Męska drużyna Arsenalu wciąż czeka na upragnione europejskie trofeum. Drużyna kobieca jest pod tym względem znacznie bardziej utytułowana. Już dwukrotnie wygrywały Ligę Mistrzyń, po raz drugi w ubiegłym sezonie. Co więcej, dzięki ostatniemu zwycięstwu nad Chelsea, zawodniczki z Londynu dotarły również do półfinału w tym roku, gdzie zmierzą się z Lyonem - przeciwnikiem, którego pokonały w drodze po tytuł w zeszłym roku.
Gdy obie drużyny spotkały się w zeszłym sezonie, Lyon był zdecydowanym faworytem. Francuski gigant ma na swoim koncie rekordowe osiem trofeów Ligi Mistrzów i przez długi czas wyglądało na to, że zagra z Barceloną o dziewiąty triumf. Lyon wygrał 2:1 w pierwszym meczu na Emirates i objął obiecujące prowadzenie w rewanżu u siebie.
Arsenal pokazał jednak już w ćwierćfinale przeciwko Realowi Madryt, że nie stanowi dla nich problemu odwrócenie losów spotkania i strzelenie trzech goli w jednej połowie. I udowodnił to we Francji. W ciągu pierwszych pięciu minut Arsenal wyrównał, a pod koniec połowy objął prowadzenie, które następnie powiększył. Po raz pierwszy od 18 lat londyńska drużyna dotarła do finału rozgrywek, które z biegiem lat zyskały na prestiżu.
Jednak w zeszłorocznym finale Arsenal zdecydowanie nie należał do faworytów. Jego przeciwnikiem była Barcelona, pełna wielkich gwiazd światowego kobiecego futbolu, która zebrała wszystkie trofea w krajowych rozgrywkach i wygrała dwie poprzednie edycje Ligi Mistrzyń. O ogromnej sile Katalończyków niech świadczy fakt, że w drodze do finału zmietli Chelsea 8-2 - miejskiego rywala Arsenalu, który nie ukrywał swoich ambicji wygrania rozgrywek, czego dowodem były ogromne transfery.
Chelsea nie doczeka się tego również w tym roku
Lucy Bronze i Keira Walsh dołączyły do The Blues z Barcelony, mówiąc, że chcą tutaj wygrać Ligę Mistrzów, tych samych słów użył ich trener Sonia Bompastor. JJednak po druzgocącej porażce z katalońskim gigantem, Chelsea miała jedynie łzy w oczach. Co gorsza, nie uda im się zdobyć upragnionego tytułu również w tym roku, po tym jak odpadły w ćwierćfinale z obrońcą tytułu, Arsenalem.
Ale wracając do finału 2025, którego gospodarzem była Lizbona. Nikt nie wierzył w Arsenal, zwłaszcza że przed samym finałem przegrał dwa mecze ligowe ze słabymi na papierze przeciwnikami. Co więcej, o awans do rozgrywek walczył poprzez rundy wstępne, w których musiał odwrócić losy dwumeczu ze szwedzkim Hacken. Barcelona z Ewą Pajor zgarnęła wszystkie krajowe trofea i pozostała niepokonana w rozgrywkach, odnosząc trzeci triumf z rzędu.
Arsenal zaskoczył swoje przeciwniczki już na samym początku. Pomimo pressingu, wynik na półmetku wynosił 0:0, czego niewielu spodziewało się przed meczem. Widzowie musieli czekać aż do 74. minuty na pierwszą bramkę dzięki dwóm zmienniczkom. Legenda klubu Beth Mead, która jest w Arsenalu od prawie dekady, posłała podanie do szwedzkiej napastniczki Stiny Blackstenius i sprawa była przesądzona.
Barcelona miała jeszcze kilka akcji pod koniec meczu, ale holenderska bramkarka Daphne van Domselaar poradziła sobie ze wszystkim. Po końcowym gwizdku wśród zawodniczek w biało-czerwonych koszulkach wybuchła euforia, żadna z nich nie mogła uwierzyć, że po 18 latach naprawdę zostały mistrzyniami.
Dla małej Leah
To, co najbardziej wyróżnia się z całej historii, to podróż wicekapitan Leah Williamson, która jest częścią klubu, odkąd dołączyła do akademii w wieku dziewięciu lat i od tego czasu nie założyła innej koszulki. Jako 10-latka towarzyszyła piłkarzom na boisku i obserwowała, jak jej angielskie bohaterki odnoszą pierwsze zwycięstwo, po czym powtórzyła to 18 lat później jako zawodniczka meczu.
Zwieńczeniem całej historii jest tata Leah Williamson, który jest fanem Tottenhamu, odwiecznego rywala klubu swojej córki. W przeszłości dawał do zrozumienia, że założy koszulkę Arsenalu tylko wtedy, gdy jego córka będzie grała w finale Ligi Mistrzów. I tak też się stało. Moment, w którym jej ojciec pojawił się przed Williamson w czerwonej koszulce, a ona klasnęła z zaskoczenia, podkreślił wyjątkowość tej chwili.

Arsenal pozostaje jedynym angielskim klubem, który wygrał Ligę Mistrzów Kobiet. Męska drużyna "The Gunners" wciąż czeka na to wyróżnienie – jednak, podobnie jak Bayern Monachium, pozostaje niepokonana w tegorocznych rozgrywkach i wciąż ma szansę na historyczne podwójne zwycięstwo. O tym, czy się to uda, zadecyduje półfinał. Finał Ligi Mistrzów mężczyzn odbędzie się 30 maja w Budapeszcie, z kolei finał turnieju zaplanowano na 23 maja w norweskim Oslo.
Zainteresował Cię ten artykuł i chcesz dowiedzieć się więcej o piłce nożnej kobiet? Śledź Queenballers.com, a niczego nie przegapisz.
________________

