal v Atletico Madrid - Statystyki meczu
Arsenal v Atletico Madrid - Statystyki meczuOpta by Stats Perform

Gyokeres mógł rozstrzygnąć losy awansu, gdy świetnie zamknął dośrodkowanie Piero Hincapie w 66. minucie, ale fatalnie spudłował i Atleti wciąż byli w grze.

Trossard rozgrywał jeden z najlepszych meczów od dłuższego czasu – aż dziewięć razy odzyskiwał piłkę, co było najlepszym wynikiem na boisku, a cztery wygrane pojedynki z siedmiu prób to jeden z powodów, dla których Rojiblancos nie mogli się przebić przez defensywę Arsenalu.

Dla porównania, zmiennik Noni Madueke nie miał żadnych argumentów na lewej stronie Atleti. Były piłkarz Chelsea co prawda nie popełnił błędu w rozegraniu, ale nie wniósł nic w ofensywie i pod koniec spotkania usłyszał gwizdy z trybun, gdy wycofał się z walki o piłkę.

Feta na Emirates

Im bliżej końca, tym bardziej desperacko atakowało Atletico, ale na pięć minut przed końcem miało na koncie tylko dwa celne strzały. Najlepiej ich wieczór podsumowała sytuacja, gdy Alexander Sorloth pogubił się, mając przed sobą tylko Rayę.

Po końcowym gwizdku sędziego Daniela Sieberta na stadionie zapanowała euforia. Dla Atleti była to już trzecia z rzędu potyczka w tych rozgrywkach bez zwycięstwa, a Arsenal zanotował dziewiąte czyste konto w 14 meczach LM.

Czy w finale czeka nas więc starcie niepowstrzymanej siły z defensywą nie do ruszenia?

Autor
AutorFlashscore
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen